witam. nie wiem czy moją tęsknotę za byłym chłopakiem można nazwać czymś normalnym, ale tęsknie za nim i to bardzo i bardzo to boli wciąż, a minelo pół roku od rozstania. piszę tu bo chciałam po prostu jakiejś porady, dobrego słowa, co kolwiek żebym już tak nie tęskniła.Byłam z swoim chłopakiem 9 miesięcy ( zakochałam Czym jest `paniczny związek`? (5 alarmujących SYGNAŁÓW, że właśnie w takim tkwisz!) Nie kochasz go, ale nie masz zamiaru go rzucić – to znak, że dopadł cię syndrom `panicznego związku`.

Proboszcz z Rzeszowa: – Wie pani, dużo różnych rzeczy od polityków do nas przychodzi i nawet nie wszystkie otwieram, więc szczerze mówiąc, nawet nie wiem, czy dostałem taki list

chce z nim być! 27 cze 2012 - 22:00:18 A więc zacznę od tego,że byłam ze swoim chłopakiem prawie rok czasu, wszystko było ok!Jednak do czasu..gdy mnie rzucił! zadaje sobie pytanie dlaczego? w sumie jego też zapytałam, mimo że nie chciał rozmawiać stwierdził, że po prostu nie pasujemy do siebie! a głównie miał zastrzeżenia do tego, iż cały czas ja miałam problem, narzekałam, tym samym dużo się kłóciliśmy! Dodam, iż planował byc już ze mną do końca i zawsze mówił, że mnie kocha, że nie widzi świata poza mną itp., aaa i robił zawsze wszystko co chciałam! i ogólnie był bardzo dobry! zawsze sie strał i o mnie dbał!Przyznam się również, że to on zabiegał o mnie ja na początku do tego wszystkiego nie byłam przekonana! i sama kiedys chciałam z nim zerwać , jednak on nalegał żebym tego nie robiła i musiałam nawet mu to obiecać! i zawsze jak się pokłóciliśmy on wyciągał głównie pierwszy rekę! i po tym wszytskim( to jak mnie rzucił) otworzyły mi się oczy i dostrzegłam, że nie byałam taka idealną dziewczyną! bardzo żałuje bo go kocham nad życie! po tym wszystkim byłam u niego 3 razy, jednak dał mi do zrozumienia że nie chce ze mna byc a wiem że mnie kocha! co mam robic!odpuścić? przyznam się, że nie potrafię! i nie wyobrażam sobie żyć bez niego! prosze o odpowiedź! chce z nim być! 27 cze 2012 - 22:05:55 hmm rok czasu i już kilka rozstań... Jak są problemy to powinno się je rozwiązywać, a nie rozstawać czy robić przerwy. Jeśli nie potrafiliście ze sobą rozmawiać to nie widzę sensu związku. Z tego co piszesz to byłaś dla niego niezłą zołzą, jedyne co możesz teraz zrobić to powiedzieć mu że jeśli będzie chciał dać Ci jeszcze jedną szansę to będziesz czekała. Narzucanie jest najgorszą z możliwych opcji. chce z nim być! 27 cze 2012 - 22:08:55 Podstawowa rada -powiem, jak emaergieo - NIE NARZUCAJ SIĘ! chce z nim być! 27 cze 2012 - 22:09:25 Dam sobie rękę odciąć,że on jednak już Cię nie kocha. Daj mu spokój. Jak byliście razem dawał z siebie dużo,teraz nie bądź samolubem i pozwól mu odejść,jeśli tego chce. chce z nim być! 27 cze 2012 - 22:11:08 CytatAgataBatycka Nie dubluj wątków. chce z nim być! 27 cze 2012 - 22:16:50 Mi się jednak wydaje że Cie już nie kocha albo nigdy nie kochał tylko był poprostu zauroczony a teraz stwierdził że to nie to. Pozostało Ci poczekać a jak nic nie zrobi to musisz sobie odpuścić chociaż wiem że to nie tak łatwo.. chce z nim być! 27 cze 2012 - 22:17:16 przeczysz sama sobie - tweirdzisz, że było wszystko ok, a zaraz piszesz że się kłociliście. Czyli nie było tak różowo. Skoro zauwazyłaś swoje błędy pogadaj z nim, jak to nic nie danie narzucaj. Moze facet przemyśli sprawę, jak zobaczy, że rzeczywiscie się zmieniłaś. Wróćcie do etapu koleżeństwa i może cos z tego się rozwinie. chce z nim być! 27 cze 2012 - 22:17:26 Daj mu spokoj... powiedz, ze go kochasz i prosisz o szanse, ze sie zmienisz jezeli Ci ją da i czekaj. Chociaz skoro Cie rzucił to wątpie aby Cie nadal kochał, widocznie ma Cie juz dosyc i tyle, moze kogos poznal itp. chce z nim być! 27 cze 2012 - 22:22:12 nie sadzę, żeby obce Ci osoby dały Ci najlepszą radę. Nic nie jest uniwersalne, a ilość takich wątków jest przerażająca. Oczywiście - ktoś mógł mieć podobną historię, ale przecież to inny człowiek, ty też jesteś inna. Najlepiej poradzić się kogoś bliskiego, kto po prostu zna Ciebie, jego, sytuację. Nie rozumiem, czemu az tyle wątków o tym, jak poderwać, jak wrócić do kogoś, pytania, czy się umówić czy nie, czy usunąć ciążę, czy nie! To już się robi przegięcie w drugą stronę, rozumiem - porada od obcych jest dobra. Ale nie kluczowa. Ktoś powie, żebyś dała sobie spokój - a Ty odpiszesz, że chcesz z nim być. No i co? Sama i tak dobrze wiesz, co masz