Metamorfoza. #Lifestyle. Postanowiłam dziś zaspokoić ciekawość wielu z was , i odpowiedzieć na nurtujące was pytania ;-) Troszkę dziś o mnie będzie . Dziewczyna podpierająca ściany w okularach , krótko ścięte włosy , zez , ubranie nijakie garstka znajomych -znacie ten schemat ? taka kiedyś byłam ;-) Odrzucona przez Forum: A-psik: moje dziecko jest uczulone… Witam wszystkie mamy malych alergikow i dolaczam do zacnego grona(z gory przepraszam za brak polskich liter). Konrad ma 2 miesiace a od 1,5 mamy juz problemy z alergia. Jak mial 2 tygodnie zaczela sie wysypka na policzkach, szyji i uszach, potem zrobily sie strupy na policzakch,karmie piersia wiec ja na diete a na dokarmianie bebilon pepti, steryd na buzie i chwilowo pomoglo,ale wrocilo, moja dieta zeszla na suche bulki, za duzo streydu sie balam wiec wyprobowalam inna kuracje wratizolin,clotrimazolum i emolium trojaktywne-pomoglo, w miedzy czasie pozbycie sie z domu psa i poscieli z pierza emolientow i jelpa uzywalam od poczatku wiec tu sie nic nie zmienilo, tylko ja zaczelam sie myc w szarym mydle i praktycznie zrezygnowalam z kosmetykow:( Wprowadzilam dgotowanego indyka -cisza, dzem z jablek -wysypka, pozniej sprobowalm z jagod-jeszcze wieksza wysypka, buraki -cisza, i jakis czas bylo dobrze na tych bulkach, idyku i burakach a i jeszcze ryz. Ale potem znowu zaczelo sie dziac kiepskawo wiec zastapilam idyka gotowanym schabem, bylo dobrze, a teraz kolejna proba dzemu z jablek – znow wysypka… Nie mam juz sily,jutro ide do alergologa wiec zobaczymy co mi powie. Co dzien bije sie z myslami czy nie przejsc na butelke, tylko mi troche szkoda, bo ladnie na cycku porzybiera. Jak bylo u Was wytrzymywalyscie diete? Czy przeszlyscie na butle? I jak to na dzieci wplynelo?Ile mozna jesc gotowany schab bulki i buraki… Tłumaczenia w kontekście hasła "całkowicie odstawiłam" z polskiego na angielski od Reverso Context: Tydzień po tym, jak zaczęłam go karmić, całkowicie odstawiłam butelkę i już nigdy nie dostał nawet kropli sztucznego pokarmu. AUTORWIADOMOŚĆ [konto usunięte] Wysłany: 9 kwietnia 2015, 10:00 Hej dziewczyny EUREKA!! Od samego początku ciąży męczą mnie mdłości. Nie wymiotuje ale jest mi tak nie dobrze na samą myśl o jedzeniu że schudłam od początku ciąży 3kg. Jedyne na co mam ochotę to słodycze Wczoraj byłam u swojej gin, przedstawiłąm jak sie ma sprawa i zaleciła pić mi hebrate ze świeżym imbirem i pic wit c 1000 po poł tabletki 2 razy dziennie, przy wiekszych mdlosciach 3xdziennie. Wczoraj sie zastosowałam i dzis po raz pierwszy od jakis 5 tygodni zjadłam normalnie z apetytem śniadanie Nie wiem jak działa to na wymioty ale może warto spróbować Znajoma Postów: 29 22 Wysłany: 9 kwietnia 2015, 10:28 Piłam herbatę z imbirem (trzy cienkie plasterki na kubek herbaty) wczoraj wieczorem i rzeczywiście pomogło. Jak się doda cytrynę i odrobinę miodu jest po prostu pyszna Polecam! pa2 lubi tę wiadomość [konto usunięte] Wysłany: 9 kwietnia 2015, 11:53 A ja musiałam po imbirowej hebacie przyspieszać na schodach, jak leciałam do wc z wiadomej przyczyny ;pp ale o witaminę C zapytam mojej gin w sobotę. [konto usunięte] Wysłany: 9 kwietnia 2015, 11:55 Mnie też nie bardzo smakuje sam imbir, ale na pewno pomaga. Popołudniu dodam cytrynę i miód jak mówi Agromi może będzie lepsza julita Autorytet Postów: 3182 4326 Wysłany: 9 kwietnia 2015, 13:41 u mnie mdłości były od 7 do 14tc, pomagało trochę rzucie gumy miętowej aż mnie szczęka bolała a tak na poważnie to wszystko mi przeszło jak odstawiłam mleko i inne produkty mleczne. po mleku umierałam.... polkosia Autorytet Postów: 8561 7428 Wysłany: 9 kwietnia 2015, 14:24 Moim zdaniem cytryna wzmaga mdłości, bo to jednak kwas... Ale możecie spróbować. Mi imbir nie pomógł. Klementysia 2015 psn Matylda 2016 cc Jaśmina 2018 psn Aurora 2021 psn olcia88 Autorytet Postów: 671 1000 Wysłany: 9 kwietnia 2015, 18:12 Ja stosuję opaski na ręce sea band, miałam je w domu bo stosowałam jak byłam stewardessa, mam niby rozmiar dla dzieci, więc fajnie mi uciska. Odkąd je odnalazłam i założyłam to jest lepiej. Po przebudzeniu pod ręką muszę mieć od razu jedzenie, inaczej nie ma opcji, żebym wstała. Mąż przynosi mi Danio a dziś kupiłam suszone banany Imbir jest powszechnie znany ze swoich własciwości przeciw mdłościom, jest we wszystkich preparatach lokomitiv i innych na choroby lokomocyjne. Ja na jakąś łódkę ze znajomymi czy na prom zawsze brałam wodę z kilkoma plasterkami imbiru. Teraz dodaję do herbaty a do potraw dodaję imbir w proszku. Bo wpływa jeszcze na odporność, która w ciąży pozostawia wiele do życzenia. Pozdrawiam pa2 lubi tę wiadomość [konto usunięte] Wysłany: 9 kwietnia 2015, 18:27 Myślę że dużo mi jeszcze pomaga wit C 1000 rozpuszczana w wodzie. Aż lepiej mi sie robi po jej wypiciu anulka20 Autorytet Postów: 2193 1122 Wysłany: 10 kwietnia 2015, 21:22 nie chce was straszyć wszystkiego próbowałam i do tej pory zdarzają się wymioty i mdłości całodniowe i to czasem takie , że normalnie nie funkcjonuję :/mi na chwilę pomagały tabletki prevomit lekarz polecił Anulka20 Synek Wiktor [konto usunięte] Wysłany: 12 kwietnia 2015, 08:45 Mi tez imbir nie pomaga. Sproboje jeszcze ta wit C. muamua Ekspertka Postów: 195 123 Wysłany: 12 kwietnia 2015, 22:21 Na mnie herbatka ze świeżym imbirem działała na krótko, ale dzisiaj zaczęłam żuć imbir, z którego ją robiłam i to naprawdę wyeliminowało na dłużej mdłości - 13 dpo - 108 (3 tc 5 dzień), - 15 dpo - 316 (4 tc), - 22 dpo - 3541 (5tc) - - 6t6d [konto usunięte] Wysłany: 13 kwietnia 2015, 07:01 Ja polecam opaski sea band - nosze dokladnie od 7 kwietnia od godziny 16-17 a wymiotowalam tylko 3 razy wylasnie 7 kwietnia ;p rewelacja opaski zdejmuje jedynie do kapieli :p mdlosci sa, czasem nawet takie konkretne, ale na pewno lagodniejsze niz byly Wiadomość wyedytowana przez autora 13 kwietnia 2015, 07:01 justa1234 Autorytet Postów: 2280 2564 Wysłany: 13 kwietnia 2015, 17:17 Mam mdłości na maksa ale imbiru nie nawidze pod żadna postacią więc muszę się męczyć :'( Rozmarzona Autorytet Postów: 2226 1440 Wysłany: 18 kwietnia 2015, 12:45 Sa tez inne sposoby niz imbir:) Pierwszym sposobem, o ktorym slyszalam to zjedzenie krakersa przed opuszczeniem wyrka,lekarz wspominal tez o platkach migdalowych . Jak one dzialaja to nie wiem, poniewaz mnie na szczescie mdlosci pominely,ale dziele sie informacjami:) justa1234 lubi tę wiadomość Jestes juz z nami moni1403 Ekspertka Postów: 197 136 Wysłany: 18 kwietnia 2015, 21:21 Też słyszałam żeby coś zjeść przed wstaniem z łóżka, ale u mnie to nie działa .... w sumie to na mnie nic nie działa ...... ale i tak jest lepiej teraz niż w poprzedniej ciąży wtedy do 4 msc jadłam suchy chleb i popijałam tymbarkiem ewka993 Debiutantka Postów: 10 60 Wysłany: 20 kwietnia 2015, 21:50 Ja polecam biszkopty przed spaniem zjeść ze dwa trzy i rano zaraz jak się obudzisz , najlepiej miec je w przy łóżku mi pomaga zai2014 Autorytet Postów: 591 510 Wysłany: 21 kwietnia 2015, 21:29 Dziewczyny a mam jeszcze takie dość nietypowe pytanie: czy znacie jakis lek na chorobę lokomocyjną, który mogą zażywać kobiety w ciąży. W jednej aptece pytałam i Pani powiedziała ze wszystkie na bazie imbiru(np. Lokomotiv), mówiła ze nawet lekarze przepisują je kobietom w ciąży które mają mdłości. Natomiast w drugiej aptece pan z opakowania tegoż Lokomotivu przeczytał że nie zaleca się stosowania w ciąży. A moze Wy posiadacie jakąś wiedzę na ten temat? Bliźniaki są z nami :* Martitta. Koleżanka Postów: 39 84 Wysłany: 27 kwietnia 2015, 14:49 Hej dziewczyny. Moje mdłości zaczęły się jakiś tydzień temu. Co drugi dzień kilka godzin w ciągu dnia jest nawet znośnych, ale ranki, po południa i wieczory są nie do zniesienia. W brzuchu czuje jak mi wszystko jeździ, kto siedzi koło mnie może usłyszeć te wszystkie bulgoty. Staram się jeść, ale nie mam w ogóle apetytu przez te nudności. U mnie nie działa nic, ani kwaśne, ani krakersy, biszkopty, popijanie wody... Żadne mięty czy imbiry. Po prostu czuję, że czasem przejdzie a czasem nie i nie zależy to od żadnych przyjmowanych doustnie pokarmów. Rano też nie mogę nic zjeść po wyjściu z łóżka, bo muszę zażywać Euthyrox na czczo i popijać wodą co sprawia, że wzmaga mi się głód, a muszę odczekać zawsze min. 30 min... Mam nadzieję, że to szybko zleci, bo odbiera mi to całą radość z ciąży ;(( Czuję się po prostu koszmarnie. CÓRECZKA >>niedoczynność tarczycy<< Trisska Znajoma Postów: 26 8 Wysłany: 29 kwietnia 2015, 09:49 Martitta. wrote: Hej dziewczyny. Moje mdłości zaczęły się jakiś tydzień temu. Co drugi dzień kilka godzin w ciągu dnia jest nawet znośnych, ale ranki, po południa i wieczory są nie do zniesienia. W brzuchu czuje jak mi wszystko jeździ, kto siedzi koło mnie może usłyszeć te wszystkie bulgoty. Staram się jeść, ale nie mam w ogóle apetytu przez te nudności. U mnie nie działa nic, ani kwaśne, ani krakersy, biszkopty, popijanie wody... Żadne mięty czy imbiry. Po prostu czuję, że czasem przejdzie a czasem nie i nie zależy to od żadnych przyjmowanych doustnie pokarmów. Rano też nie mogę nic zjeść po wyjściu z łóżka, bo muszę zażywać Euthyrox na czczo i popijać wodą co sprawia, że wzmaga mi się głód, a muszę odczekać zawsze min. 30 min... Mam nadzieję, że to szybko zleci, bo odbiera mi to całą radość z ciąży ;(( Czuję się po prostu koszmarnie. Mam identycznie... tez na czczo biorę tą tabletkę i potem trzeba czekać, chociaż i tak jeść się nie chce i nic nie pomaga... Okropność EMI_KUB Znajoma Postów: 16 12 Wysłany: 5 maja 2015, 13:30 Kochane moje... Ja zmagam się z silnymi wymiotami a o mdłościach to nie wspomnę... Do świata żywych postawiła mnie witamina B6. Nic innego nie pomogło, a próbowałam naprawdę wszystkiego. Dzięki niej zaczynam troszkę jeść...a wymioty i mdłości ustępują... Jak na razie to koszmar... Ale słyszałam, że około 10tygodnia wszystko zaczyna się uspokajać
7 punktów - jak schudłam 30kg bez efektu jojo, zdrowo i trwale? Jak schudłam 30 kg i od prawie 8 lat utrzymuję wagę. Dlaczego nigdy nie miałam efektu jojo, jak zmieniłam dietę i sposób myślenia? Jak schudnąć zdrowo i trwale?
7 marca 2013 Po jakim czasie z piersi leci woda nie mleko? Po jakim czasie mleko z piersi traci na wartości? Cóż, po żadnym. Zawsze jest w mleku coś z czego dziecko może czerpać korzyści. Krowy też nie produkują dla swoich cieląt pełnowartościowego mleka tylko przez jakiś krótki czas. Ba krowy nawet i bez cielaka dają mleko, które może młodym cielakom służyć! Więc dlaczego kobiety miałby produkować wodę? Weźmy na przykład zapotrzebowanie energetyczne. Mleko mamy zaspokaja je w: 0-6 dziecka – 100% 7-8 – 70% 9-11 – 55% 12-23 – 40% Karmienie piersią zaspokaja zarówno w 2 jak i trzecim dziecka nadal takie potrzeby jak: potrzeby żywieniowe, bo zawiera witaminy, białka i tłuszcze które organizm dziecka przyswaja niemal w całości, potrzeby zdrowotne bo w odpowiedzi na zewnętrzne czynniki gruczoł piersiowy produkuje przeciwciała oraz emocjonalne i psychiczne dziecka i matki (tak matki też bo jest to proces dwukierunkowy). Żadne naukowe badania nie zawierają sugestii nawet, że istnieje jeden właściwy moment zakończenia karmienia piersią. Nawet koncerny spożywcze nie mają w swoim arsenale takiej daty, bo karmienie piersią to naturalny proces, indywidualny i inny dla każdej mamy i jej dziecka i warto o tym pamiętać jak ktoś na hasło karmię piersią a dziecko ma już ponad rok roztoczy wizję wody, fanaberii i eko szajby. HafijaNazywam się Agata. to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.