robić, życzę powodzenia :} chce z nim być! 27 cze 2012 - 22:28:07 Cytataankaj nie sadzę, żeby obce Ci osoby dały Ci najlepszą radę. Nic nie jest uniwersalne, a ilość takich wątków jest przerażająca. Oczywiście - ktoś mógł mieć podobną historię, ale przecież to inny człowiek, ty też jesteś inna. Najlepiej poradzić się kogoś bliskiego, kto po prostu zna Ciebie, jego, sytuację. Nie rozumiem, czemu az tyle wątków o tym, jak poderwać, jak wrócić do kogoś, pytania, czy się umówić czy nie, czy usunąć ciążę, czy nie! To już się robi przegięcie w drugą stronę, rozumiem - porada od obcych jest dobra. Ale nie kluczowa. Ktoś powie, żebyś dała sobie spokój - a Ty odpiszesz, że chcesz z nim być. No i co? Sama i tak dobrze wiesz, co masz robić, życzę powodzenia :} w sumie to święte słowa chce z nim być! 27 cze 2012 - 22:35:06 walcz o niego skoro go kochasz pokaż mu że na prawdę Ci na nim zależy, chyba że dalej to nic nie pomoże zostaw go, daj mi spokój jeśli Cię na prawdę kochał zadzwoni, chociaż zazwyczaj wtedy to już jest za późno heh Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Szczerze to nie wiem jak się za to zabrać.. więc może po prostu opisze mój problem. Jestem z chłopakiem 8 miesięcy. ja mu nie ufam i nie wiem czy chce z nim być.. Szczególnie ze jego

Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2018-01-23 19:48:05 karolka345x Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2018-01-23 Posty: 3 Temat: CHYBA nie chce z nim być.. jak kobiety piszą z jakimś problemem związkowym to się okazuje jaki ten jej facet jest zły, jak bardzo ją skrzywdził, oraz można by było jego durne zachowania i cechy wymieniać godzinami. Tutaj będzie nieco inny wątek, właśnie będzie taka różnica, że mój facet nie jest taki "zły".. a wręcz przeciwnie. Nie mam mu nic do zarzucenia. Oczywiście ideałem nie jest, dostrzegam pewne wady, ale to jak każdy człowiek i to na pewno nie powód do rzeczy..Ja mam 24 lata, on 29. Znamy się od pół roku i właściwie 2 tygodnie po poznaniu już byliśmy parą. Może to był błąd wchodzić tak szybko w związek, nie wiem. Jak byłam z nim 2-3 miesiące miałam nawrót depresji. Obecnie jestem pod opieką specjalisty, biorę leki, chodzę do psychologa. Mój stan jest .. ciężko określić, czasem średni, czasem zły. Jestem w stanie wykonać obowiązki, choć z trudem, ale daje jakoś radę. Natomiast jak już nic nie mam do roboty to zaszywam się w łóżku. Do tego czasem mam objawy psychotyczne, urojenia i omamy, ale to akurat u mnie zdarza się raz na jakiś czas więc nie jest to takie problematyczne. Czemu o tym pisze? Bo właśnie przez tą chorobę psuję związek i ogólnie mam wątpliwości czy go nie już mówiłam moje życie polega na obowiązki - praca - obowiązki - łóżko. Mam oczywiście przyjaciół, zainteresowania (albo miałam), ale to zaniedbuje. Wiem, że źle robię, ale na razie nie potrafię inaczej. Ale nie o tym ta dyskusja. No właśnie nie mam ochoty najmniejszej na spotkania z moim partnerem, nie mam ochoty z nim nawet rozmawiać przez telefon. Mam tylko ochotę, żeby zniknął i dał mi spokój, choć nie mam powodu. Nie czuję do niego kompletnie nic, jest mi obojętny. Mam wrażenie, że gdyby mnie olał to by to po mnie spłynęło i miałabym to gdzieś. On ciagle nalega na spotkania, bo nie widzieliśmy się miesiąc już. Ja ciągle odmawiam. Zarówno jego męczy ta sytuacja, jak i mnie. Mam dość tłumaczenia się, że nie chce się spotykać. Nie myślcie, że ja tylko na forum wystawiam kawę na ławę. Powiedziałam mu wprost to samo co wam. Nie jestem perfidną oszustką, zreszta oszukiwanie kogoś byłoby dla mnie męczące. Co on na to? Nic. Miał gdzieś to co wyznałam. Powiedział jedynie, że przemawia przeze mnie choroba i będzie czekał, aż wyzdrowieje bo on wie ze ja go kocham tylko to ta depresja. A ja nawet nie wiem czy to przez depresje czy po prostu to facet nie dla mnie. Męczy mnie ten związek, nie mam siły budować teraz relacji z nikim. Mówię mu wprost, że jest mi obojętny,że zastanawiam sie czy nasz związek ma sens, ale nie potrafie zerwać. On ciągle mi wmawia, ze jak zaczna dzialac leki to bedzie lepiej. A ja w to nie mi radzicie? Miał ktos taka sytuacje..? 2 Odpowiedź przez Lady Loka 2018-01-23 19:52:57 Lady Loka Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zawód: Ciasteczkowa Morderczyni Zarejestrowany: 2016-08-01 Posty: 17,041 Wiek: w sam raz. Odp: CHYBA nie chce z nim być.. Nie kochasz masz potrzeby widzenia się z nim. Nie chcesz z nim jeszcze nie odeszłaś? Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub zawieszone. 3 Odpowiedź przez Esthere 2018-01-23 19:56:55 Esthere Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-08-24 Posty: 637 Odp: CHYBA nie chce z nim być..Szkoda chłopaka. Współczuję mu. 4 Odpowiedź przez karolka345x 2018-01-23 19:57:08 karolka345x Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2018-01-23 Posty: 3 Odp: CHYBA nie chce z nim być.. Lady Loka napisał/a:Nie kochasz masz potrzeby widzenia się z nim. Nie chcesz z nim jeszcze nie odeszłaś?Ciężko powiedzieć.. Mam nadzieję, że coś może nagle się zmieni? Do tego ogarniają mnie niesamowite wyrzuty sumienia, że się tak zachowuje wobec niego, a on nic mi nie zrobił... 5 Odpowiedź przez Biały 2018-01-23 19:58:04 Biały Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2017-04-27 Posty: 277 Odp: CHYBA nie chce z nim być.. Nie masz ochoty spotykać się konkretnie z nim? Czy nie masz ochoty spotykać się z nikim tzn. również z rodziną i przyjaciółmi. Może to od leków tak cie muli i czujesz zmęczenie. A co to byłaby za miłość, gdyby kochającego nie było stać na trochę poświęcenia. 6 Odpowiedź przez karolka345x 2018-01-23 19:59:07 karolka345x Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2018-01-23 Posty: 3 Odp: CHYBA nie chce z nim być.. Biały napisał/a:Nie masz ochoty spotykać się konkretnie z nim? Czy nie masz ochoty spotykać się z nikim tzn. również z rodziną i przyjaciółmi. Może to od leków tak cie muli i czujesz wszystkimi nie mam ochoty się spotykać. Na samą myśl o spotkaniu z kimś czuję stres, lęk i niechęć. 7 Odpowiedź przez zmartwiony86 2018-01-23 20:02:08 zmartwiony86 Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2017-05-18 Posty: 904 Odp: CHYBA nie chce z nim być..Nie wiem do końca z czym masz problem? Skoro masz taką cywilną odwagę że mówisz mu wprost - nie chcę teraz z Tobą być - to po prostu się tego trzymaj. Nie pisz, nie dzwoń, ignoruj jego telefony itp. No co możesz lepszego zrobić? Tłumaczyć w kółko jak pięciolatkowi?Mi też go żal, być może ma rację, że to wina choroby. Ale ostatecznie to i w jego interesie jest by spojrzał na świat realnie. 8 Odpowiedź przez Lady Loka 2018-01-23 20:15:09 Lady Loka Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zawód: Ciasteczkowa Morderczyni Zarejestrowany: 2016-08-01 Posty: 17,041 Wiek: w sam raz. Odp: CHYBA nie chce z nim być.. Dla mnie moment, w którym się zastanawiam, to już moment, w którym gdzieś w środku wiem, że nie chcę tego związku. Bo co Ci się ma zmienić? Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub zawieszone. 9 Odpowiedź przez Biały 2018-01-23 20:30:48 Biały Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2017-04-27 Posty: 277 Odp: CHYBA nie chce z nim być.. No ja bym nie był tak szybki w osądach. Sam jak przechodziłem przez depresje byłem strasznym dupkiem i miałem dość wszystkich i wszystkiego. Najbardziej żałuje tego jak traktowałem moją ówczesną dziewczynę do której do dzisiaj coś czuje, ale przynajmniej ona jest w nowych szczęśliwym związku. Naprawdę trudno ci tu coś doradzić bo nikt w internecie nie odgadnie na ile TY to TY. Leki, nerwy, obowiązki, zmęczenie to wszystko się kumuluje i zmienia nasz charakter i postępowanie. Najważniejsze co musisz wiedzieć! Nie wyleczysz depresji pracą i obowiązkami! Nie znaczy, to oczywiście, że masz w ogóle nie pracować. Kontynuuj leczenie, porozmawiaj ze specjalistą, może zmiana leków pomoże, albo organizm musi się do nich jeszcze przyzwyczaić. Musisz pracować nad sobą i przede wszystkim dla siebie. A co to byłaby za miłość, gdyby kochającego nie było stać na trochę poświęcenia. 10 Odpowiedź przez Lady Loka 2018-01-23 20:37:00 Lady Loka Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zawód: Ciasteczkowa Morderczyni Zarejestrowany: 2016-08-01 Posty: 17,041 Wiek: w sam raz. Odp: CHYBA nie chce z nim być.. Też przechodziłam depresję. I też byłam wtedy w związku. Też nie chciałam widzieć mojego faceta. Facet mnie zostawił i to mi naprawdę na dobre wyszło, bo bez niego odżyłam od razu. Nikt mnie nie cisnął o spotkania, nikt nie krzyczał, że nie mam ochoty, nikt mi na końcu przy rozstaniu nie walnął, że wszystko, co do tej pory wydawało mi się we mnie dobre, tak naprawdę było złe, tragiczne i mi się leczyło depresję bez faceta u boku. I szczerze mówiąc to nie wróciłabym do tamtego za nic. Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub zawieszone. 11 Odpowiedź przez Nya 2018-01-24 13:45:01 Nya Netbabeczka Nieaktywny Zarejestrowany: 2017-09-02 Posty: 439 Odp: CHYBA nie chce z nim być..A jaki miałaś do niego stosunek, jak było miedzy Wami ZANIM zaczął się nawrót depresji? 12 Odpowiedź przez Unreal 2018-01-24 13:52:51 Unreal Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-03-06 Posty: 251 Wiek: 35 Odp: CHYBA nie chce z nim być.. To koniec związku, powiedz mu szczerze o tym i nie zwódź Wszyscy, cholera, na "depresję" ostatnio chorują Pokolenie hipochondryków? Depresja to jest wtedy, jak Ci pieniędzy na koncie brakuje pod koniec miesiąca "Bóg stworzył ludzi, Samuel Colt uczynił ich równymi" 13 Odpowiedź przez jawaisen 2018-01-24 17:53:09 jawaisen Woman In Red Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-07-30 Posty: 243 Wiek: 25 Odp: CHYBA nie chce z nim być..Ten stan jest związany z Twoją chorobą. Jak sama piszesz: praca - łóżko. Jako, że pracę traktujesz jak coś co jest Ci niezbędne do funkcjonowania, musisz zarabiać, jak chłopak już tak potrzebny nie jest. Może faktycznie powinnaś w pierwszej kolejności zająć się dojściem do siebie,a później wchodzeniem w związki,bo to jest ciężka praca, wymagająca poświęcenia się drugiej osobie. Trzymam kciuki 14 Odpowiedź przez jawaisen 2018-01-24 17:56:54 jawaisen Woman In Red Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-07-30 Posty: 243 Wiek: 25 Odp: CHYBA nie chce z nim być..Ten stan jest związany z Twoją chorobą. Jak sama piszesz: praca - łóżko. Jako, że pracę traktujesz jak coś co jest Ci niezbędne do funkcjonowania, musisz zarabiać, jak chłopak już tak potrzebny nie jest. Może faktycznie powinnaś w pierwszej kolejności zająć się dojściem do siebie,a później wchodzeniem w związki,bo to jest ciężka praca, wymagająca poświęcenia się drugiej osobie. Trzymam kciuki Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Odp: nie chce odejsc ale zostac tez nie moge bo zwariuje. Bolu-może nie było pisane być Wam razem. Może jemu nie zależało na tym małżeństwie. Z tego co piszesz, jesteś wrażliwą i uczuciową kobietą, więc znajdziesz kiedyś kogoś, komu będzie zależeć na Tobie, z kim będziesz szczęśliwa i z kim stworzysz prawdziwy związek.
fot. Kuba Majerczyk fot. Yatzek Piotrowski Robert Majewski – trębacz jazzowy, syn trębacza jazzowego Henryka. Gra, komponuje i aranżuje. Uczy i wychowuje młodsze pokolenia. Spełniony, szczęśliwy mąż i ojciec. Skromny, nie epatuje swoją osobą w mediach. W tym roku obchodzić będzie jubileusz 40-lecia swojej działalności artystycznej. Już na samym początku rozmowy okazuje się jednak, że do roli muzyka ma spory dystans… Vanessa Rogowska: W jakim momencie życia pana spotykam? Robert Majewski: Myślę, że podobnie jak dla wszystkich – w niepewnym i trudnym z różnych powodów. A co jest trudnego w tym momencie? Wojna w pobliżu nie napawa optymizmem. Poza tym sytuacja pandemiczna uświadomiła muzykom, i nie tylko im, w jakim są miejscu. Nasz zawód jest niepoważny. Takie mam wrażenie. A może został potraktowany jako niepoważny? To znacząca różnica. Zostaliśmy zablokowani na samym początku pandemii, a odblokowani na samym końcu. W szkole muzycznej, w której uczę w Warszawie przy ul. Połczyńskiej, jest coraz mniej chętnych do wykonywania zawodu muzyka. Kiedyś znacznie więcej osób zdawało do szkoły. W szczególności tłumy ochotników oblegały kierunek wokalny. Instrumenty dęte blaszane, takie jak trąbka, puzon itp., zawsze należały do niszowych. To się nie zmieniło, ale jest coraz większy problem, żeby znaleźć chętnych. Być może po części jest to spowodowane tym, że na muzycznych uczelniach większości dużych miast powstały wydziały muzyki jazzowej i zainteresowani trafiają na studia bliżej miejsc zamieszkania. Niestety myślę sobie, że w dużym stopniu przyczyniła się też do tego pandemia. Ludzie stwierdzili, że zawód muzyka jest ryzykowny. A ja myślę, że zawsze był to ryzykowny zawód. Oczywiście. Jednak mogliśmy liczyć na swoje umiejętności menedżerskie – jeżeli ktoś takie posiada, bo ja akurat nie posiadam. W przeciwieństwie do wielu moich kolegów. Nie wspominając o tych, którzy mają swoich menedżerów. Początek pandemii w marcu 2020 roku uciął wszystko. Wszystkie zdolności, powiązania czy koneksje przestały mieć znaczenie. Przestały funkcjonować. Jak pan sobie wtedy poradził? Raczej sobie nie