2,256 Likes, 76 Comments - Dietetyk i Trener Online (@makrobeast) on Instagram: "Brownie z Milką Philadelphia Potrzebujemy (u mnie forma o sr. 16 cm): 2 jajka Milka
Jeżeli czytasz ten post to na pewno jesteś już na tyle zdeterminowana by podjąć walkę ze swoimi zbędnymi kilogramami/ centymetrami, albo brakuje Ci motywacji, którą mam nadzieję w tym poście odnajdziesz! Celowo w tytule wspominam o niedoczynności tarczycy. Dużo osób zmagających się z tą chorobą przybiera na wadze/ ma problemy z chudnięciem i tak samo było w moim przypadku. Na moje szczęście w miarę szybko zostałam zdiagnozowana (po około pół roku) i zaczęłam leczenie od 1 maja Początkowo 1/4 50 mg tabletki Letroxu, a po 4 dniach 1/2 - czyli 25 mg i na takiej dawce jestem do dziś dnia. Patrząc na to, że schudłam, ta dawka jest i tak większa, niż wtedy, gdy zaczynałam leczenie. Letrox to syntetyczny hormon tarczycy tak jak Euthyrox, ale nie zawiera w składzie laktozy, którą po konsultacji lekarskiej również wykluczyłam z jadłospisu (ale o tym dokładniej opowiem później). Od tej pory komfort mojego życia zmienił się diametralnie! Zniknęło zmęczenie, senność, apatia, mdłości, bóle brzucha i szereg innych uprzykrzających życie dolegliwości. Mam więcej siły i chęci do samego w sobie życia. W zeszłym tygodniu zrobiłam potrzebne badania i udałam się na kontrolę i lekarz również odnotował zmianę na +. Dobra, ale nie wystarczy łykać leki by schudnąć, to dopiero początek długiej drogi! Warto uzbroić się w cierpliwość. Schudłam 5,2 kg w 3 miesiące, oraz wiele centymetrów w obwodach: w biuście - 6 cm; pod biustem: - 5 cm; w tali: - 6 cm; w pasie na wysokości pępka: - 7 cm; na wysokości kości biodrowych: - 5 cm; w biodrach najszerszym miejscu: - 6 cm; w udzie najszerszym miejscu: - 3 cm; na środku uda: - 2,5 cm; nad kolanem: - 3,5 cm; w łydce: - 1 cm. Startowałam z wagi 65 kg przy wzroście 163 cm. BMI - prawidłowe, lecz ja nie wyglądałam już korzystnie, niektóre osoby pytały się nawet czy nie jestem w ciąży, bo zaokrągliłam się tu i tam. Jeżeli Ty masz większą masę początkową może się okazać, że schudniesz szybciej lub Aby schudnąć trzeba doprowadzić do deficytu kalorii w ciągu doby. Czyli więcej energii wydatkować niż przyjmować w pożywieniu (najlepiej mniej jeść i więcej się ruszać). To ile spalamy kalorii w ciągu doby zależy od wielu czynników: płci, wieku, aktualnej masy ciała, pracy i aktywności fizycznej. Więc dla każdej osoby podstawowe zapotrzebowanie kaloryczne będzie inne. Jeżeli zmagasz się z nadprogramowymi kilogramami, świadczy to o tym, że jesz za dużo - lub złej jakości produkty. Nie wierzysz? Tyje się przyjemniej i szybciej niż chudnie. Wystarczy 7 dni pod rząd zjeść o 1000 kcal (lub 30 dni po 250 kcal) więcej niż potrzebujesz i jeden kilogram do przodu! Przykładowo duża paczka chipsów (160 gram) zawiera ponad 900 kcal. Tyle samo kalorii jakbyś zjadła 3 pączki albo 3 kotlety z indyka smażone w panierce albo 3 kawałki pizzy. Albo 32 pomidory! czego raczej nie uda Ci się zjeść tak łatwo w tak szybkim czasie jak chipsy. Przypomnij sobie wszystkie spożywcze grzeszki i pocieszanie się czekoladą. Skoro już zaczęłam to skończę myśl: dzienne zapotrzebowanie kalorii bardzo łatwo obliczyć, są nawet specjalne kalkulatory w internecie, które zrobią to za nas. I warto się z tym zapoznać, bo na pewno się przyda w komponowaniu nowej diety. Mówiąc dieta mam na myśli styl odżywiania - Twój nowy styl odżywiania, który ma odmienić Twoje życie. Można by się jeszcze pokusić na liczenie węglowodanów, białek i tłuszczy, ale to już wyższa szkoła jazdy. Którą nie każdy ogarnia i nie każdy musi, na chłopski rozum orientujemy się co gdzie znajdziemy. W swojej diecie nie ważę każdego posiłku, ani nie obliczam codziennie kaloryczności, ale orientacyjnie od czasu do czasu sprawdzam, czy jem wystarczającą ilość czy nie pofolgowałam sobie za dużo. Przerabiałam w życiu różne diety (w tym te zdrowe, które polecam: vitalia, potreningu), więc mam już jako takie pojęcie co z czym łączyć i w jakich ilościach, a co lepiej unikać. Teraz na co dzień, przy wyborze posiłków kieruję się intuicją, jakkolwiek to głupio brzmi, wybieram to na co mam ochotę spośród zdrowych posiłków. Nie rezygnuję nawet z jedzenia na mieście, tam również można znaleźć fit opcje;) Nie wychodzę z domu bez śniadania. Jem ok. 5-6 posiłków dziennie. Nie koniecznie małych objętościowo, bo jak już wyżej wspomniałam 200 kcal warzyw zajmie dużo więcej miejsca niż porcja frytek o tej samej kaloryczności. Jem kiedy zaczynam czuć się głodna i kończę zanim jeszcze poczuję się w pełni syta. Jem ogromne ilości owoców świeżych i suszonych bez zwracania uwagi na porę dnia. Owoce skutecznie hamują apetyt na słodycze i na 100% są mniej szkodzące niż syrop glukozowo-fruktozowy w kupnych słodyczach. Jen dużo warzyw pod różną postacią głównie na obiad, kolację. Zainteresowałam się dosyć mocno dietą wegańską i próbuję coraz to więcej przepisów. Można się od Wegan sporo nauczyć! Jadam kasze, ryż ale i makarony czy ziemniaki na obiad. One same w sobie nie tuczą, ważne z czym się je połączy. Chleb nie więcej niż 3-4 kromki w ciągu dnia. Nie jem laktozy czyli: mleka, śmietan, masła, serów żółtych, twarogów, jogurtów, kefirów, maślanek i nic co zawiera w sobie mleko (czyli odchodzą najbardziej tuczące i kuszące smaczki: pizza, tosty, lody na bazie śmietany, ciasta z kremem itd.) Zamiast masła smaruję pieczywo awokado (ze szczypiorkiem smakuje obłędnie!), albo przeróżnymi humusami czy pastami z fasoli, którymi zaraziłam również małżonka. Nie piję alkoholu. Przez ostatnie 3 miesiące wypiłam jedynie 2 wina i 3 piwa, gdzie wcześniej spokojnie mogłabym tyle wypić w jeden weekend. Piję dużo wody, herbatę z czystka i szklankę soku świeżo wyciskanego z owoców. Napoje gazowane w ilości 250-500 ml jedynie raz w tygodniu, ale nie zawsze. Kawa nie częściej niż raz w tygodniu, z mlekiem roślinnym i bez cukru. Po odstawieniu laktozy czy alkoholu odeszło najwięcej, najbardziej kalorycznych produktów i mam problem z głowy. Nawet muszę się pilnować by jeść odpowiednio dużo, szczególnie poszukuję roślinnych źródeł białka. Jeżeli chcesz schudnąć radzę nie okłamywać samej siebie i nie podjadać! Trudno, pomyśl, że to stan przejściowy, przyjdzie jeszcze czas na delektowanie się ulubionym ciastkiem. Jak już nad sobą zapanujesz i będziesz miała na tyle silną wolę by zjeść jeden kawałek nie dziesięć. To jak postępowałaś do tej pory zaprowadziło Cię do miejsca w którym jesteś, jeżeli nie chcesz by dalej tak wyglądało Twoje życie - zacznij działać! ĆWICZENIA Można schudnąć będąc jedynie na diecie, ale to dłuższy proces o obniżonej kaloryczności posiłków. Ostateczny efekt i tak może nie być wystarczająco satysfakcjonujący, ponieważ mięśnie będą słabe, a skóra ciała mało jędrna. Po za tym stałe obniżenie kaloryczności posiłków prowadzi do spowolnienia przemiany materii i pomimo początkowych efektów, później nastaje zastój wagi. Zdecydowanie polecam włączyć do swojego życia aktywność fizyczną na stałe. Nie tylko spali kalorie spożywane w ciągu dnia, ale również zmagazynowany tłuszcz w naszym ciele, pobudzi wspomniany metabolizm. Podczas uprawiania sportu w ciele zachodzą niesamowite mechanizmy, między innymi wydzielane zostają endorfiny, które dodatkowo umilają życie. Stąd można zaobserwować wiecznie uśmiechnięte spocone twarze na instagramach czy innych facebookach. Dzięki aktywności fizycznej, możesz szybciej osiągnąć wymarzony cel, a Twoje ciało zmieni się korzystnie. Zniknie upierdliwy cellulitis, pośladki uniosą się, a brzuch będzie płaski nawet po jedzeniu. Wiem, że początki bywają trudne i wewnętrzny leń podpowiada byś pospałą dłużej, lub poleżała i obejrzała kolejny serial czy zajęła się innymi bzdurami. Na początek najlepiej jest się zmusić do jakiejkolwiek aktywności fizycznej co najmniej 3 razy w tygodniu. Znasz swój plan pracy/studiów? Dopisz do niego obowiązkowo sport, czy to rano czy wieczorem. Sporów jest tyle do wyboru, że na pewno znajdziesz coś co polubisz. Z doświadczenia wiem, że łatwiej zrobić rano trening, niż wieczorem, po całym męczącym dniu. Wieczorami rozprasza nas więcej rzeczy, no i przecież chcemy mieć też czas dla rodziny i znajomych, prawda? Moja aktywność: Zaczęłam z grubej rury: ćwiczyłam 6 razy w tygodniu po 30 minut 5-tygodniowy program Focus T25 alpha z Shaunem T. Później przyszedł czas na miesięczne wyzwanie bikini z Ewą Chodakowską, również 6 razy w tygodniu, treningi po 30-60 minut w zależności od dnia. Trzeci miesiąc to mieszanka treningów z Ewą Chodakowską, ze strechingiem z Focusa, bieganiem oraz jazdą na rowerze. Zainteresowałam się również jogą. Trenuję 4-6 razy w tygodniu po 30-60 minut, w zależności od tego ile miałam czasu, chęci i siły. Celowo zmieniam treningi, by się nie nudzić, rozruszać różne partie ciała. Raz trudniejsze, raz łatwiejsze. Pomimo, że ćwiczę regularnie zdarza się miewać zakwasy ;) W dalszym ciągu ćwiczę w domu (po za bieganiem i jazdą na rowerze) i nie zamierzam zapisywać się na siłownie, ewentualnie skorzystam z zajęć jogi, by ktoś mnie pokierował jak poprawnie wykonywać dane pozycje. Jestem już na tym etapie w życiu, że jestem z siebie ogromnie zadowolona! Zrobiłam kawał dobrej roboty, czuję się świetnie i zdrowo. Nie chcę przestawać bo obecny tryb bardzo mi sprzyja. Nie czuję wyrzutów sumienia, gdy odpuszczam trening na dwa, a nawet czasami trzy dni z rzędu, ale zaczynam tęsknić i prędzej czy później wracam do sportu. A gotowanie i odkrywanie nowych smaków? Sprawia ogromną frajdę! Dawno nie byłam tak optymistyczna jak teraz;) Tym akcentem chciałabym zakończyć ten długi artykuł. Zdjęcia do tego postu pochodzą z mojego instagrama, gdzie codziennie dodaję kolejną porcję inspiracji:) Wydaje mi się, że wyczerpałam temat, jeżeli masz pytania pisz w komentarzach, postaram się odpowiedzieć najszybciej jak to możliwe:)

July 14, 2018 - 2,288 likes, 123 comments - Małgorzata Janocha-Lubaś (@maggielubas) on Instagram: "Waniliowy budyń z tapioki z malinami, mój ulubiony . . #tapioka

Mam 21 lat, ważę 87 kilogramów. Nigdy nie jadłam dużo (słodycze, słodkie napoje czy rzeczy z fast foodów maks. raz na tydzień lub dwa), ale z jakiegoś powodu się mocno roztyłam od 11 roku życia. Niektórzy zrzucają to na depresję (15-19 lat), kiedy jadłam więcej i nie wstawałam z łóżka przez kilka miesięcy. A od czasów zakończenia liceum jadłam normalnie. Na śniadanie - 2-3 kanapki; na obiad - schabowy, sałatka, 3 ziemniaki, na przekąskę batonik albo lody; na kolację - płatki z mlekiem lub kanapki. Przytyłam mocno;/ z 65 do 87 kg. Nigdy nie byłam szczupła, nawet jako mała dziewczynka. Rodzice mnie nie przekarmiali, a słodyczy nie jadłam wcale, byłam bardzo aktywna fizycznie, bo mieszkałam na mazurach - wszędzie jeździłam rowerem, chodziłam na długie spacery, grałam w piłkę nożną - jak to dziecko. Teraz jestem średnio aktywna fizycznie, bo po uczelni pracuję (więc od do jestem na nogach a potem zmęczona rzucam się na puree z ziemniaków, bo jest bardzo tanie i się najadam), nie mam nikogo, kto by mnie utrzymywał (nie mam rodziców już). Mam tylko wolne weekendy, ale wtedy wolę być z chłopakiem niż ćwiczyć, czyli iść do kina, na spacer czy co innego pary robią ;) Od kiedy zaczęłam się odchudzać odstawiłam pieczywo, makarony, ryże, słodycze, słodkie napoje, tłuste mięsa, fast foody – zupełnie). W lipcu schudłam 2 kg, po czym przytyłam 5, choć nie zmieniałam menu. Jestem bardzo załamana własną wagą i gabarytami (67 cm jedno udo czy talia blisko 90 cm!). Nie umiem się motywować do ćwiczeń, bo ciągle odczuwam zmęczenie, czy to pracą, czy uczelnią, a dieta mi idzie topornie - bo jak 20 zł w portfelu i dwa tygodnie do wypłaty, to prędzej zakupię 5 kilo ziemniaków i kostkę masła, niż będę się stosować do diet. Na chwilę obecną słodyczy nie jem ani nie piję słodkich napojów. Ale martwi mnie brak widocznych efektów i depresja, spowodowana podejściem innych ludzi, którzy widzą mnie, np. na basenie. Co mogę zrobić aby schudnąć? Nie stać mnie na dietetyka ani na to, co on przepisze. Ćwiczenia staram się robić codziennie i robię (8 minute buns, pół godziny hula hop), ale wiem, że to za mało - na więcej jednak nie mam czasu ani siły. Chciałabym wierzyć, że w pół roku schudnę do 60 kg, ale pewnie to niemożliwe przy takich funduszach i wiecznym zmęczeniu. Wciąż mam ochotę na kopytka, pierogi, makarony z serem... Bo tym się wcześniej żywiłam - tanio i przepysznie...
262 views, 13 likes, 13 loves, 3 comments, 0 shares, Facebook Watch Videos from Melka bohaterka: Kochani Muszę pochwalić się kolejnym postępem Na turnusie całkowicie odstawiłam swoje czerwone
Zdjęcie brzucha kobiety / Shutterstock Wiele produktów mlecznych zawiera białka, które podnoszą poziom insuliny i tłuszczu we krwi. Jest to niechciany efekt dla osób, które chcą zrzucić zbędne kilogramy. Jedząc te produkty nieświadomie magazynujemy w swoim organizmie dodatkowy tłuszcz, a to sprawia, że waga rośnie. Po odstawieniu lub ograniczeniu tych produktów chudnięcie powinno być prostsze i efektywniejsze. Przeczytaj także: Antydepresanty, które masz w swojej lodówce. Jedz co najmniej raz w tygodniu Następna strona
  1. Брименըኬ կиκխγиղетω тաчозв
  2. Սосвиሡኡ вакр чускο
  3. Иና ኃслиነаск
PCOS Czyli jak zbalansowałam moje hormony i schudłam 9kg.Dzisiaj myślę, że spokój daje więcej niż presja. Byłam vege, byłam keto, byłam 10 dni na diecie soko
Do zmiany stylu życia niejako zmusiły mnie problemy zdrowotne, a dokładniej skutki nietolerancji pokarmowych. Pierwszy raz zmieniłam tryb życia nie po to żeby schudnąć, tylko by zawalczyć o swoje zdrowie i samopoczucie. Metodą prób i błędów zaczęłam eliminować z diety produkty, które ewidentnie mi szkodziły. I tak z mojego jadłospisu wyparował nabiał i gluten. Ograniczyłam też spożywanie mięsa, na diecie roślinnej czułam się o niebo lepiej. Znałam zasady tworzenia pełnowartościowych jadłospisów więc sama zaczęłam je komponować. Z dnia na dzień czułam się lepiej, a waga z tygodnia na tydzień tylko pytał czy robiłam sobie badania na nietolerancje pokarmowe, bo jeśli nie to pewnie podążam za modą. W końcu niejedzenie laktozy i glutenu jest ostatnio takie modne. Ostrzegano mnie, że to bardzo szkodliwe, że trzeba jeść mięso bo ma dużo b12 i pić mleko bo ma dużo wapnia i jest w swoich postanowieniach, regularnie robiłam badania i jeśli były jakieś niedobory to szybko je nadrabiałam (np niedobór żelaza pięknie podbiłam chlorellą w tabletkach i sokiem z kiszonych buraków). Miesiąc temu wykonałam test FIT (food intelerance test) i moje podejrzenia potwierdziły się w 100%. Nie toleruję nabiału i zbóż zawierających glutenem. Na 176 produktów powinnam wyeliminować z diety 54. wyżej wspomniany nabiał, gluten, jajka, grzyby, orzechy laskowe, włoskie, tuńczyka czy to jest nietolerancja pokarmowa IgG zależnaTo nieprawidłowa reakcja organizmu na dostarczony pokarm. I tak niewinny banan, który sam w sobie nie jest szkodliwy może przez nasz układ odpornościowy być uznany za obcy, w wyniku czego we krwi będą wytwarzane przeciwko niemu przeciwciała w klasie IgG. To z kolei prowadzi do postania stanu zapalnego, uwalniania wolnych rodników tlenowych i innych substancji dosłownie uszkadzających nasze zdrowe wolnych rodników uszkadza komórki organizmy co prowadzi do wycieńczenia sytemu odpornościowego oraz do tego, że zapalenie przyjmuje charakter nietolerancji pokarmowych IgG zależnychObjawów jest naprawdę mnóstwo. To może być ogólne osłabienie, zmęczenie czy bóle głowy, które zwykle tłumaczymy wysokim/niskim ciśnieniem. To mogą być wymioty, biegunki, wzdęcia czy zaparcia, które z kolei tłumaczymy zwykłym zatruciem pokarmowym. Bóle stawów i mięśni co niektórzy tłumaczą zmianą pogody bądź ogólnym przemęczeniem. Objawami może być też przybieranie na wadze, depresja, nadaktywność u dzieci, drażliwość, zaburzenia w prawidłowym funkcjonowaniu jelit czy problemy z tych objawów możemy już nawet nie zauważać, albo tłumaczymy je sobie różnymi czynnikami zewnętrznymi. Objawy moją pojawić się po kilku godzinach, albo po kilku dniach po zjedzeniu danego produktu. Ja po zjedzeniu nabiału czy glutenu niepożądane reakcje zauważałam już po dwóch godzinach. Byłam jednak w głębokim szoku kiedy na liście produktów „zakazanych” znalazłam jajka czy banany. Po nich nigdy nie zauważyłam, żadnej negatywnej reakcji. W przypadku tych produktów reakcja była opóźniona (utajona). W praktyce wyglądało to tak, że posiłek zjedzony w piątek skutkował pojawieniem się negatywnych reakcji w niedziele albo w ważne nietolerancja IgG zależna może być też przyczyną dolegliwości przewlekłych takich jak ADHD, astma, AZS, depresja, zespół jelita drażliwego, RZS, migrena czy nietolerancji pokarmowej IgG zależnejWykonałam test w jednym z lubelskich centrów medycznych. Badanie kosztowało 550zł. Pobrano mi krew i poinformowano, że wyniki będą gotowe za ok 20 dni. Po tym czasie miałam wgląd do wyników 176 pokarmów test wykrył aż 54 przeciwciał. Pokarmy mogą wywoływać bardzo silną silną, umiarkowaną bądź słabą reakcję immunologiczną. Poniżej wycinek z mojego raportu. Produkty oznaczone kolorem powinny zniknąć z mojej się, że zrobiłam to badanie. Dzięki temu wiem na czym stoję i mogę z pełną świadomością wyeliminować produkty, które mi szkodzą. Upewniłam się w tym, że nie toleruję laktozy i glutenu, i że moje podejrzenia co do kilku innych produktów były uzasadnione. Klucz to obserwować swój organizm i zauważać zachodzące w nim nieprawidłowe reakcje. Szczerze mówiąc zasmuciła mnie informacja o wyeliminowaniu z diety jajka (zarówno białka jak i żółtka wywołuje ono bardzo silną reakcję immunologiczną). Jajko to bardzo zdrowy produkt. Jajecznica, omlet, kotlety, ciasta, pasztety… będę musiała używać zamienników. I choć nie jadłam jajek codziennie to bardzo odczuję ich brak w zrobienie badania namówiłam też męża i teraz podczas komponowania jadłospisów uwzględniam też jego się przestawiłam i wyeliminowałam z mojego jadłospisu produkty w listy zakazanej. Mam dylemat co do produktów na które reakcja immunologiczna jest słaba i umiarkowana. Póki co je odstawię, ale po jakimś czasie zacznę je powoli wprowadzać i sprawdzać reakcję organizmu. Po wykonaniu testu polecane jest wprowadzenie diety rotacyjnej. Dietę rotacyjną stosuje się po to, aby uniknąć przeciążenia alergenami należącymi do tej samej grupy produktów spożywczych. Co więcej dieta rotacyjna redukuje ryzyko wystąpienia alergii na produkty spożywcze, które wcześniej były dobrze tolerowane. Generalnie nasza dieta powinna być bardzo zróżnicowana. Jeśli jemy kasze to często zmieniajmy jej rodzaje (jaglana, gryczana, pęczak, jęczmienna). To samo w przypadku owoców, warzyw, zbóż, olejów, przypraw, mięs czy owoców no i wprowadźmy do swojej diety antyoksydanty! To one „walczą” z wolnymi rodnikami. Co prawda niewielka część antyoksydantów powstaje w naszym organizmie, ale po 25 roku życia przestajemy je produkować. Właśnie dlatego tak ważne jest dostarczenie antyoksydantów w owocach i temat jest kontrowersyjny i budzi skrajne emocje. Co więcej, jest grupa alergologów, która podważa sens diagnozowania alergii IgG i uważa je za bezsensowne. Odsyłam Was do świetnego wywiadu z ekspertem z Instytutu Mikroekologii dr Patrycja Szachtą TUTAJ. Ta rozmowa rozwiewa wszystkie wątpliwości.

#dieta #jakschudłam #dietacud #suplementy #zdrowadieta #collagengold #metabolicbalanceZapraszam na najnowszy film, w którym opowiem o tym jak dbam o zdrowie,

Od miesiąca i czterech dni jestem na diecie ketogenicznej. Zdecydowałam się wybrać jeden z bardziej restrykcyjnych modeli odżywiania, ponieważ nie wymaga on ograniczania kalorii, nie wiąże się z byciem głodnym i pozwala szybko schudnąć bez przykrych konsekwencji. Czy ketoza to dieta, na której zamierzam zostać? Jak przebiegła moja adaptacja? W poniższym wpisie poruszam temat tego, co jadłam, jak się czułam i nie tylko. Zapraszam! Co to jest ketoza i czy to bezpieczne? Skoro trafiłeś/aś na ten wpis, prawdopodobnie już wiesz, co to takiego ta tajemnicza ketoza oraz z czym wiąże się dieta, która do niej prowadzi. Jeśli nie, odsyłam Cię do fachowej literatury, w której znajdziesz wypowiedzi naukowców i specjalistów w tej dziedzinie. W dużym skrócie: dieta ketogeniczna polega na restrykcyjnym ograniczeniu spożywanych węglowodanów, na rzecz tłuszczy i białek. Dzięki temu, organizm wchodzi w stan ketozy – wątroba zaczyna produkować ciała ketonowe, które zastępują glukozę. W wyniku tego energia pozyskiwana jest z tłuszczu, co powoduje spalanie tkanki tłuszczowej. Zalecane makro w okresie adaptacji (zmuszenia organizmu do produkcji ketonów i nauczenia go, jak z nich korzystać) wynosi: 80% tłuszcze 15% białka 5% węglowodany (max 30 g dziennie) Tyle tytułem wstępu. Dalszą część zacznijmy od odpowiedzi na pytanie, czy zamierzam pozostać na diecie ketogenicznej: raczej nie. Ma to być rodzaj eksperymentu – zamierzam obserwować swój organizm przez 2-3 miesiące i dopiero wtedy zdecydować, co dalej. Póki co, jest bardzo dobrze. Odkąd węglowodany jakie spożywam pochodzą głównie z warzyw: czuję się doskonale, schudłam 6 kg i ciągle chudnę, mam mnóstwo energii, przez co zaczęłam ćwiczyć, skończyły się moje problemy żołądkowe, nie miewam wzdęć ani bólów brzucha, zniknęły problemy skórne, nie mam też napadów głodu, przestałam podjadać, trzy posiłki dziennie w zupełności mi wystarczają. Przygotowanie do ketozy i lista zakupów Decyzja podjęta, przechodzisz na dietę ketogeniczną. Co dalej? Od czego zacząć? Na podstawie moich własnych doświadczeń, na początek proponuję pozbyć się z domu wszystkich produktów 'zakazanych’, których spożycie opóźni proces adaptacji do ketozy. Jeśli jest taka możliwość, namów do przejścia na nowy styl żywienia bliskich. Ja przekonałam do tego męża, który chudnąć wcale nie musiał, ale z chęcią postanowił mi towarzyszyć. Opróżniliśmy więc lodówkę niemal do zera i zrobiliśmy pierwszą listę zakupów spożywczych. Ponieważ podczas adaptacji podaż tłuszczu musi być wzmożona, należy zaopatrzyć się w jego dobre źródła. Awokado, orzechy, olej kokosowy nierafinowany, oliwa z oliwek – to tylko przykłady. Tłuszczu nie powinno się bać. Bo to nie on, wbrew powszechnemu przekonaniu, szkodzi nam najbardziej. Lista zakupów do zrobienia w supermarkecie: TŁUSZCZE – masło klarowane – smalec MIĘSO – karkówka – wątróbka drobiowa – piersi kurczaka – pałki/ udka kurczaka – boczek w plastrach – kabanosy (<0,5 g węglowodanów/ 100 g) – parówki (min. 90% mięsa) – białe kiełbaski (<0,5 g węglowodanów/ 100 g) – frankfurterki (<0,5 g węglowodanów/ 100 g) – golonka – kurze łapki na zupę – porcja rosołowa RYBY, OWOCE MORZA – krewetki – łosoś – śledź – makrela wędzona – tuńczyk w puszce (<0,5 g węglowodanów/ 100 g) – sardynki w puszce (<0,5 g węglowodanów/ 100 g) WARZYWA – brokuł – kalafior – cukinia – ogórek zielony – szpinak – jarmuż – papryka – rzodkiewka – brukselki – sałata (rzymska, roszponka – dowolna) – kiełki fasoli Mung – cebula czerwona – czosnek – oliwki (<0,5 g węglowodanów/ 100 g) – kiszonki (ogórki, kapusta) OWOCE – awokado (duży zapas) – cytryna SERY – żółty gouda (0 węglowodanów) – feta (0 węglowodanów) – ser pleśniowy (<0,5 g węglowodanów/ 100 g) – serki wiejskie (<2 g węglowodanów/ 100 g) DODATKI – jaja – dużo jaj! – pistacje (na adaptacji max garść dziennie) – majonez Kielecki (2,3 g węglowodanów/ 100 ml) – musztarda Dijon (0 węglowodanów) – masło orzechowe – śmietanka 30 lub 36% – napój migdałowy/ ryżowy bez cukru (0 węglowodanów) – herbata zielona Lista zakupów do zrobienia online lub w sklepie ze zdrową żywnością: – olej kokosowy nierafinowany (do smażenia) nieobowiązkowo: – mąka kokosowa – mąka migdałowa – łuska babki jajowatej – pasta sezamowa Tahini – erytrytol – sól himalajska lub kłodawska Suplementy należy dobrać indywidualnie, po wcześniejszym wykonaniu badań (warto przebadać się przed przejściem na dietę i po kilku miesiącach, aby porównać wyniki). Suplementy, które ja stosuję to: – magnez – witamina D3+K2 – elektrolity (sód, potas) Przy okazji wizyty w aptece można kupić paski do pomiaru ciał ketonowych w moczu (koszt ok. 18 zł). Adaptacja do ketozy, czyli podbijamy tłuszcz W czasie adaptacji bardzo ważne jest zachowanie odpowiednich proporcji w jedzeniu. Trzeba pilnować tego, co się je i pije przez cały dzień. Najłatwiej zrobić to, korzystając z aplikacji na telefon – wpisujemy składniki i ilości, a program pokazuje nam, jakie było makro danego posiłku. W ten sposób kontrolujemy proporcje, pilnując, by układały się one tak – 80:15:5, gdzie 80 to tłuszcze, 15 białka, a 5 węglowodany. W ketozie należy całkowicie wyeliminować cukier. Dopuszcza się zastąpienie go erytrytolem, stewią lub innymi zamiennikami. Ważne, żeby zrozumieć, że odstępstwa od normy (np. dodanie miodu do herbaty lub zjedzenie batonika z mleczną czekoladą), zaburzają proces adaptacji i sprawiają, że musimy wszystko przechodzić na nowo. Adaptacja stanowi rewolucyjny okres w organizmie, dlatego też każdy mierzy się z nim na swój sposób. Jeśli zadbamy o odpowiednią suplementację, a zwłaszcza uzupełnianie niedoborów potasu (słony, tłuściutki rosół – szklanka – codziennie!), unikniemy nieprzyjemnych spadków energii i złego samopoczucia. U mnie adaptacja do ketozy przebiegła niemalże bezboleśnie. Na początku czułam głód i ciągnęło mnie do słodkiego. Na szczęście nic takiego nie miałam pod ręką. Przy dobrej motywacji, odmawianie sobie 'przyjemności’, których domaga się nasz mózg – „węglowodany!”, nie jest niczym trudnym. Ketony w moczu – zaczęło się! Już po tygodniu w nowym modelu żywienia, w moim moczu pojawiły się ciała ketonowe. Sprawdziłam to, korzystając z pasków do ich pomiaru (ok. 18 zł w aptece). Pomiar jest bezbolesny i pozwala stwierdzić, czy organizm wytwarza ketony. Kiedy ich poziom jest wysoki, a jednocześnie poziom glukozy niski, proces przebiega prawidłowo. Z czasem ciało zaczyna wykorzystywać ketony i przestajemy wydalać je w moczu. Wówczas pomiaru dokonuje się z krwi. Oczywiście badanie poziomu ketonów nie jest obowiązkowe – wykonuje się je orientacyjnie, w celu stwierdzenia, czy