poradziłem. Podobno pomysł niedawno wydanej płyty Heart to Heart, którą nagrał pan w duecie z Krzysztofem Herdzinem, narodził się podczas pandemii. Słuchając jej, odczuwam, podobnie jak w przypadku innych pańskich płyt, silny pierwiastek kontemplacyjny. Dochodzę do wniosku, że posiada pan swoją niszę, a burze rozgrywające się w codzienności nie należą do tej przestrzeni. Są gdzieś na zewnątrz. [śmiech]. A propos płyty nagranej z Krzysiem Herdzinem – trzeba pamiętać, że to był jego pomysł od początku do końca. Mam na myśli całą warstwę muzyczną czy kompozycyjną. Krzysiu wszystko skomponował i nagrał u siebie w domu. Ja tylko dołożyłem swoje trzy grosze, grając na trąbce i flugelhornie. Starłem się dopasować do tego, co słyszę, i tyle. Taki był mój udział. Powiedziałabym, że kwestia dostrojenia jest kluczowa. Nie zawsze jesteśmy w stanie dostroić się do drugiej osoby. Nieskromnie powiem, że potrafię dostroić się do różnych rzeczy, stylów czy gatunków. Poza tym szczerze mówiąc, czerpię z tego przyjemność. Mogę zagrać różną muzykę. Nie tylko jazz. Wielokrotnie zdarzało mi się zagrać muzykę popową czy z pogranicza jazzu. Co świadczy o pańskiej elastyczności, umiejętnościach... [tu zaczął szczekać pies pana Roberta, jakby na potwierdzenie talentu swojego pana]. Nigdy nie byłem ortodoksyjnym jazzmanem. Być może jest tak, że najwięcej moich nagrań to jazz akustyczny. Może w ten sposób ludzie mnie najczęściej kojarzą. Natomiast słuchałem różnej muzyki. Popowej, klasycznej... Jedyny gatunek, który mi do końca nie przypadł do serca, to rap. Nie wiem dlaczego, choć są elementy rapowe w muzyce, które mi nie przeszkadzają. Poruszyliśmy na początku rozmowy temat obecnych realiów i zmieniającego się świata, który ogromnie przyspieszył i zmienił niebezpiecznie kierunek. Co pan o tym sądzi? Przychodzi mi na ten temat do głowy tylko to, że nie mamy na to wpływu. Nie chciałbym się mądrzyć. Miałem mieszane uczucia w związku z pandemią, z tym, co się obecnie dzieje na Ukrainie. Nie wiem, co mam powiedzieć na ten temat. Czuję się zaniepokojony i niepewny. Co oprócz muzyki jest dla pana ostoją w życiu? Rodzina. Jest moim największym życiowym dokonaniem. Żona, troje dzieci. Oni są najważniejsi. A w tym roku będę obchodził trzydziestą rocznicę małżeństwa. Gratuluję! Czyli jubileusz małżeństwa zbiegł się z czterdziestą rocznicą pracy artystycznej? Zgadza się, ale to nie praca artystyczna jest dla mnie najważniejsza. W ogólnym rozrachunku na pierwszym planie jest rodzina. Dobrze słyszeć w obecnych czasach o trwałości i wartości długoletniego związku. Też tak myślę, ale obecnie nagłaśnia się przede wszystkim afery. Natomiast o tym, co jest wartościowe, nie wspomina się często. Jeśli w czyimś życiu dobrze się układa, to nie jest to ciekawe. A ja mam w zanadrzu pytanie – czym jest dla pana tradycja, w rozumieniu pozamuzycznym? Ale mnie pani ciągnie za język. Czuję, że pan jest nośnikiem tradycji, jej wartości. Dlaczego tak pani czuje? Słuchając muzyki. Nie znam pana osobiście. Dużo można wyczytać z tego, co ludzie grają i w jaki sposób grają. Jaki repertuar wybierają. I jak interpretują muzykę. W sztuce liczy się dla mnie prawda. Jeżeli coś jest fałszywe, to mam wrażenie, że to wyczuwam. Ale może mi się wydaje? Może pan to wyczuwa, ale nie wiem, czy ludzie młodszego pokolenia mają taką umiejętność. Mam na myśli, że postmodernistyczny świat rozpadł się na kawałki. Rządzi się już innym prawami. I czy w tym kontekście tradycja ma dla pana sens? Czy warto ją nieść? Absolutnie tradycja ma sens. Chociażby rozwój jazzu pokazuje, że muzyka rozwijała się dzięki tradycji. Swego czasu powstała muzyka bebopowa, a muzycy tacy jak Charlie Parker czy Dizzy Gillespie słuchali muzyków swingowych. Czerpali z tego, co było wcześniej. Tyle że jako geniusze mieli na to własne, świeże spojrzenie. To geniusze ciągną muzykę do przodu. I Ellington, Coltrane czy Miles, który nieustannie się rozwijał i czerpał z tradycji. Myślę, że tradycja jest podstawą wiarygodności artysty. Artysta zna tradycję, szanuje ją, ale jednocześnie potrafi znaleźć własny język. Ludzie, którzy przekreślają to, co było, nie są dla mnie wiarygodni. A nie odnosi pan wrażenia, że to ogólna tendencja u młodych ludzi? Wolą zerwać z tradycją na korzyść medialnego zaistnienia? Oczywiście. Zawsze tak było. Świętej pamięci Tomasz Szukalski nazywał takich ludzi Dymitrami Samozwańcami. Zawsze