ich stężenie jest wysokie np. po zjedzeniu określonego produktu. Ja sprawdzam tylko mocz (zakup glukometru i specjalnych pasków do pomiarów z krwi to spory wydatek i konieczność nakłuwania palca, grrr). Co ważne, przez miesiąc adaptacji nie doświadczyłam problemów ze snem i koncentracją, złego samopoczucia ani spadków energii. Mogę śmiało powiedzieć, że przeszłam ten czas bez komplikacji, powoli przyzwyczajając organizm do nowego stanu rzeczy. Dziś mija mój 34 dzień na diecie ketogenicznej. Czuję się świetnie! Co jadłam na adaptacji? Czego nie jem w ketozie? Najtrudniejszy jest początek. Po latach codziennego jedzenia kanapek, ciężko wyobrazić sobie śniadanie bez chleba. A jednak, da się! Produkty, które wyeliminowałam całkowicie: pieczywo, makarony, ryż, kasze, ziemniaki i inne warzywa rosnące pod ziemią (oprócz cebuli i czosnku), cukier i wszystko, co go zawiera, mleko, napoje gazowane (oprócz Coli Zero), alkohol, gotowe mieszanki przypraw. Dieta ketogeniczna to dieta niskowęglowodanowa i wysokotłuszczowa. Lecz nie jem codziennie boczku w ogromnych ilościach i nie piję kawy kuloodpornej. Można podbijać tłuszcz w racjonalny sposób, jeść tłusto, a jednocześnie zdrowo. Unikajmy tzw. dirty keto, ten typ ketozy nie działa dobrze na nasz organizm. Na adaptacji nie liczyłam kalorii, po prostu pilnowałam makro. Nie było dnia, w którym przekroczyłabym podaż węglowodanów (górna granica – 30 g). Przykładowe menu na adaptacji, mój jadłospis: śniadanie: 2 jaja kurze na twardo (ok. 1,5 g węglowodanów) 3 plastry boczku surowego – smażone 0,5 awokado (ok. 2 g węglowodanów) 2 kiełbaski (0 węglowodanów) 1 plaster sera żółtego (0 węglowodanów) 1 łyżka musztardy Dijon (0 węglowodanów) kawa z ekspresu z napojem migdałowym lunch: 1 szklanka sałaty puszka tuńczyka 5 zielonych oliwek 4 pomidorki koktajlowe pokruszony ser feta oliwa z oliwek, sok z cytryny szklanka tłustego rosołu (na kurzych łapkach i golonce) obiadokolacja: 2 kotlety mielone (mięso, cebula, ser żółty, sól, pieprz, suszone zioła) smażone na smalcu szpinak z czosnkiem, smażony na maśle klarowanym W ciągu dnia należy dużo pić: wody z solą i cytryną, zielonej herbaty, samej wody. Podczas adaptacji warto wypijać też szklankę rosołu dziennie – tzw. zupa ketogenicznej mocy. 'Zabronione’ są soki owocowe, alkohol, napoje słodzone i gazowane. Można pokusić się na Colę Zero, która zawiera 0 węglowodanów, ale nie jest to wskazane. Co do śniadań, podstawę stanowią jajka w różnej postaci. Jajecznica, jajka sadzone, na miękko, na twardo, w koszulce, w formie omletu lub pasty jajecznej – to się nigdy nie nudzi! Do tego zawijasy z szynki i sera oraz ulubione dodatki, śniadanie gotowe. Pamiętajmy, że jest to najważniejszy posiłek w ciągu dnia i warto zadbać o to, żeby był duży i pożywny. Podbijmy tłuszcze za pomocą awokado, zróbmy keto placuszki, na przegryzkę wybierzmy kabanosa dobrej jakości. Bez chleba naprawdę da się żyć! Słodkie na keto? Dieta wysokotłuszczowa, która smakuje Teraz, kiedy minął już miesiąc w ketozie, zaczynam eksperymentować z ciekawszymi posiłkami. Zamówiłam makarony bez węglowodanów, zamierzam upiec keto bułeczki, zrobiłam już pierwsze ketogeniczne pizzerki. Najwięcej radości i satysfakcji sprawia mi jednak jedzenie… słodkiego. Śmietanka 30% to w kwestii deserów zbawienie ketogeników! Pięknie podbija tłuszcz i wybornie smakuje. Jest bazą nie tylko sosów do mięs, ale też dodatkiem do pysznych deserów, takich jak pancakes, brownie, a nawet kawa. W sklepach ze zdrową żywnością można kupić galaretki bez węglowodanów i czekoladę gorzką z zawartością kakao powyżej 90%. Używając mąki migdałowej da się zrobić prawdziwe cuda: ketogeniczny sernik, naleśniki na słodko, musy czekoladowe, muffinki, gofry. Tu nie ma żadnych ograniczeń poza jednym: węglowodanowym. Osobiście nie zamierzam rezygnować z deserów. W najbliższych planach mam zrobienie ciastek z masła orzechowego i czekoladowego sernika (próba przed świętami). Na pewno wypróbuję też przepis na gofry, które podam z bitą śmietaną i borówkami. Jesteście ciekawi, co na temat ketozy twierdzi dietetyk? Zajrzyjcie na stronę i poczytajcie więcej zaletach wejścia w ten wyjątkowy stan. Dla wielu z Was to może być przełom w podjęciu decyzji, czy rozpocząć własną przygodę z ketozą. Dla mnie najważniejsze jest to, że na keto w końcu jem świadomie. Odstawiłam cukier, liczę makro, jedzenie robię sama, nie korzystam z półproduktów. Do tego stosuję dobre tłuszcze, nie chodzę głodna i… chudnę! Nie podjęłam jeszcze decyzji, czy pozostanę na tej diecie. Jak każdy inny tryb żywienia, ten również ma wady. Główną z nich są duże restrykcje – co jeść podczas wyjścia na miasto? Co jeść, gdy rodzina zaprosi na obiad? Te i inne pytania już pojawiają się w mojej głowie, dlatego zobaczymy, co przyniosą kolejne tygodnie. :)) ____ kilka miesięcy później… Aktualnie (styczeń 2021 r.) nie jestem w ketozie. Moja przygoda z tą dietą trwała niecałe trzy miesiące. Przez cały ten czas oboje z mężem czuliśmy się doskonale – przypływ energii po posiłku, brak uczucia ciężkości, lepszy sen, dobra koncentracja. Waga szybko spadała (u mnie 8 kg, u męża 10 kg). Postanowiliśmy wrócić na ‚węglozę’ z dwóch powodów: dieta ketogeniczna jest bardzo restrykcyjna. Świat z każdej strony kusi dobrociami, na które nie można sobie pozwolić. Nie chodzi tu o słodycze – cukru nie spożywam do dziś – ale choćby o owoce. Druga sprawa to problem z jedzeniem na mieście. Przy naszym trybie życia regularnie jadamy poza domem i jak się okazało, ciężko przez to utrzymać się w keto. Jeśli chodzi o wyniki: badałam krew i mocz przed i po diecie. Wszystkie badania wyszły w normie, nic się nie zmieniło. Na pewno nie zdecydowałabym się żyć w ketozie latami – choć są tacy, którzy to robią i mają się dobrze (np. Keto Kocur, Karma Keton – znajdzicie ich na YT). Do życia w keto potrzeba ogromnej samodyscypliny i pewności, że tego właśnie się chce. Po powrocie do węglowodanów w ciągu 3 dni zarówno mi, jak i mężowi wróciły 4 kg (woda). Dieta ketogeniczna była dla nas ciekawym doświadczeniem, ale raczej jednorazowym. Po eksperymencie w ketozie odkryłam inną dietę i tak się złożyło, że pozostałam na niej do dziś (to już 11 miesięcy). O tym, jak schudłam prawie 20 kg jedząc węglowodany, napisałam tutaj: Dziękuję, że dotrwałaś/eś do końca tego wpisu! Jeśli masz chęć, zostaw ślad w postaci komentarza – Twoja opinia wiele dla mnie znaczy. Gość to jest chore. Goście. Napisano Październik 31, 2009. Jestem już 2 tygodnie na diecie i nic ni schudłam! Ciągle ważę 65 kg ;/ Ale nie będę się poddawać, cały czas będę się Radioactive. zapytał(a) o 09:37 Odkąd przestałam jeść słodycze, schudłam 7 kilo. Powinnam być z siebie dumna? Cieszę się, aczkolwiek w najgrubszej części brzucha mam 86 cm. :( Minął dosłownie miesiąc.. Ostatnia data uzupełnienia pytania: 2012-05-03 09:37:28 czy 96% 4% 24 osoby Fiducjam pogromcaPlanet wr-104 Schoolgirl Q frugoo .<3 I♥? amelka606 $Hot$ Niikaaa Chasseur newyorko zaczepiaraa..<33 ηαтυяαℓℓу :∂ Fantasmagoria. Eliott. diablica 11163 Pokaż więcej 1 osoba laelkrol Zobacz inne sondy 0 ocen | na tak 0% 0 0 Komentarze Radioactive. odpowiedział(a) o 09:54: Dzięki wszystkim, najbardziej ucieszyła mnie odpowiedź Orsona. :D zaczepiaraa..<33 odpowiedział(a) o 09:42: miesiąc tak mało a już 7 kilo brawo!:* Orson odpowiedział(a) o 09:39: Powinnaś być z siebie w ch*j zaj*biście dumna i pier*olnąć sobie dyplom na pół ściany Cześć wszystkim! Dziś przygotowałam pyszny przepis. Zapiekanka warzywna. Smaczne i zdrowe. Jedz dzień i noc i schudnij! Lubię gotować według przepisów warzyw W sumie to schudłam więcej, ale z moich wyliczeń wynika, że średnio wychodzi 5 kg miesięcznie. W Święta troszkę sobie pozwoliłam i bardzo dotkliwie to odczułam, paradoksalnie nie na wadze, ale o tym za chwilę. Po kolei :) Obiecałam już milion razy, że rozpiszę punkt po punkcie, wszystkie zmiany, które wprowadziłam, żeby schudnąć. Nie będzie źle bo wprowadziłam właściwie tylko 3. Wystarczył tydzień… 7 dni, żebym poczuła ogromną poprawę samopoczucia, spadek wagi i … kolejny paradoks – przypływ energii :) Myślę, że tym wpisem obalę kilka stereotypów. A już na 100% zachęcę Cię do podjęcia wyzwania (które właściwie to wcale nie jest jakimś wielkim wyzwaniem… to tylko kwestia zmiany przyzwyczajeń). Już nie przeciągam. Już zaczynam, już, już :) 1. Zmiana diety – niestety. Im szybciej wbijesz sobie do głowy, że nie ma żadnej drogi na skróty tym lepiej dla Ciebie. Kolejną rzeczą, którą musisz sobie tym razem wybić z głowy jest to, że na diecie będziesz chodziła głodna :) Ja nie jestem w stanie przejeść tego, co Kamil mi w moim planie rozpisał. Przy niewielkim wysiłku na siłowni, który jest dla mnie raczej przyjemnością i oderwaniem się od rutyny dnia, ale o tym za chwilę, pochłaniam dziennie 1534 kalorie w 5 posiłkach dziennie. I wychodzi na to, że 5 posiłków jest ważniejsze od tego co zjesz! Serio! A kolejna sprawa… prawdopodobnie pochłaniasz złe białko i węglowodany w złych proporcjach. Większość z nas tak ma… jemy więcej chleba, ziemniaków, makaronu i … słodyczy niż białka czy to w postaci mięsa czy nabiału. Kamil rozpisał mi fantastyczną dietę. Już Ci o niej pisałam kiedyś. Mam w niej podane ilości białka, węglowodanów i tłuszczu, które mam spożyć w danym posiłku. Wszystkiego pilnuje aplikacja, którą mam wgraną na iPhone (moja to Fitatu). Zmiana diety to podstawa. 80% sukcesu. Rozumiesz to? Twój pot na siłowni to tylko 20% tego co musisz zrobić. Najważniejsze to nauczyć się jeść… od nowa. Mi, w porzuceniu złych nawyków pomogło też smażenie na powietrzu w Philips Airfryer. O tym też już Ci pisałam kilkakrotnie, ale podobnie jak z samą zmianą diety muszę wspomnieć Ci o tym urządzeniu kolejny raz bo jest genialne! Airfryer w połączeniu z aplikacją Fitatu to mistrzostwo. Zanim coś zjesz, wrzucasz sobie to do aplikacji a ta wylicza Ci kaloryczność danej potrawy. Wiesz ile możesz dodać tłuszczu żeby zachować smak i nie przekroczyć ilości na dany posiłek. Philips Airfryer umożliwia Ci totalne zrezygnowanie z tłuszczu ale jak się okazuje, troszkę tego tłuszczyku jest wskazane. I to jest właśnie idealne. Możesz też użyć go do dressingu do sałaty a kotleta z piersi usmażyć sobie zupełnie bez (moim zdaniem lepsze rozwiązanie), ale zawsze masz tą możliwość. Podczas diety tradycyjne smażenie w tłuszczu odpada zupełnie. Nie ma takiej opcji. Ale jeśli nie chcemy rezygnować ze smaku smażonego jedzenia to to urządzenie jest doskonałą alternatywą. Dzięki temu, że smaży powietrzem, nie musimy używać tłuszczu, otrzymujemy smak tradycyjnie smażonej potrawy. Jedzenie jest chrupiące na zewnątrz, a miękkie w środku. Inaczej pozostaje Ci tylko gotowanie w wodzie, na parze… może pieczenie w piekarniku? Ale ja, wyliczając sobie odpowiednio kalorie w Fitatu potrafię sobie przygotować mielonego w panierce i zmieścić się w ryzach posiłku. A frytki z tym urządzeniem nagle przestają być wrogiem diety :) Bo w tych frytkach najgorszy był tłuszcz! Frytki smażone tradycyjnie mają 311 kcal na 100g. Wiesz ile ma ich ziemniak, który pokutuje za te nieszczęsne frytki? 76 kcal/100g! Z Airfryerem możesz więc sobie w trakcie diety pozwolić nawet na fryty (mają do 80% mniej tłuszczu niż usmażone w tradycyjnej frytkownicy, albo i wcale go nie mają bo robienia totalnie bez tłuszczu też próbowałam i śmiało nadają się na zamiennik frytek z fastfoodu), tylko pamiętaj o tym białku! To niesamowicie ważne, bo to właśnie białko buduje Twoje mięśnie! No właśnie… mięśnie… 2. Mięśnie, sport – tutaj najlepiej by było gdybym poprosiła mojego trenera o wypowiedź, ale najwyżej go poproszę żeby nam troszkę więcej opowiedział o tym jeśli będziesz zainteresowana. Skoro dieta to 80% sukcesu to po co nam sport? Ano po to, żeby przyspieszyć metabolizm np. mój, z racji nieregularnych posiłków, osiągnął stan depresji. Tyłam nie jedząc. Nieźle nie? Moje mięśnie zanikały a chęć podniesienia się rano z łóżka nie istniała. Maciek ściągał mnie za nogę i podawał mi dożylnie kawę. Dopiero wtedy zaczynałam funkcjonować, ale do tego też za chwilę wrócimy. Jeszcze o tych mięśniach. Ja ćwiczę na siłowni. 10 minut rozgrzewki na bieżni żeby rozruszać stare kości i godzinka na siłowni. Nie pocę się jakoś specjalnie. Jest bardzo przyjemnie. W zależności od dnia robimy sobie różne partie w 3-4 seriach po 20 powtórzeń. Zaczynaliśmy od 12 powtórzeń. To tak informacyjnie dla Ciebie. Ćwiczymy wszystkie mięśnie. Nie ma czegoś takiego jak chudnięcie w określonych miejscach. Chudniemy na całym ciele a nad mięśniami trzeba popracować wszystkimi. Im więcej tkanki mięśniowej tym więcej energii potrzebują a skąd ją biorą? Z tłuszczu ofc. :) Dlatego rozwijanie mięśni serio się przydaje! Organizm potrzebuje więcej paliwa bo ma większe „silniki” :) A my dzięki temu chudniemy w oczach. Po treningu siłowym chodzę sobie na bieżni. Od pół godziny do godziny. Po godzinie właściwie mogłabym już iść tak do rana, ale zamykają mi siłownię bo ćwiczę wieczorami :) A dlaczego ja idę a nie chodzę na bieżni? Bo utrzymuję tętno 137. To jest akurat tętno dobre dla mnie, do spalania tłuszczu. Gdybym miała wyższe (czyli biegłabym) trening na bieżni z redukcji zmieniłby się na… chyba wytrzymałościówkę (ale ja się aż tak nie znam w tej terminologii, mogę się mylić). Ważne, że trzeba pamiętać o tym tętnie i lepiej iść wolniej a dłużej. Nasze boczki i pupka nam za to podziękują. 3. Sen – zaskoczona? Ja byłam bardzo. I to chyba wymagało ode mnie największego poświęcenia. 8 godzin snu dziennie i koniec kropka! Przyznaję się, jem nieregularnie, ale mój sen to już nawet nieregularnym nie można nazwać… on raz jest, raz go nie ma. A właściwie to był. Bo wraz z pierwszym postawieniem nogi na siłowni nagle poczułam, że po powrocie najważniejsze jest cieplutkie łóżeczko a nie podbijanie internetu :) Dzięki temu, przestałam mieć problemy z porannym wstawaniem albo z opadaniem z sił w środku dnia. Zniknęły też moje bóle głowy, które prawdopodobnie były efektem leżenia w łóżku z komputerem w niewygodnej pozycji. Dobry sen jest niezbędny do utrzymania metabolizmu na normalnym poziomie. Różnica godziny snu jest odczuwalna podczas treningu a o tym jak szaleje organizm, kiedy nie wie, za jaki czas będzie mógł się zregenerować już nawet nie wspominam. Z ŻYCIA WZIĘTE Na koniec miał być jeszcze przykład, który powinien utwierdzić Cię w przekonaniu, że to co Ci napisałam rzeczywiście działa. Za mną kiepski miesiąc. Naprawdę kiepski. Zaczęło się niewinnie od gorszego stanu podczas „tych dni”. Gorszy stan w połączeniu z przesileniem wiosennym i pierwszą wizytą Matiego w przedszkolu (czytaj pierwszą chorobą po pierwszych 3 dniach przedszkola) przyczynił się do mojej OKROPNEJ CHOROBY, przez którą leżałam nieżywa w łóżku przez kilka dni. Moja dieta, treningi i regularny sen spakowały manatki i tyle widziałam towarzystwo. Zostałam sama… ja i moje zarazki, po których przyszły Święta i dietetyczna katastrofa – wyjazd do teściów. Tam nie ma Airfryera… z resztą teść na Airfryera nawet by nie spojrzał bo dla niego, dobre jedzenie oznacza tłuste jedzenie i nie ma innej możliwości. Zgadzam się. Tłuszcz jest nośnikiem smaku i nikt mu tego nie odbierze, ale jeśli do tego dorzucimy białe pieczywo i sałatkę warzywną to już amen w pacierzu. Aaaa no i jeszcze przecież ciasto… ciasto, na które w domu też sobie pozwalałam, robiąc wersję FIT w Airfryerze. Niestety babciny alfabet wydaje mi się, w pewnym momencie wyklucza istnienie liter F, I, T :) Ma być smacznie a nie jakoś… oszukańczo :) Moralniak kosmiczny… załamka totalna. Ale po poświętnym ważeniu okazało się, że… Nie przytyłam. Waga stanęła mi w miejscu. Prawdopodobnie spadło mi trochę masy mięśniowej, ale z drugiej strony, nie miałam tej masy zbyt wiele jeszcze więc i spadać nie miało co. W miejsce masy pewnie wskoczyło trochę tłuszczyku, ale ogólnie obstawiam, że mój metabolizm walczył. Widziałam z resztą różnicę we wchodzeniu po schodach na 3 piętro, które pomimo wycieńczenia chorobą pokonywałam jak młoda sarenka (w drodze NA ŚWIĘTA) :) Najgorsze było moje samopoczucie. Mój brzuch wyszedł bardziej niż Mikołajowi po mleku i ciasteczkach 6 grudnia. Po schodach (PO ŚWIĘTACH) schodziłam jak balon, a dopiero co luźne spodnie nagle zaczęły mnie ściskać w pasie. Bez przytycia! Rozumiesz co się ze mną stało? Tłuszcz w nadmiernych ilościach połączony z białą mąką zrobił swoje… Nigdy więcej nie chcę się tak czuć. NIGDY. POWRÓT Święta, święta i po świętach. Choroba i po chorobie. Od 2 tygodni znów jestem na właściwej ścieżce. Wrócić okazuje się, że było baaaardzo prosto. Wystarczyło podnieść zadek z kanapy i ruszyć na siłownię a wszystkie zapasy (słoiki) zwiezione od teściów do domu, oddać mężowi i dziecku :) Chociaż mąż też biedny cierpi i sam chce już wracać do towarzyszenia mi w moim FIT LIFE. Podłapał to skubaniec! Wie, że nie wolno ciasteczek i cukiereczków, sam mówi, że po tłustym czuje się ospały i ociężały, świadomie podjada mi moje cuda z AirFryera i szykuje się sam do Kamila. Podobno do lata ma być z niego ciasteczko… (dla mnie to on jest ciasteczko, aaaale kaloryferem na brzuszku nie pogardzę) ;) Mam dla Ciebie jeszcze prezent. Odchudzające źródło dobrego białka, błonnika i… spalacza tłuszczu w postaci ostrych papryczek chilli. Co to takiego? #omnomnom #palcelizać Tajskie kotleciki rybne z sosem salsa z mango Składniki: 1 dojrzałe mango 1½ łyżeczki czerwonej pasty chili 3 łyżki świeżej kolendry lub natki pietruszki sok i skórka z 1 limonki 500 g filetów z białej ryby 1 jajko 1 drobno posiekana cebula dymka 50 g wiórków kokosowych Utrzyj rybę na purée, a następnie wymieszaj z 1 jajkiem, 1 łyżeczką soli oraz pozostałą częścią skórki z limonki, czerwonej pasty chili (ja używam pasty Harisa – ostra jak żyletki) :) i soku z limonki. Wymieszaj z kolendrą, cebulą dymką i dwiema łyżkami wiórków kokosowych. Umieść pozostałe wiórki kokosowe na głębokim talerzu. Z masy rybnej uformuj okrągłe kotleciki i obtocz wiórkami kokosowymi. Spłacz je i umieść w koszu Airfryera nagrzanego do 180°C. Smaż kotleciki przez 7 minut aż uzyskają złocisty kolor. Oczywiście możesz to zrobić na patelni, na pewno będą smaczne, ale za kaloryczność nie biorę odpowiedzialności ;) Podawaj ciasteczka rybne z sosem salsa z mango. Sos zrobisz krojąc mango w kostkę, zalewając je sokiem z połowy limonki i mieszając z łyżeczką Harisy albo pasty z papryczek chilli. Dorzuć też świeżą kolendrę dla aromatu <3 Smacznego! :* Przepis na Tajskie kotleciki pochodzi z książki kucharskiej dołączonej do urządzenia Philips Airfryer. Więcej szczegółów o urządzeniu znajdziesz tutaj a kupisz je w Media Expert.

W dzisiejszym vlogu opowiem Wam jak odstawiłam Julianka od piersi w 6 dni. Co sprawiło nam kłopoty, czy bardzo płakał i czy udało mi się wprowadzić mleko mod

Pierwszy wpis na moim blogu będzie o mojej metamorfozie #akcjatransfotmacja #matkapolka ??? Z wielka przyjemnością dzielę się z Wami moimi doświadczeniami. Poniżej opiszę jak udało mi się przytyć ponad 30 kg. w 9 miesięcy i schudnąć ponad 10 kg. w 2 miesiące ? Kocham jeść, a ciąża, to taki okres w moim życiu, w którym jem ile chce i kiedy chce. Oczywiście wiąże się to z tym, że dupsko rośnie, ale ja tym się wcale nie przejmuję, wolno mi;-) i tak każdy mówi, ze wyglądam pieknie, kwitnąco i fantastycznie i tak też się czuje, aż do porodu. W pierwszej ciąży z Olkiem przytyłam 28 kg. Na siłownie zaczęłam chodzić już 7 tygodni po porodzie, 3 razy w tygodniu wyciskałam siódme poty, po to aby po 4 miesiącach wyglądać jak przed ciąża, czyli ważyć 55 kg. Cel osiągnięty, nie było tak trudno wrócić do swojej figury;-) Z Tosia przytyłam stosunkowo niewiele, bo około 20 kg.;-) z pewnością byłoby więcej gdyby moja córeczka urodziła się w terminie. Mała urodziła się o 5 tygodni za wcześnie. Miesiąc po porodzie wróciłam do pracy, kilogramy same spadały, nim się obejrzałam ważyłam poniżej 55 kg. Ciąża nr 3, to ponad 30 kg. więcej ? dokładnie nie wiem ile, bo gdy wskazówka na wadze pokazała 86 kg. przestałam się ważyć? Po porodzie nie trzymałam diety, bo przecież matka karmiąca może jeść wszystko i powinna przyjmować więcej kalorii, kilogramy spadały same. Pierwsze 15 kg. straciłam w 4 miesiące i waga stanęła… To w tamtym okresie zostałam zaproszona na imprezę urodzinową kolegi. Wyszykowałam się, umalowana, uczesana założyłam nową sukienkę, obciskającą bieliznę, obciskające rajstopy? Było dużo znajomych, których dawno nie widziałam, jeden z nich pogratulował mi 4 ciąży!!!! Głuchy dziekuje za to??? Nastepnego dnia rozpoczęłam swoją transformację? w pierwszej kolejności odstawiłam słodycze i węglowodany. Pożegnalam się z makaronami i chlebem, które tak uwielbiam. Przestałam podjadać. Zgłosiłam się do konkursu organizowanego przez BodyLab i wygrałam karnet darmowych treningów #ems dla #matkipolki ??? trenuję 2 razy w tygodniu. Dodatkowo raz w tygodniu spotykam się z moja, cudowna kosmetolog, która robi mi zabiegi modelujące sylwetkę. Skóra po 3 ciążach nie wyglada najlepiej, szczególnie na brzuchu? Moją transformacje zaczęłam od detoxu, 5 dni na diecie sokowej, teraz po 2,5 miesiącach ponownie jestem na sokach, tym razem już 3 tydzień? Czuje się rewelacyjnie, jestem z siebie mega dumna i wiem, że chcieć, to móc???
zaobserwujcie i zalajkujcie kochani :* :) https://www.instagram.com/edytka.nawrocka :) https://www.facebook.com/muzyka.Edyta.Nawrocka :) W tym VLOGu obalam Z chemicznego punktu widzenia całkowite oddzielenie białek i węglowodanów nie jest możliwe, ponieważ większość produktów zawiera i jedno, i drugie. Występują one jednak w różnych ilościach, dlatego przy wyborze pokarmu należy brać pod uwagę ten, który przeważa. Zdecydowanie należy unikać pokarmów działających najsilniej kwasotwórczo (są to głownie produkty pochodzenia zwierzęcego). Pamiętajmy również, że cała gama chemicznych dodatków do pożywienia reaguje silnie zasadowo, co prowadzi do zakwaszenia organizmu. Uwaga więc na kupowane w sklepach więdliny! Dieta niełączenia Doktora Hay’a zaleca rozdzielenie produktów o wysokiej zawartości białek od produktów o wysokiej zawartości węglowodanów, co oznacza, że typowe dla nas łącznie chleba i sera lub mięsa i ziemniaków jest niewłaściwe. Należy jadać je osobno, najlepiej w połączeniu z innymi warzywami i sałatami. Kiedy mówię znajomym, że dieta niełączenia wyklucza spożywanie tradycyjnych kanapek (pieczywa w połączeniu z wędliną lub serem) to widzę w ich oczach przerażenie. Z ich spojrzeń można wyczytać: „O nie, chyba umrę z głodu”. Ten strach wynika jednak tylko z siły przyzwyczajenia. A nawyki można przecież zmienić! Kanapki są jak najbardziej dozwolone: pyszne, pełnoziarniste pieczywo (pieczywa z białej mąki generalnie unikamy, chyba że raz w tygodniu zjemy kawałek pysznego, domowej roboty ciasta) w połączeniu z surowymi lub pieczonymi warzywami. Ja robię z nich przeróżne pasty. Przecież właśnie tak robią Włosi. Pycha! Właściwe proporcje spożywanych produktów Główny element naszej diety powinny stanowić warzywa (najlepiej świeże, gotowane lub pieczone), sałaty i owoce, kasze, nieoczyszczone, pełnoziarniste produkty zbożowe i ryż (również pełnoziarnisty, czyli brązowy), rośliny strączkowe. Najrzadziej ryby i nabiał. Mięso tylko wtedy, gdy jest to naprawdę konieczne. Jeśli nie jesteś z stanie zrezygnować z mięsa, to przynajmniej ogranicz jego spożycie i nie komponuj go z ziemniakami czy makaronem, ale tylko z innymi warzywami lub sałatami. Na początku to może być trudne (siła przyzwyczajenia), potrzeba trochę czasu, by całkowicie zmienić sposób myślenia o komponowaniu posiłków. Należy pamiętać o właściwych proporcjach, które w skrócie można nazwać 4 x 1. Znaczy to, że np. na 400 gramów warzyw powinno przypadać 100 gramów mięsa, kaszy, makaronu, ryb lub ryżu itd. Natomiast ilość pożywienia jest sprawą indywidualną. Ma na nią wpływ wiek, płeć, styl życia, a także klimat. Warzywa i owoce Ważna jest wysoka jakość produktów. Najlepiej wybierać warzywa i owoce z upraw ekologicznych, ale w dzisiejszych czasach całkowita „czystość” pokarmów jest już praktycznie niemożliwa. Staraj się jeść warzywa i owoce sezonowe, które rosną w pobliżu miejsca Twojego zamieszkania, najlepiej jak najszybciej od momentu ich zebrania. Oczywiście osoby żyjące w dużych miastach mogą mieć z tym spory problem. Aby zachować jak najwyższą zawartość składników odżywczych, staraj się więc zjadać potrawy zaraz po przyrządzeniu. W diecie niełączenia nie ma zakazanych warzyw czy owoców. Wiadomo jednak, że bardziej „tuczące” są warzywa, które zawierają dużą ilość skrobi, dlatego na przykład ziemniaki należy jadać w rozsądnych ilościach i nie codziennie. Nie należy z nich jednak zupełnie rezygnować, ponieważ odpowiednio skomponowane (z dodatkiem sałat lub innych warzyw) stanowią zdrowy i odżywczy składnik posiłku. Wbrew pozorom ziemniaki są lekkostrawne, nie zawierają tłuszczu i posiadają niewielką ilość kalorii (średnio 77 w 100 gramach). Są bogate w potas oraz magnez, który poprawia przemianę materii, łagodzi stany zmęczenia i stres. Ziemniaki zawierają też żelazo, wapń i fosfor, witaminy A, B1, B2, B3, B6, C i PP oraz błonnik, który ułatwia trawienie, pomaga w walce z nadwagą i obniża poziom cholesterolu. Tak naprawdę stają się kaloryczne jedynie poprzez dodatki (mleko, masło czy inne tłuszcze). Podobnie rzecz ma się z owocami. Dieta niełączenia nie wyklucza ich, wręcz przeciwnie, zachęca do jak najczęstszego spożywania. Istnieją jednak owoce, które są bardziej kaloryczne niż inne. Duże ilości cukru zawierają winogrona, dlatego należy jadać je w rozsądnych ilościach. Złą sławą cieszą się również banany i większość osób na diecie zupełnie wykreśla je ze swojego menu. Jest to błąd, ponieważ banany są bogate w składniki odżywcze. Zawierają dużo potasu, magnezu, a także cynk i mangan. Pobudzają perystaltykę jelit, usuwają nadmiar wody z organizmu oraz obniżają zbyt wysokie ciśnienie krwi. Zawarte w bananach pektyny obniżają poziom cholesterolu i zmniejszają apetyt. 100 gramów bananów zawiera około 90 kalorii. Nie należy przesadzać z ilością tych owoców. Wystarczy jeden banan raz na jakiś czas. Nie powinnyśmy również rezygnować ze spożywania suszonych owoców – suszone śliwki regulują przemianę materii i zawierają ogromne ilości przeciwutleniaczy, które pomagają w walce ze skutkami starzenia i usuwają z organizmu wolne rodniki. Suszone owoce najlepiej kupować w sklepach ze zdrową żywnością, gdyż te ogólnie dostępne zawierają dużo siarki. W sklepach spożywczych morele mają kolor pomarańczowy, a te suszone na słońcu powinny być brązowe. Wystarczającą ilością jest kilka suszonych owoców w ciągu dnia. Kasze, ryż i ziarna zbóż Kaszę i ryż kupuj pełnoziarniste, nieoczyszczone i razowe. W wielu „dietach cud” są zupełnie zabronione, ponieważ uważa się, że zawierają dużo kalorii. Jest to niezwykle szkodliwy mit, ponieważ te kalorie posiadają bardzo wysoką wartość odżywczą. Karmią nas i zapewniają poczucie sytości. Kasze i ryż są najbardziej wartościowym pożywieniem, jakie możemy sobie wyobrazić. Ziarna zbóż (na przykład płatki owsiane) zawierają mnóstwo błonnika, który wypełnia żołądek dając uczucie sytości, a także reguluje pracę przewodu pokarmowego, ułatwiając trawienie. Zawartość kaloryczna dotyczy suchego produktu, a przecież kasze, ryż, a także ziarna zbóż pęcznieją w wodzie. Z kubka ryżu czy kaszy po ugotowaniu otrzymujemy garnek potrawy, którą możemy nakarmić całą rodzinę! Straszy się nas kaloriami, a przecież podczas gotowania kasze i ryż pęcznieją od wody, która ma zero kalorii. Pisałam już o tym w Smaku życia, ale nie zaszkodzi powtórzyć – nie należy kupować ryżu lub kasz w plastikowych woreczkach do gotowania, które podobno ułatwiają i przyśpieszają ich przygotowanie (moim zdaniem utrudniają, komplikują i parzą palce). Spożywanie ich nie może być zdrowe. Nie oszukujmy się, gotowany plastik nie jest zdrowy, nawet jeśli spełnia wszelkie wymogi bezpieczeństwa…