znajdą się jednostki, które chcą zaistnieć za wszelką cenę. Zdarza się, że środowisko dziennikarskie im w tym pomaga. Słyszałem panią, która gra na saksofonie – choć gra to dużo powiedziane. W wywiadach z tą panią próbuje się udowodnić, że to coś wartościowego. Jestem przekonany, że to nic wartościowego. Sztuką jest, że ktoś nie potrafi grać, a gra? Próbuje coś udowodnić w ten sposób? Do mnie to nie przemawia, a niektórzy dziennikarze się na to łapią. Uważają to za coś niezwykle oryginalnego, że ktoś nie potrafi grać na instrumencie. Gra, wydobywając takie dźwięki, których ci, którzy naprawdę potrafią grać, nigdy nie wydobędą. To są pewne triki, które pozwalają niektórym zaistnieć. Z drugiej strony pojawia się pytanie o poziom dziennikarstwa. I czym jest merytoryczne przygotowanie do tej niełatwej sztuki. Jako nauczyciel spotyka pan młodych ludzi wchodzących w dorosłe życie. Dzieli was trochę lat, ale nie o nie chodzi, a o to, co się wydarzyło w tym czasie w świecie. Jak wy się rozumiecie? Czy możliwe jest pomiędzy wami porozumienie? Myślę, że tak. Z wieloma uczniami dobrze się rozumiem. Oczywiście społeczności uczniowskiej zdecydowanej grać jazz jest mniejszość. Wielu z uczniów próbuje równolegle studiować inne kierunki. Patrzą na przyszłość bardziej praktycznie niż ja. Będąc dziewiętnastolatkiem, nie wyobrażałem sobie przyszłości bez muzyki jazzowej. Nie interesowały mnie kwestie finansowe i praktyczne. Chciałem tylko grać. Myślę, że to jest jakiś klucz. Chyba większość muzyków, którzy reprezentują tak zwany poziom, prezentuje podobne podejście. Nie myślą, że zrobią szybką karierę. Pan postawił wszystko na jedną kartę? Tak. Tata był muzykiem. Jako małe dziecko chodziłem z nim na próby zespołu Old Timers czy Swing Session. Wyrastałem w tej atmosferze. Nie widziałem dla siebie innej przyszłości, mimo że muzykę zacząłem traktować poważnie dość późno. Nie ukończyłem podstawowej szkoły muzycznej. Dopiero półtora roku przed szkołą średnią zacząłem pobierać lekcje trąbki. Chciałem być jazzmanem. Wszedłem w to całym sobą. Co pan dostał od swojego ojca? Czy pan jest jego przedłużeniem, kontynuacją? Za co pan jest mu wdzięczny? Często dowiadujemy się tego, kiedy naszych rodziców przy nas już nie ma. Jak pan myśli o tym z perspektywy lat? Fakt, że ojciec przekazał mi to, co przekazał, jest dla mnie bardzo ważny. Aczkolwiek nigdy nie było takich sytuacji, żeby on czy rodzina naciskali na mnie, bym wykonywał konkretny zawód. Fakt, że rodzice nie posłali mnie do podstawowej szkoły muzycznej, świadczy, że nie chcieli usilnie wpływać na moją przyszłość. Liczyli chyba na to, że sam do tego dojrzeję. Czy jako muzyk był pan pod wpływem taty? W jaki sposób szukał pan własnego języka? Myślę, że to słychać w nagraniach. Płyta Continuation, którą nagrałem jako współlider z ojcem do serii Polish Jazz, pokazuje, że gramy inaczej. Nasze kompozycje są odmienne. Inny jest nasz sposób grania czy rodzaj ekspresji. Wydaje mi się, że od początku inaczej patrzyłem na elementy wykonawcze, mimo że jako chłopiec słuchałem sporo muzyki swingowej, dixielandowej, nowoorleańskiej, ale nigdy nie przesiąkłem tym rodzajem ekspresji, który reprezentował mój ojciec. Tata wiele lat wykonywał taki rodzaj muzyki, czy nawet postbebopową. Ja patrzyłem inaczej na trąbkę niż on i dzięki temu mogliśmy sobie pogadać sporo na ten temat. Na scenie również. Między nami nigdy nie było rywalizacji. Rozumiał, że mówię innym językiem, i doceniał to. A jakim człowiekiem był pański tata Henryk Majewski? Przede wszystkim był prostolinijny. Jeśli coś mu się nie podobało, to zawsze o tym mówił. Nie ukrywał, że coś mu nie pasuje. Być może dlatego ja sam czuję się lepiej w towarzystwie ludzi prostolinijnych niż, jak mawia moja żona, słodko pierdzących. Wiadomo, w środowisku artystycznym jest dużo fałszu. Niektórzy określają się jako nasi przyjaciele, a prawda jest taka, że przyjaciół nie mamy w życiu wielu. Czasami tylko jednego. Czasami dwóch, trzech. Świat artystyczny nie jest usłany przyjaciółmi. Tata potrafił czasami komuś coś wygarnąć, co nie przysparzało mu przyjaciół. Może czasami przesadzał, ale nigdy nie robił tego złośliwie. Myślę, że również z tego powodu środowisko darzyło go dużym zaufaniem. W jaki sposób szukał pan swojego wyrazu? Czy ja szukałem jakiegoś wyrazu? Można przecież grać podobnie do kogoś. Świadomie lub nie. Zgadza