Cześć! Schudłam 10 kg w 1 miesiąc. Szybko i łatwo. Jak schudnąć? Zdrowa dieta i prawidłowe odżywianie pomogą Ci schudnąć, stracić tłuszcz z brzucha, szybko s
Temat bliski wszystkim Dzisiaj zdecydowałam się na napisanie artykułu dość nietypowego, bo jeszcze nic w tej tematyce na blogu się nie pojawiło. Jednakże wiedząc, jak ważna dla rozwoju dziecka jest dieta czasem zdarzało mi się wrzucać nasze jedzeniowe chwile na Instagram, gdzie publikuję różności podobnie jak inni. To tam pierwszy raz dostałam sugestię, żeby napisać o tym, co jemy. I takie sugestie od czasu do czasu się cały czas pojawiają, bo w końcu propaguję wszechstronne wspieranie rozwoju dziecka, jak zresztą sugeruje nazwa mojego fanpage na Facebooku. Nie wiem, czy bym podjęła się tego tematu, gdyby nie te sugestie. Myślę, że długo bym na to nie wpadła, że to może was zainteresować, chociaż przyznam posty żywieniowe mają niesamowicie duży zasięg. Sama się teraz sobie dziwię, czemu do tej pory o tym nie napisałam, bo faktem jest jedzenie to temat wszystkim bliski, a poza tym zdaję sobie sprawę, że moja, a odkąd pojawiła się Maja, nasza dieta odstaje od tego, czym żyją wszyscy inni w moim otoczeniu. Świadczy o tym chociażby fakt, że zdarza się, że w pracy zarówno inni nauczyciele jak i czasem sami uczniowie zaglądają mi do tego, co jem. Nie sposób pisać o tym, co je moja córeczka w zupełnym oderwaniu ode mnie, więc zacznę od tego, jak doszłam do naszego obecnego schematu żywieniowego. Ja i moje jedzenie, czyli jak doszłam do tego co jest teraz Chcecie szczyptę tego jaka jestem? Przede wszystkim jestem zwariowana na punkcie tzw. “zdrowej miski.” Przed ciążą miałam obsesję, żeby trochę schudnąć i to najlepiej tylko z bioder i ud, żeby góry ciała i twarzy nie ruszyło, a potem żeby to utrzymać, co było przez długi czas niemożliwe, ale w końcu mi się udało. Po ciąży, żeby schudnąć, naprawić rozstęp mięśnia brzucha i potem, żeby nigdy nie przytyć. Nigdy nie byłam słodyczomaniakiem i nigdy nie miałam nadwagi, ale mam choróbsko o fajnie brzmiącej dla mnie nazwie Hashimoto i nieszczęsną figurę gruszki. O tym ostatnim w sumie mogę powiedzieć, że to miałam. Zawsze starałam się jeść zdrowo, ale za mało. Potrafiłam pół dnia przeżyć na 4 jabłkach. W Internecie są informacje, że Hashimotki tyją nawet powietrzem, więc wolałam zapobiegać. Wagę kontrolowałam regularnie co tydzień i każde odstępstwo w górę było traktowane ograniczeniem jedzenia. Nigdy nie wracałam do punktu wyjścia, więc w sumie z roku na rok tego jedzenia było coraz mniej. Nie odczuwałam głodu, więc nie widziałam potrzeby jeść więcej. Głodna byłam jedynie rano i wtedy wchodziła ogromna ilość kaszy gryczanej, jaglanej, czy innej z mlekiem. To nie przeszkadzało mi jednak na miesiąc zjeść pizzy z koleżankami,czy spróbować jakiegoś kolorowego drinka. W tym czasie miałam aktywność fizyczną codziennie i w dodatku codziennie coś innego: bieganie, rolki, taniec brzucha, taniec towarzyski, yoga Ashtanga (początki), Callanetics, skakanka i pewnie by się jeszcze coś znalazło. W końcu na niewielkiej ilości kalorii miałam całkiem niezłą ilość ćwiczeń fizycznych. Niemniej jednak pasowało jednak ciąć dalej. W ciągu kilku lat pomimo starań i tak przytyłam 5 kg. Niby nic, ale dla mnie to było traumatyczne doświadczenie, że pomimo starań i pomimo takiej aktywności fizycznej coś idzie nie w tą stronę co powinno. Wtedy trafiłam na forum kulturystyczne, o którym mogę powiedzieć, że zmieniło moje życie i dieta tam propagowana stoi u podstaw tego, co jest u nas teraz. Dodatkowo rozpoczęłam trening prawdziwie siłowy pomimo obaw, że moje uda staną się jak uda Pudziana. Nie jakieś tam hantelki i maszyny, ale wolne ciężary, ćwiczenia jak dla facetów, czyli wyciskanie na klatę, przysiady ze sztangą, martwy ciąg i takie tam. Po różnych perypetiach oraz okresach ogromnego wycisku, po których efekt utrzymywał się zaledwie przez tydzień, doszłam do tego, że wystarczą 3 treningi w tygodniu i nic się nie dzieje jak sobie zrobię np. 2 miesiące przerwy. Wiem że odpowiednia dieta to ponad połowa sukcesu, a o tej diecie za chwilę. Tutaj napiszę tylko, że wcześniej pomimo, że moja była względnie zdrowa to miałam złe proporcje składników i zdecydowanie zbyt małą kaloryczność, co spowalniało jeszcze pracę tarczycy. Od rozpoczęcia treningu siłowego i zmiany proporcji składników w posiłkach przez kilka lat liczyłam każdy gram jedzenia i pilnowałam, żeby posiłki wyglądały według określonego schematu oraz żeby jeść wystarczająco dużo. Efekty były fajne, ale przesadziłam nieco z kombinowaniem i z treningami, co było bardzo stresujące dla mojego organizmu. Na szczęście trafiłam na świetną instruktorkę, która też jest psychologiem. Prowadziła mnie online i sprawiła, że spojrzałam na tzw. trzymanie “czystej miski” nieco inaczej i miałam treningi nieco mniej stresujące dla organizmu. Po szkoleniu z Bożeną Bejnar-Sławow, bo też o odżywianiu było, zresztą było dosłownie o wszystkim ważnym dla rozwoju dziecka, doszły małe modyfikacje, ale o nich za chwilę. Jeszcze przed ciążą udało mi się treningiem i odpowiednią dietą zmienić moją figurę w kierunku klepsydry. Waga poszła w górę, ale wymiary centymetrowe w dół i ogólnie byłam całkiem zadowolona. Po ciąży przez chwilę walka z brzuchem, ale pomógł dobry fizjoterapeuta i teraz, możliwe, że dzięki temu, że wciąż karmię Maję cały czas ważę ok. 2,5 kg mniej niż przed ciążą pomimo tego, że zupełnie zrezygnowałam z reżimu liczenia kalorii i ważenia wszystkiego. Treningi na siłowni nadal są częścią mojego życia, bo to też dzięki nim wyglądam lepiej niż przed ciążą. Ostatnio zdziwił mnie niespodziewany spadek wagi o 0,5 kg pomimo tego, że ważyłam się z obawą, że pewnie przytyłam po tym, jak miałam ochotę i zjadłam ok. 0,5 kg migdałów i mnóstwo suszonych owoców. Nadal gdzieś mi w głowie siedzi, że to co jest teraz to przy Hashimoto niemożliwe i pilnuję się, żeby wychwycić, kiedy dobre czasy się skończą. Dieta wyssana z mlekiem matki, czyli podstawy diety karmiącej mamy oraz dziecka w naszym wydaniu Zanim przejdę do opisywania naszych zwyczajów żywieniowych napiszę, że wcale nie uważam, że to jak jemy z moim maluszkiem jest najlepsze pod słońcem i że pozjadałam wszystkie rozumy w tym temacie. To jest po prostu coś co u nas działa. Ja dzięki tej diecie pozbyłam się alergii i nie mam wydętego brzucha codziennie wieczorem, co zdarzało się wcześniej. Maja też żadnych problemów nie ma, ale ona w sumie ma dodatkowe wsparcie w postaci mleka mamy. Jest tyle teorii żywieniowych na świecie i tyle różnych diet, że wiele osób mogłoby się ze mną spierać i wytykać mi błędy. Dzielę się naszą “miską” tylko dlatego, że wiem, że jesteście tego ciekawi. Nikogo do naszego sposobu żywienia przekonywać nie zamierzam. Zresztą nie radzę na takie żywienie przechodzić z dnia na dzień jak ktoś ma zupełnie inną dietę. Moja koleżanka jedząca dość często słodkie ciasta i różności niezwiązane ze zdrowym odżywianiem z dnia na dzień postanowiła jeść w 100% jak ja i …. obecnie cierpi na zespół drażliwego jelita i niektórych rzeczy po prostu nie może jeść, a na lekach jest do dzisiaj. Zanim to odkryła, przez ponad miesiąc męczyła się z ogromnym bólem brzucha chodząc od lekarza do lekarza. Podejrzewam, że taka ilość np. kasz, jaką nagle wprowadziła do żołądka nie przyzwyczajonego do takich produktów była dla niej niemalże zabójcza. Niemniej jednak o ile przed zmianą diety, może nie taką drastyczną, ale jednak zmianą, codziennie miałam brzuch idealnie płaski rano, a jak balonik wieczorem, teraz nic z tych rzeczy nie ma miejsca. Dla nas jest idealna, ale jestem oczywiście otwarta na sugestie, jak można nasz model odżywiania ulepszyć. Dość poważna modyfikacja miała miejsce kilka miesięcy temu. Natomiast podstawy zawsze pozostaną takie same, bo to jest to na czym czuję się i wyglądam dobrze i to jest coś, co służy mojej córeczce. Podstawowe założenia, których się trzymam: – w każdym posiłku powinny wystąpić źródła białka, węglowodanów i odrobina tłuszczu = początkowy zonk jak to ogarnąć; teraz gdy nie muszę trzymać reżimu dietetycznego często sobie pozwalam na odstępstwa w tym zakresie na rzecz węglowodanów (oczywiście zdrowych), co w sumie jest dobre dla mojej tarczycy. Jakby kogoś zainteresował ten sugerowany skład każdego posiłku to napiszę, że na forum, o którym wspominałam dziewczyny o figurze przeciwnej do mojej dostawały odwrotność, czyli więcej tłuszczu niż węglowodanów. Podejrzewam, że jeśli chodzi o ilość trzeba jakoś eksperymentalnie do tego dojść. – całkowicie unikamy cukru (tego brązowego, kokosowego, fruktozy i innych też), produktów solonych (natomiast normalnie używam sól w kuchni- u nas akurat himalajska) oraz białego pieczywa i ogólnie mąki pszennej = terroryzujemy całe otoczenie wokół + wyrzucamy jedzenie,jak ktoś kupi – unikamy chemii i gotowych produktów na ile się da = terroryzujemy całe otoczenie wokół + wyrzucamy jedzenie, jak ktoś kupi – staramy się aby nasze produkty były jak najmniej przetworzone = terroryzujemy całe otoczenie wokół + wyrzucamy jedzenie, jak ktoś kupi – staramy się jeść jak najwięcej warzyw, zwłaszcza tych zielonych oraz owoców. Gdybym znowu musiała coś zacząć ważyć i liczyć to owoce też bym ograniczała do określonego limitu fruktozy, ale tylko sobie, bo intuicyjnie zakładam, że dziecko raczej nie zje więcej zdrowych rzeczy niż mu potrzeba, a poza tym na pewno potrzebuje więcej węglowodanów niż ja. Jakby ktoś był ciekawy to na diecie odchudzającej bananów można zjeść więcej niż jabłek, a najwięcej bo nawet 1 kg można zjeść jagód np. truskawek, czy borówek leśnych. Proste? Pewnie dla większości nie. Ja pamiętam jeszcze jak kilka lat temu przeżywałam prawdziwą konsternację, bo wydawało mi się nie do ogarnięcia to, w czym są węglowodany, a gdzie najwięcej białka. Ze względu na Hashimoto dostałam też zalecenie zupełnego odstawienia produktów zawierających gluten oraz nabiału na jakiś czas. Teraz po reakcji mojego organizmu wiem, że mogę jeść np. chleb żytni, ale wszelkie pszenne rzeczy lepiej wykluczyć. Dzięki pół roku bez glutenu i wykluczeniu pszenicy zniknęła moja alergia na pyłki roślin, która mnie co roku męczyła katarem i zapaleniem spojówek. Pomimo tego, że warzywa tzw. krzyżowe, czyli w sumie te najzdrowsze są odradzane przy mojej, a możliwe, że naszej chorobie, bo ponoć jest dziedziczna w linii żeńskiej, jemy brokuły, czy brukselkę jak tylko nam przyjdzie ochota. Nie zauważyłam żadnych negatywnych skutków na sobie. Hashimoto ponoć przenosi się z matki na córkę, więc prawdopodobnie Maja też będzie miała albo już ma, ale zobaczymy jeszcze. Czym karmić dziecko? Pamiętając o zasadach, które wymieniłam wyżej staram się tak każdy posiłek skomponować, abyśmy miały w nim źródło białka, węglowodanów oraz tłuszcze. Oczywiście wszystko oparte na zdrowych produktach. Nasze źródła węglowodanów: ryż (brązowy oraz dziki), chleb żytni, kasze (gryczana, jaglana, quinoa, czyli komosa ryżowa), płatki i otręby owsiane, strączki (soczewica, ciecierzyca, fasola,groch, bób, makaron ze strączków), mleko (owsiane, migdałowe, ryżowe, kokosowe, a w przypadku Mai dodatkowo mleko mamy), kakao naturalne, świeże warzywa niezielone (marchewka, burak), świeże i zwłaszcza zimą suszone niesiarkowane owoce. W przypadku dwóch ostatnich, jeśli jest tylko możliwość to bio, chociaż mąż protestuje jak zobaczy. Pijemy też często wodę kokosową, ale ostatnio znajoma Kolumbijka powiedziała mi, że niestety nie przypomina ona w smaku tego, co ona zna z dzieciństwa. Podejrzewam, że chodzi o to, że jest sterylizowana, chociaż niby 100%. W takiej sytuacji chyba z niej zrezygnujemy, bo z tego co czytałam niestety jest bezwartościowa. Jakby ktoś gdzieś znalazł taką naprawdę naturalną będę wdzięczna za informacje. Nasze źródła białka: jaja od kur z wolnego wybiegu lub bio, mięso (oprócz kurczaka, bo najbardziej ponoć faszerowany chemią), ryby (przede wszystkim dziki łosoś z Alaski, bardzo rzadko wędzony dziki łosoś z Alaski), strączki jak wyżej. Co do mięsa to przed amatorską kulturystyką szłam w kierunku wegeterianizmu, ale potem z uwagi na potrzebę białka jadłam ogromne ilości, ale teraz właśnie stawiam na dzikiego łososia i mięso jako takie jem o wiele rzadziej. Pewnie pojawiałoby się częściej, gdybym znalazła jakieś dobre źródło. Dzisiaj czeka na mnie gulasz z dzika, bo takie niespotykane mięso udało mi się ostatnio kupić. Takie rzeczy kosztują- wiadomo, ale wolę jeść mniej, ale zdrowo. Generalnie skłaniam się coraz bardziej w kierunku diety wegetariańskiej, czy wegańskiej, ale z ryb i jajek chyba nie zrezygnuję nigdy. Nasze źródła tłuszczy: orzechy (brazylijskie, pekan, migdały, włoskie, nerkowca), nasiona chia, oliwa z oliwek, olej z pestek dyni, olej kokosowy, sezam, ryby jak wyżej, jajka jak wyżej, masło. Dodatkowo jemy ile się da warzyw zielonych, o których w czasach, gdy rozpoczynałam trening siłowy dowiedziałam się, że ich nie liczymy w ogóle tak jakby nie miały kalorii i można ich jeść ile wlezie nawet na mocno ograniczonej diecie. Podobnie traktujemy też kalafiora, chociaż zielony nie jest. Jak widać na wideo Maja zajada się brukselką podczas gdy ja już nieco kaleczę włoski. Czasem jak nie ma ochoty sama jeść to udaję, że to skaczące piłeczki i jej po jednej wskakują do buzi. Nabiał w diecie dziecka Do niedawna jeszcze w naszej diecie był nabiał w postaci mleka od wiejskiej krowy oraz serów (zwłaszcza ser biały). Przyznam się bez bicia, że Maja od 8 miesiąca życia zanim zaczęła na dobre jeść cokolwiek piła już codziennie kakao, pomimo to, że gdzieś wyczytałam, że dopiero po ukończeniu przez dziecko roku można podać. Ja generalnie często nie stosuję się do zaleceń tylko działam intuicyjnie, po swojemu. Naprawdę musi mnie coś bardzo przekonać, żebym zmieniła swoje podejście zupełnie. Co do mleka i ogólnie nabiału nie zauważyłam jakichś negatywnych skutków, a o ile z jedzeniem zawsze były problemy tj. nie bardzo chciała cokolwiek jeść poza mlekiem mamy to kakao uwielbiała, więc podawałam. Jednak to właśnie nabiał był tym, co miałam odstawić na początku mojej przygody z kulturystyką, żeby przetestować, czy mi nie szkodzi. Doszłam jednak do wniosku, że mi to nie szkodzi. Niemniej jednak po jednym z wywiadów z Bożeną Bejnar-Sławow zaczęłam go ograniczać, przy czym Maja nadal dostawała mleko do płatków owsianych, czy z kakao. Jeden z wywiadów znajdziecie na blogu (link jak zwykle pod artykułem) drugi jeszcze na fanpage. Po listopadowym szkoleniu z Bożeną i lekturze książki “Mleko cichy morderca” odstawiłam nabiał zupełnie i sporadycznie zdarzyło się kilka razy, że skusiłam się na ser biały, czy żółty. Od tej pory szukam innych źródeł wapnia i okazuje się, że jest ich dość sporo. Staram się chociażby codziennie Mai dawać figi, nasiona chia, czy sezam (ostatnio wyczytałam, że najlepiej nieoczyszczony). Niestety tutaj też muszę toczyć walkę z niektórymi osobnikami w moim otoczeniu, dla których dziecko nie może nie pić mleka. Mnie przekonuje jednak chociażby to, że w mojej rodzinie wszyscy piją mleko i wszystkie kobiety cierpią na osteoporozę. Podobno mnie to też nie ominie. Zobaczymy. Póki co jestem pozytywnie nastawiona: ponoć po zakończeniu długiego karmienia piersią kości się wzmacniają i są w lepszej kondycji niż przed karmieniem, a z drugiej strony świadomie dostarczam wapń z różnych źródeł poza nabiałem. Z nabiału niekoniecznie dobrze się wchłania. Zupełnie bez nabiału, poza sporadycznym spróbowaniem białego, czy żółtego sera jesteśmy już drugi miesiąc i nie wiem, czy to przez to, czy nałożyły się na to inne czynniki ale zauważyłam, że w tym okresie Mai znacznie i to naprawdę znacznie zwiększył się apetyt. Praktycznie cały czas coś je. Wcześniej została w rodzinie okrzyknięta niejadkiem. A ja bez powodu nieco schudłam, co przy Hashimoto raczej jest ciężko osiągnąć nawet przy reżimie dietetycznym, a mi do tego obecnie daleko, bo jest zdrowo, ale na ilość nie zwracam uwagi póki nie muszę. Przykładowe posiłki dla dziecka i dla mamy Przyznam się, że rzadko gotuję w pełnym tego słowa znaczeniu. Ma być zdrowo i szybko. Na śniadanie najczęściej jemy płatki owsiane górskie po prostu zalane wrzątkiem i niedługo potem odcedzone (czasem wymiennie np. z kaszą jaglaną, czy komosą ryżową) z nasionami chia, sezamem i mlekiem owsianym lub migdałowym (do tego drugiego miksuję daktyla) oraz jajecznicę na oleju kokosowym lub jajko na miękko (płatki owsiane/ kasza: węglowodany, jajecznica: białko i tłuszcz). Czasem jemy czyste płatki bez dodatków. Pamiętam jak wzięłam Maję do pracy na dyżur w Sylwestra, bo musiałam jechać chociaż dzieci nie było i tam jej dałam śniadanie. Wzbudziłam dość poważne zdziwienie wszystkich obecnych tym, że po prostu zalałam płatki wodą, a potem podałam Mai i ona to jadła. Dla niektórych nie do pomyślenia i pewnie bardziej do przyjęcia są czekoladowe Nestle z mlekiem UHT. Po śniadaniu jest różnie. Często na drugi posiłek jest słoiczek przygotowany przez moją mamę: zupa z makaronem lub ziemniakami i mięso lub ziemniaki i ryba, ale od pewnego czasu staram się przejąć to na rzecz zupełnie mojego jedzenia. Przykładowy obiad w moim wykonaniu to filet z dzikiego łososia smażony na oleju kokosowym, ziemniaki, bataty lub dziki ryż i brukselka (łosoś: białko oraz tłuszcz, olej:tłuszcz, ziemniaki, bataty, ryż:węglowodany). Na wideo poniżej możecie zobaczyć Maję pochłaniającą soczewicę brązową z olejem z pestek dyni (soczewica: białko + węglowodany, olej: tłuszcz). Przy okazji niewielki wycinek naszych angielskich rozmów. Między posiłkami podjadamy suszone owoce (niesiarkowane) i orzechy i o ile Maja nie musi się raczej ograniczać, ja mam nadzieję, że też długo nie będę musiała. Jest fajnie tak jak jest teraz. Naprawdę fajnie, chociaż po tylu latach ważenia wszystkiego, czasem mam wrażenie że już kalkulator mam w głowie i wszystko na oko “ważę” oczami. Ulubioną przekąską Mai, którą wprost pochłania, a której niestety ze względu na cenę nie mogę kupować w hurtowych ilościach są liofilizowane truskawki. Chcąc wam pokazać też inny punkt widzenia napiszę, że wspomniana już wcześniej Bożena Bejnar-Sławow na listopadowym szkoleniu, w którym wzięłam udział mówiła żeby nie łączyć węglowodanów z białkiem zwierzęcym, bo wtedy w układzie pokarmowym tworzą się patogeny. Mówiła też o dużym zróżnicowaniu diety, praktycznie, najlepiej, żeby codziennie było coś innego. Na razie przyznaję, że u nas zdrowo, ale dość monotonnie i z różnorodnością dopiero zaczynam kombinować. Alternatywa dla słodyczy Jak mam czas, co rzadko się zdarza, bo jednak wolę się z Mają bawić jak nie śpi lub jak się sama bawi, czytać książkę, a jak śpi albo jest z tatą ogarniać bloga i pracę, to zapewniam Mai desery. Na wideo lody bananowe, czyli tak naprawdę zamrożone w całości banany, a potem trochę rozmrożone i zblendowane. Mniam 🙂 Tutaj akurat 28- miesięczna Maja i nasz czas z językiem włoskim. Ja sama lody uwielbiam i takie też. Przyznam się, że teraz jem kilka razy w roku, zwykle koniecznie Haagen Datz, a są na tyle drogie, że nie ma mowy, żeby pojawiały się u nas częściej. Zazwyczaj takie rarytasy jak lody, czy kawa mrożona z bitą śmietaną pojawiają się u mnie z okazji np. różnych rocznic, czy Walentynek. Tą okazją nie są święta. Nie piekę placków, co pewnie dla niektórych będzie nie do przyjęcia. Jako namiastkę zrobiłam z Mają takie oto czekoladowe kulki, oczywiście bez czekolady. Ucieszyło mnie to, że nie rzuciła się na nie. Jadła jedną jednorazowo, chociaż widać było, że jej smakują. Zdrowe słodycze Póki co powoli zgłębiam temat zdrowych słodyczy tak na przyszłość, bo na razie udaje się bez tego, więc unikamy nawet zdrowych zamienników cukru czyli miodu, czy syropu klonowego, czy innych. Uważam, że nie ma sensu dziecka zbyt wcześnie przyzwyczajać do takich słodkości. Nasze desery “dosładzam” cynamonem, bananami, daktylami i rodzynkami. Zamiast słodyczy jemy dużo suszonych owoców, oczywiście tych niesiarkowanych. Wiem, że np. miód w dużej ilości też działa jak cukier tj. powoduje stany zapalne w organizmie, źle wpływa na odporność, czy na umysł, a tym samym obniża zdolność wchłaniania informacji, czyli de facto uczenia się. Według mnie odrobina nie zaszkodzi tu i tam, ale naprawdę odrobina i nie traktowałabym tego, jako zamiennika cukru do stosowania w takiej ilości, jak ludzie zwykle stosują cukier. Spożywanie cukru na pewno wpływa negatywnie na intelekt u większości dzieci. Mogę to nawet zaobserwować w swojej pracy. Ze zdrowych zamienników cukru tym, co muszą czegoś używać polecałabym ksylitol. Sama kiedyś nim słodziłam kawę. Teraz nie potrzebuję. Zaciekawił mnie erytrytol, bo ma zero kalorii i zerowy indeks glikemiczny, ale podobno jeszcze nie do końca przebadany, więc nie wiadomo, czy zdrowy. Stewia też jest w porządku, ale niestety zmienia smak potraw, więc nie każdemu będzie odpowiadać. Syrop klonowy, czy z agawy jak jest w 100% czysty to traktowałabym jak miód, czyli jak już ktoś musi to w porządku, ale nie za dużo z uwagi na to, co napisałam wyżej. Zielone światło dla jaj Co może się wydawać niektórym kontrowersyjne nie mam żadnego ograniczenia dla jaj. Oczywiście muszą być ze sprawdzonego źródła. Ja zwykle jem 4 dziennie, czasem więcej, a Maja codziennie jedno, ale zdarzyło się, że dwa. Na to akurat Bożena Bejnar-Sławow na szkoleniu pokręciła głową, że przesadzam. Usłyszałam od niej też innym razem, że zwykle mamy za dużo białka w diecie. Z tym bym się nie do końca zgodziła. Z czasów gdy każdy gram jedzenia liczyłam, żeby osiągnąć określoną ilość białka,węglowodanów i tłuszczu pamiętam, że tą zaleconą ilość białka trudno mi było osiągnąć nie przekraczając ilości pozostałych. Podejrzewam, że teraz jest go o wiele mniej. Z drugiej strony te zalecenia, które miałam to były dla ludzi ćwiczących siłowo, więc pewnie totalnie zawyżona ilość. Niemniej jednak z jaj nie zamierzam rezygnować. Jem tak już dobre 5 lat i wszystkie badania wychodzą mi idealnie, w ciąży pomimo totalnego wstrętu do jedzenia i praktycznie niejedzenia przez 6 miesięcy też wszystko było w porządku, bo może organizm wcześniej dobrze był przygotowany. Natomiast po rozmowach z wielokrotnie już wspomnianą tutaj inspirującą mamą, jestem bardzo ciekawa przetestowania białek typowo roślinnych. Bożena Bejnar-Sławow też mówiła, że potrzebujemy białka, ale roślinnego. Jestem otwarta na modyfikacje tego, do czego doszłam do tej pory. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Niezdrowe otoczenie Pisałam wcześniej o diecie dla dziecka i dla mamy pomijając tatę, bo u nas tata je zupełnie inaczej. Z tego co wiem niestety większość ojców propaguje niezdrowe nawyki żywieniowe. Podziwiam tych, którzy jedzą zdrowo podobnie jak ich żony czy partnerki. U nas piwo, płatki śniadaniowe Nestle z mlekiem rano, słodycze, białe pieczywo z supermarketu, Nutella i długo bym jeszcze mogła wymieniać. Z moimi rodzicami nie miałam problemu, jeśli chodzi o jedzenie dla Mai pomijając wykluczenie nabiału, ale z teściami już tak. Nie pamiętam już ile np. kaszek dla niemowląt wyrzuciłam znajdując w składzie cukier lub inny zamiennik. Teściowie już wiedzą, że cukru mają unikać, ale przeforsowanie tego czasem graniczyło z cudem. Zdarzyły się wpadki np. z produktami na których wielkimi literami pisało, że są bez cukru, a w składzie znajdywałam na przykład syrop glukozowo-fruktozowy. Dziadkowie jednak mają parcie na częstowanie malucha ciastkami i ostatnio teściowa znalazła takie do zaakceptowania przeze mnie i niby po składzie stwierdziłam, że jak Maja czasem zje nic się nie stanie. Ja i tak kupować nie będę, bo wyobraźcie sobie, że takie zdrowe ciastko kosztuje 2 zł. Jak chce niech kupuje. To coś w stylu zdrowych słodyczy, które można samemu zrobić w domu, ale na których robienie na razie nie mam czasu. W sumie jakby była potrzeba to by pewnie czas się znalazł. Nie pamiętam całego składu, ale opierał się o płatki owsiane i o suszone owoce. Na Mikołaja Maja dostała od dziadków suszone owoce. Zamiast słodyczy Walka z cukrem tyle trwała, że nie nie mam siły i argumentów na batalię dotyczącą napojów Kubuś, tych bez cukru, czy wyciskanych musów owocowych. Stwierdziłam, że jak raz w tygodniu Maja się napije nic się nie stanie, a jak coś takiego albo wyciskane owoce do nas trafią mają już przygotowane miejsce w koszu,chociaż ostatnio zaczęłam brać też do pracy i mam jako niespodziewaną nagrodę dla uczniów. Niby skład tych musów też jest w porządku, ale uważam, że szkoda jeść tak przetworzone owoce, jak można zjeść świeżych. Przyświeca mi cały czas idea, którą bardzo fajnie ujęła w słowa Bożena Bejnar-Sławow: “Zanim podasz coś dziecku zadaj sobie pytanie co jest w tym dobre dla jego rozwoju.” Jeśli nie znamy odpowiedzi na to pytanie, po prostu danego produktu dziecku nie podajemy. Uświadamianie i kształtowanie zdrowych nawyków żywieniowych od najmłodszych lat Zdaję sobie sprawę, że wiecznie nie dam rady Mai chronić przed spróbowaniem słodyczy, więc ją uświadamiam mówiąc jej co jest zdrowe, a co nie i tłumacząc, że wszystko z cukrem w składzie jest niezdrowe. Sama nieraz komentuje, jak zresztą słyszycie na filmiku, na którym je liofilizowane truskawki i wiem, że rozumie znaczenie abstrakcyjnego słowa “healthy”- zdrowy. Puszczałam jej też filmiki edukacyjne z YouTube pokazujące jak się zęby psują jak się ich nie myje i jak działają na nie słodycze. To działa i wiem, że rozumie o co chodzi, bo próbowała kilka razy informacje z takich filmików przekazać tacie. Zgłaszała mi nawet kilka razy, że dziadek dał jej coś niezdrowego. Po mojej interwencji chyba się nie odważy kolejny raz. Jeśli chodzi o cukier celowo wyolbrzymiam jego szkodliwość, wiążąc jego obecność z chorobami itp. Przeziębienie Mai od razu powiązałam z tym, że dziadek dał jej czekoladkę. Wiedząc o szkodliwości cukru, jak również o jego wpływie na odporność, nie mijam się tak do końca z prawdą. Teraz mam pewność, że czekoladki nie podadzą. Nawet jak te nowe drogie ciasteczka się pojawiły mąż mi przywiózł opakowanie do akceptacji, żeby nie było potem problemów. Jeśli do kogoś idziemy z wizytą, zawsze proszę wcześniej o brak słodyczy, ciast itp. i do tej pory nikt problemu nie robił, a ostatnio socjalizuję Maję dość ostro. Ostatnio u nas było ośmioro dzieci w różnym wieku, w poniedziałek my idziemy na podobne spotkanie. Jest naprawdę ciekawie. Nawet urodziny jednej dziewczynki przetrwałyśmy, bo Maja tak się wkręciła w zabawę, że nawet torta nie zauważyła. W sklepie zwracam Mai uwagę na skład produktów. Nieraz różności mi próbuje wsadzić do koszyka. Wiadomo, że składu napisanego drobnym druczkiem