się. Myślę, że naśladowanie jest ważnym etapem. Dobrze jest, kiedy młody muzyk ma swojego guru i podąża w jego kierunku. I tak wcześniej lub później zauważy inne rzeczy, które też są fajne, i może się rozwinąć. Natomiast nie jest fajnie, jeżeli młodym muzykom podoba się wszystko. Trzeba próbować iść w jakimś konkretnym kierunku. A dziś króluje taka różnorodność, że trudno ten kierunek wybrać... Wiem, że jest trudno. Wszystko oznacza nic. Cały rozwój muzyki polegał na tym, że ktoś się od kogoś uczył. Kogoś naśladował. Potem zaczynał robić coś swojego. To, o czym rozmawialiśmy w kontekście tradycji, prawda? To są podstawy. Wystarczy spojrzeć na Johna Coltrane`a. On znał jazz od podszewki. Szukał, przekraczał granice. Był odważny. Albo Miles, który wyrósł w bebopie. Słuchał Parkera, Gillespiego, ale kilka lat później już nie grał jak jego mentorzy. Miał własny język. Co lub kto pomógł panu w budowaniu własnego brzmienia? Niewątpliwie Miles Davis, jak również to, że dzięki ojcu poznałem starsze gatunki jazzu, mimo że nigdy nie grałem w tym stylu. Nawet nie próbowałem, choć po śmierci taty przez dwa lata grałem za niego w zespole Old Timers, którego był wieloletnim liderem. Taka naturalna sztafeta pokoleń, choć nigdy mnie w tamtą stronę nie ciągnęło. W piątej klasie szkoły podstawowej zabierałem do szkoły magnetofon kasetowy i słuchaliśmy z kolegą muzyki Duke`a Ellingtona. Mnie ta muzyka kręciła, ale nigdy nie miałem tego typu ekspresji w sobie. Davis był dla mnie olśnieniem. Na przykład płyta My Funny Valentine. Połączenie jazzu, intensywnego swingowania z takim niby chłodnym, oszczędnym davisowskim akcentem. Na tamte czasy ta muzyka była bardzo nowoczesna, mimo że zakorzeniona w tradycji. A nie ma pan wrażenia, że dziś gra się jazz bez swingu? To jeszcze jazz czy muzyka współczesna? Mam takie wrażenie. Myślę, że w wielu przypadkach jest to jazz. Natomiast na poziomie serca – słuchając współczesnej muzyki akustycznej, nie rozumiem jej i nie mam ochoty jej słuchać. Może ktoś za wszelką cenę chce być oryginalny. Ja nie odnajduję prawdy. Rzadko ją w tej muzyce słyszę. Jest pan muzykiem, wykonawcą, aranżerem, kompozytorem, nauczycielem. Poznał pan jazz, czy muzykę, z różnych stron. W takim razie w jaką stronę dryfuje jazz? Nie mam pojęcia. Myślę, że dąży do totalnej różnorodności. Nie uważam się za eksperta, ale tam, gdzie słyszę duszę, tam chce mi się tego słuchać. Natomiast od wielu lat jest czas muzycznych gladiatorów. Parę lat temu pomyślałem, że byłoby fajnie stworzyć trio, które nawiązywałoby do Cheta Bakera (Trio4Chet), który nie miał w sobie nic z gladiatora. Chet posiadał niezwykły dar przekazywania maksimum treści przy minimum środków i techniki. Dziś muzyka jazzowa jest bardzo skomplikowana. Nawet dla muzyków, którzy jej słuchają, a nie mówiąc już o słuchaczach bez przygotowania muzycznego. Często jej główną treścią jest komplikacja. Najlepiej zagrać coś tak trudnego, czego nie będzie w stanie zagrać ktoś inny. To dziś stanowi wartość. Pan nie ma takiej potrzeby udowadniania ani potrzeby ścigania się. Nie bardzo, i już pewnie to się nie zmieni. Zapewne dobrze zna pan swoją wartość, skoro nie bierze pan udziału w takich rywalizacjach. Tak, ale można to uznać za ułomność, skoro ktoś nie potrafi zagrać na 14/15. Trochę to zmierza w tym kierunku. Rytmy nieparzyste mocno się zakorzeniły w jazzowym kanonie. Obecnie zagrać coś na 4/4 to wstyd. Słuchacze też wyczuwają prawdę w muzyce. Czy skomplikowane metrum ma znaczenie i pomaga muzyce czy jej przeszkadza? Jazz bardziej niż inne gatunki muzyczne kojarzy się z relacjami. Podobnie jak ulotny jest dialog w jakiejś relacji, tak niepowtarzalny jest koncert, w którym krzyżują się słuchanie, odpowiedź i gra zespołowa. Czym dla pana są relacje w jazzie? Znalezienie relacji jest podstawą, to jest umiejętność grania w zespole, świadomość swojego miejsca w danym momencie, muzykalność. Wrócę do Davisa. On potrafił montować świetne zespoły. Połączyć ze sobą odpowiednich ludzi. Drugi Wielki Kwintet Davisa był idealnym połączeniem. Spotkanie tych ludzi było cudem. Każdy z nich był wybitną indywidualnością, a jednocześnie potrafił się podporządkować, słuchać innych. Dlatego relacje muzyczne są szczególne. Nie trzeba pałać do kogoś wielką sympatią, aby kogoś docenić i dobrze z nim zagrać. Słyszało się o różnych animozjach w wielu świetnych zespołach, ale nie