raczej nie odczyta, ale wystarczy, że ja czytam i jej tłumaczę, czemu nie możemy danego produktu wziąć, bo niestety zwykle jest tak, że nie możemy. Dużych protestów zwykle nie ma, a jak widzę, że jest jej smutno to szybko jej odwracam uwagę kupując jej co lubi i szybko zapomina o tym, co było. Jeśli kiedyś zechce czegoś spróbować nie będę na siłę zabraniać, bo wiem, że zakazany owoc kusi jeszcze bardziej. Natomiast wyrażę swoją opinię, przypomnę o chorowaniu i dam jej wolną rękę. Jakąkolwiek decyzję podejmie, to będzie jej własna i będzie za nią odpowiedzialna. Nie liczę nawet na to, że nigdy nie spróbuje, jak będzie okazja. Liczę natomiast na to, że nie zacznie pochłaniać słodyczy w ogromnych ilościach i że takie coś będzie wyskokiem sporadycznym,a przede że nigdy nie uzależni się od słodkości. W głowie też tkwi mi coś takiego z forum, od którego zaczęła się moja obecna dieta, że liczy się, żeby 80% diety była idealna. Pojedynczy wyskok nie zaszkodzi. Ja byłam jedną z tych nielicznych, która przez bardzo długi czas trzymała 100%. Poza tym gdzieś czytałam, że to co je mama podczas karmienia też kształtuje upodobania żywieniowe dziecka, a ja nadal Maję karmię. Poza tym Maja ma dobry przykład z mojej strony i myślę, że prędzej, czy później dostrzeże, że nikt z rodziny nie je jak ja. Poza rodziną już znalazłam bardzo zbliżoną kulinarnie mamę, w dodatku na diecie bezglutenowej, co bynajmniej nam nie przeszkadza, a nawet jest na plus. Mam wrażenie, że jak się wykluczy zupełnie gluten, nawet w śladowych ilościach, to jest łatwiej jeść zdrowo. Ona też mi poddała pomysł, żeby przy okazji różnych wyjść mieć w zanadrzu coś, co dziecko uwielbia i dlatego ja zawsze zabieram liofilizowane truskawki. Jeszcze nie wiem, czy wygrają w starciu z czymś innym na stole, ale uważam, że jest cień nadziei. Poczekamy…zobaczymy co przyniesie przyszłość. Ja na razie jestem bardzo pozytywnie nastawiona, bo udało nam się przeżyć prawie 3 lata razem bez słodyczy poza kilkoma wpadkami ze strony dziadków. Na szczęście większość wpadek została przeze mnie wychwycona lądując w koszu. Jedyna sytuacja za moim przyzwoleniem to był kawałek tortu na drugie urodziny, co naprawdę utkwiło jej w pamięci, jak możecie usłyszeć na jednym z wideo w artykule podsumowującym rozwój mowy mojej córeczki w 3 językach. Teraz już wiem, że w moim mieście jest możliwość zamówienia tortu bez cukru i nawet bez glutenu, więc na trzecie urodziny z niej skorzystam. Podcast bloga teachyourbaby Polecam zaglądnąć też tutaj: Wywiad z Bożeną Bejnar-Sławow Trochę teorii,czyli lista polecanych książek (znajdziecie tutaj też książkę o mleku i nabiale, o której wspominam w artykule) Podsumowanie rozwoju mowy 2,5-latki w 3 językach Ten artykuł okazał się przydatny? Jeśli tak, udostępnij i podziel się z innymi. A jak wygląda żywienie waszych maluszków? Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz komentarz i podzielisz się swoim doświadczeniem. Jeśli chcecie być na bieżąco zapraszam do śledzenia fanpage na Facebook’u, na Instagram, na którym wrzucam różności „od kuchni” oraz do subskrypcji (okienko na stronie głównej bloga i kanał RSS). Jest też możliwość zapisu na newsletter (jeśli nie wyskoczyło wam okienko podczas czytania bloga piszcie). W momencie 100 zapisów na newsletter będę na bieżąco się dzielić informacjami dotyczącymi wczesnej edukacji zanim pojawią się na blogu w tematyce prawopółkulowości, czyli metody Domana, metody Shichidy i metody Heguru oraz dwujęzyczności i nauki języków. Jako, że nie znalazłam grupy dla rodziców wplatających metodę Domana w wychowaniu swoich dzieci, sama ją założyłam na Facebook’u. Dołączając do grupy możecie liczyć na naprawdę ciekawą wymianę doświadczeń. Grupa liczy już ponad 1000 członków. Miłośniczka książek i języków obcych. Z zawodu nauczyciel języka angielskiego. Pasjonatka metod wspierania rozwoju dziecka już od urodzenia. Pomysł na bloga zrodził się z praktycznego doświadczenia z córką. Teoria doszła później. Jeśli chcesz maksymalnie rozwinąć potencjał swojego dziecka jesteś we właściwym miejscu. Mamy ten sam cel. Motywem przewodnim bloga jest metoda Domana oraz dwujęzyczność zamierzona wzbogacone o elementy metody Shichidy oraz metody Heguru. Jeśli chcesz być w stałym kontakcie ze mną zapraszam do zapisu na newsletter i dołączenia do grupy oraz polubienia fanpage na Facebooku. Fanpage | Grupa View all posts by
Mleko i miód. Milk and Honey to opowieści o miłości i kobiecości, ale też przemocy i stracie. W krótkiej, poetyckiej formie skrystalizowały się pełne cielesności emocje. Każdy z rozdziałów dotyka innych doświadczeń, łagodzi inny ból. Rupi Kaur szczerze i bezkompromisowo ukazuje kobiecość we wszystkich jej odcieniach W zasadzie to możesz jeść wszystko. Tylko glutenu nie. I nabiału. I czerwonego mięsa. I ryb, bo rtęć. I szczerze mówiąc, to ta lista się nie kończy. Powiem więcej! Nawet, jeśli wg zwolenników danego stylu odżywienia, Twoje dieta będzie perfekcyjna, to przez innych (ze skrajnego obozu), zostałaby uznana za zbrodnię przeciwko ludzkości. Przykład? Weganizm kontra ale, momencik! Odchudzanie małymi krokami nie ma celu zrobienia rewolucji w Twoim życiu, a spokojne przejście przez proces zmiany nawyków żywieniowych i wprowadzenie dodatkowej aktywności do codziennego życia. Oba te zabiegi mają przyczynić się do poprawy Twojego zdrowia, samopoczucia i sylwetki. Przypomnijmy sobie poprzednie kroki:Motywacja – Zmień nastawienie, przygotuj się na zmiany, wypunktuj potencjalne zagrożeniaWyeliminowanie szkodliwych produktów z diety – Pozbądź się ze swojego domu tych rzeczy, które nie powinny znaleźć się w Twoim żołądkuDziś dowiecie się ile (i jak dużych) posiłków jeść oraz jak je komponować. WAŻNE: Pamiętajcie, że nie przedstawiam tu założeń idealnego schematu odżywiania! Są to założenia, które w przyszłości będzie można ulepszyć i doprecyzować, ale dzięki temu są wykonalne dla wszystkich. To zalecenia dla osób totalnie początkujących lub tych, u których inne metody zawodziły, bo wymagały zbyt dużych posiłków jeść – czy trzeba jeść 5 posiłków dziennie, żeby schudnąć?Czy trzeba jeść 5 posiłków dziennie, żeby schudnąć?Nie, nie trzeba jeść 5 posiłków dziennie, żeby schudnąć. Z czego wynika popularność tej teorii? Po pierwsze z ludzkiej natury – jedząc częściej, zjadamy mniejsze porcje, niż sumarycznie przy 3 posiłkach. Jedząc 3 posiłki zwiększamy ryzyko zwiększonej ochoty na przekąski i podjadanie. Po drugie – trochę z fizjologii. Ale to temat na książkę lub co najmniej osobnego posta ;). Pamiętajcie: dla osób, które chcą po prostu schudnąć, nie mają ambicji startu w zawodach kulturystycznych czy bikini fitness, naprawdę nie muszą przesadzać. Nie musicie zastanawiać się czy lepiej spożywać 1,2 g białka na kg mc, czy może jednak 1,4 g białka itd. Bo tak naprawdę, nie musicie nawet liczyć kalorii :). Jeśli dotychczas żywiłeś się w fast foodach, gotowymi produktami i zapychałeś bochenkiem chleba dziennie – nie musisz pilnować się każdej, najmniejszej Twój styl życia nie pozwala Ci na jedzenie 5 posiłków, to jedz ich 4, a nawet 3 – choć to wymaga dużej wiedzy żywieniowej i świadomości własnego organizmu. Z punktu widzenia sylwetki i zdrowia najważniejsze jest to, co będziesz jadł – wyłącznie produkty najwyższej jakości, odżywcze i w miarę możliwości ekologiczne – i ile będziesz tego jadł. Dlaczego piszę o tym i „łamię” złotą zasadę 5 posiłków? Bo nie chcę, żeby choć jedna osoba zniechęciła się do zmiany nawyków żywieniowych, myśląc sobie „łeee, nie dam rady jeść 5 razy dziennie, więc nie warto próbować nic zmienić, bo bez tego ani rusz”. W przypadku osoby zdrowej to nie przekreśla szansy na zrzucenie kilogramów, mimo że nie jest to układ małymi krokami zakłada przede wszystkim poprawienie jakości, ilości spożywanego jedzenia, spożycia płynów, zwiększenie udziału aktywności fizycznej w jest wprowadzenie regularności w spożywaniu posiłków. Jeśli zdecydujesz się jeść cztery razy dziennie, zadbaj o równe przerwy między tymi posiłkami. Wypracowując regularny cykl dobowy, usprawnisz pracę układu hormonalnego, a hormony mogą być Twoim sprzymierzeńcem lub wrogiem w procesie odchudzania. Lepiej mieć je po swojej stronie ;).Ile jeść, żeby schudnąć?Zasada jest prosta: jedz nieco mniej, ruszaj się nieco więcej, a schudniesz. Ile jeść, żeby schudnąć? Tyle, ile potrzebujesz. Potrzebujesz, a nie chcesz ;). Niech Twoją kontrolką będzie pierwsze uczucie sytości. Musisz jeść na tyle wolno, by go nie przeoczyć. Dodatkowo, dzięki powolnemu przeżuwaniu uczucie sytości nadejdzie szybciej, niż przy jedzeniu na wyścigi. Podczas jedzenia daj sobie czas i możliwość, by w ogóle poczuć sytość. Potrzebujesz wizualizacji? To, co czujesz przy świątecznym stole, gdy musisz odpiąć guzik to już kilkanaście minut i dwa kotlety po uczuciu sytości. Teraz to uczucie przepełnienia i jedz tyle, żeby poczuć sytość, a nie jesteś na wyższym stopniu wtajemniczenia, możesz skorzystać z któregoś z moich jadłospisów:Jadłospisy do pobrania 5-dniowe 1600/1900 kcaltydzień Itydzień IItydzień III – moja ulubionatydzień IV – moja prawie ulubionaTygodniowa dieta 1500 kalorii do pobrania:tydzień Itydzień IItydzień IIIJak komponować posiłki i dietę, żeby schudnąć?Przedstawię Wam najprostszy, możliwie najbardziej uniwersalny sposób komponowania posiłków na diecie. Sprawdzi się u wszystkich zdrowych osób – niezależnie od tego czy chcą schudnąć czy nie. Zakłada 3 posiłki główne: śniadanie, obiad i kolację oraz zależnie od potrzeb posiłki mniejsze (1,2 lub 3).Ogólne zasady komponowania posiłków:źródło: mniejsze (podwieczorek, II śniadanie) – muszą być posiłkami o niskim bądź średnim ładunku glikemicznym; nie jest dobrym pomysłem jedzenie jako przekąski np. banana czy sałatki owocowej – w trosce o utrzymywanie prawidłowego poziomu glukozy we krwi; jedzenie wyłącznie produktu o wysokim IG powoduje szybki skok insuliny, która błyskawicznie spowoduje obniżenie poziomu cukru we krwi. A co nagle, to po diable ;). Szybki spadek cukru = szybkie nadejście uczucie głodu. Właśnie dlatego ważne jest, by ładunek glikemiczny szczególnie małych posiłków był niski lub – powinno pokryć 30% dziennego zapotrzebowania na energię; jest to posiłek, który możesz skomponować według własnych upodobań, bo najważniejsze jest to, żeby w ogóle pojawił się w Twojej diecie! Badania potwierdzają, że osoby odchudzające się, które nie jedzą śniadań z czasem ponownie przybierają na wadze (Neumark – Sztainer, 2006), a osoby jedzące śniadania są mniej podatne na nagłe ataki głodu zaspokajane przekąskami i spożywają ogólnie mniej kalorii (Schlundt, 1992). Ponadto ankieta wypełniona przez 3000 osób, którym udało się schudnąć 14 kg i utrzymać ten wynik przez co najmniej rok wykazała, że 88 % ankietowanych zjadało śniadanie co najmniej 5 razy w tygodni, a aż 78% ankietowanych zjadało śniadanie codziennie. Zaledwie 4% nie jadło – największy posiłek w ciągu dnia, może stanowić nawet 40 % dziennego zapotrzebowania; na Twoim talerzu powinno znaleźć się źródło pełnowartościowego białka, tłuszcze nienasycone i węglowodany (złożone). W polskich warunkach, zdrowy talerz może wyglądać mniej więcej tak: połowa warzywa (sałatka, warzywa z patelni, piekarnika, surowe warzywa, warzywa kiszone), 1/4 węglowodany złożone, 1/4 wysokiej jakości źródło białka (ryby, jaja, mięso, białko roślinne w przypadku wegetarian i wegan), a wszystkie składowe powinny być przygotowywane z użyciem naturalnych przypraw i wysokiej jakości tłuszczów (na zimno oliwa z oliwek – ewentualnie do krótkotrwałej obróbki termicznej, a do smażenia olej kokosowy lub masło klarowane lub smalec gęsi)Źródło infografiki: – nieprawdą jest, że kolacji nie powinno się jeść! Bzdura. Kolację warto zjeść około 2 h przed snem, powinna pokryć 15-20 % zapotrzebowania na energię. Czy musi być białkowa? Nie. Jeśli zdecydujecie się na tę opcję, pamiętajcie o dołożeniu do kolacji źródła tłuszczu. Popularność kolacji białkowych wynika w dużej mierze z tego, że popularne w Polsce źródła białka, to produkty o niskiej gęstości kalorycznej (np. twaróg, serek wiejski, chude ryby, mięso). Najważniejsze, by była w pełni odżywcza – będę powtarzać do znudzenia, ale kluczowe jest to, by na talerzu lądowały produkty wysokiej jakości. Bo białka na kolacje nie sprawdzą się u wszystkich. Mogą bowiem utrudniać zasypianie, przez współdziałanie melatoniny z serotoniną. Serotonina współreguluje działanie melatoniny, a sama dla siebie potrzebuje insuliny (by tryptofan mógł dołączyć do procesu jej biosyntezy). Prościej? Jedząc węglowodany powodujemy wzrost poziomu insuliny, a wzrost poziomu insuliny sprawi, że aminokwasy krążące w krwiobiegu zaczną trafiać do komórek. Oprócz tryptofanu :). Zwiększy się jego dostępność w krwiobiegu, szybciej dotrze do mózgu i dołączy do procesów biosyntezy serotoniny, która ulega częściowej przemiany do melatoniny. I właśnie w ten sposób pomaga nam smacznie spać. Mój profesor od endokrynologii nie byłby dumny z takiego skrótu, ale na nasze potrzeby jest on zdecydowanie wystarczający :). Nie znaczy to jednak, że masz wciągnąć ciacho na dobry sen :). Niech kolacja będzie białkowo – węglowodanowa, przy czym głównym źródłem węglowodanów niech będą warzywa, a w drugiej kolejności pełne w komponowaniu posiłków i jadłospisów może okazać się również nowa piramida mam nadzieję, że pomogłam? 🙂 Jak zwykle chętnie odpowiem na Wasze pytania zostawiane w komentarzach. Jeśli nie macie pytań, to podzielcie się chociaż wrażeniami po pierwszych trzech tygodniach od momentu, w którym mieliście zacząć realizację tych wszystkich super postanowień :). Jak Wam idzie? .