wpływało to raczej na ich muzyczną jakość. A co pan z tych relacji wyniósł dla siebie? Muzykom towarzyszą silne emocje. Nie wszystkie pewnie się komentuje, ale przecież wiadomo, kiedy w studiu czy na scenie dzieje się coś poważnego. Te emocje po prostu się czuje i relacje muzyczne można zbudować już od pierwszego wspólnego dźwięku. Mam wrażenie, że coś takiego spotkało mnie w trakcie nagrania płyty My One And Only Love, gdzie miałem wielką przyjemność spotkać wybitnych muzyków – Bobo Stensona, Palle Danielssona i Joeya Barona. Z wyjątkiem Palle Danielssona nie znałem ich osobiście, nie mieliśmy żadnych prób, po prostu spotkaliśmy się w studiu i zaczęliśmy nagrywać, właściwie jam session. Mam wrażenie, że od razu znaleźliśmy wspólny muzyczny język, to było piękne przeżycie. Oczywiście relacje międzyludzkie też nie są bez znaczenia. Na co dzień staram się grać z jak najlepszymi muzykami, których szanuję i lubię, zwyczajnie jako ludzi. A wybór trąbki na instrument wiodący był tradycją rodzinną? Kiedyś podobały mi się różne instrumenty. Perkusja czy saksofon. Aczkolwiek na żadnym z nich nie grałem. Układałem sobie jako dzieciak z różnych przedmiotów coś na kształt perkusji i próbowałem grać. Takie tam dziecięce zabawy. Rytm jest tym elementem, który odróżnia jazz od innych gatunków. Nie harmonia. Ale kiedyś tata zapytał się mnie czy może chciałbym grać na trąbce. Trochę było mi głupio odmówić ojcu. Zdecydowałem się na tę próbę. I jak poszło? Teoretycznie dobrze, ale do tej pory nie wiem, czy to był dobry wybór, czy nie. Trąbka ma swoje ciemne, wredne strony. Tylko myślę, że po czterdziestu latach grania to już nie ma żadnego znaczenia. Wszystko ma swoją jasną i ciemną stronę. Pewnie tak. Istnieją predyspozycje psycho-fizyczne do grania na trąbce. Mnie się wydaje, że ich nie posiadam w dostatecznej ilości. Tak myślę po czterdziestu latach. A na jakim instrumencie powinien pan grać? Nie wiem. Może na perkusji. Perkusja mnie pociągała. Ale to wiąże się z koniecznością wiecznego rozkładania i składania. To są takie moje mało istotne dywagacje. Dobrze jest skonfrontować się z takimi myślami. Myślę, że trochę za późno. A ja nie myślę o tym w kategoriach żalu czy straty, tylko w kategoriach odwagi czy pana potencjału, który jest większy, a czas biegnie szybko. Właśnie. Nigdy nie byłem człowiekiem, który byłby w stanie jakoś kreować własną przyszłość. Zawsze czekałem na to, co mi przyniesie los. Taki mam charakter. Teraz bardziej pana rozumiem. Skoro zacząłem grać na trąbce, to gram na niej do dziś. Są tego konkretne efekty. Trąbka wygląda tak niewinnie i minimalistycznie, a wiele wymaga od muzyka. To wyższa szkoła jazdy. W kontakcie z instrumentami dętymi blaszanymi zawsze i przez całe życie dochodzi do walki o dźwięk. Kiedy człowiek zaczyna grać, to jeszcze o tym nie wie. Ta walka nie ma końca. Co dzieje się z potencjałem pana uczniów? Czasami ktoś go posiada, ale nie chce z niego korzystać. Albo jakieś inne względy decydują o tym, że nie idzie w stronę jazzu, ale w zupełnie inną. Nawet pozamuzyczną. Naturalny potencjał człowieka jest wyczuwalny. Należy do sfery intuicji. Intuicja jest dla mnie podstawą. Sporo rzeczy robię intuicyjnie. Grając oczywiście. Nie wiem, czy można wpłynąć na swoją intuicję. Może lepiej jej słuchać? W muzyce jedni potrzebują wszystko wiedzieć. Inni kierują się intuicją. Pamiętam wypowiedź Michaela Breckera, który był wybitnie wyszkolonym saksofonistą i muzykiem. Twierdził, że najlepsze momenty jego solówek to te, w których się myli. Idzie w jakąś stronę i do końca nie wie, co zagra. Dla niego miało to znaczenie, choć posiadał ogromną wiedzę i umiejętności. Trzeba mieć wiele pokory, aby przyznać się do tego publicznie. To samo powiedział Herbie Hancock na temat grania w kwintecie Davisa, że najfajniejsze momenty to te, w których się gubili. Czyli dobrze jest się zgubić, aby się odnaleźć. Świadomość, kiedy się gubimy, i złapanie się w odpowiednim momencie należy do sfery intuicji. Każdy artysta musi w coś wierzyć. W to, co robi, i czy to ma sens. Nie widzę innej możliwości. Zdając sobie sprawę z różnych ułomności, zdajemy sobie sprawę ze swoich dobrych stron. Czy będzie pan celebrował w sposób szczególny swoje czterdziestolecie pracy artystycznej? Taka mała celebracja odbędzie się 10 września na deskach Promu Kultury Saska Kępa w Warszawie. Zaprosiłem Henia Miśkiewicza, Michała Tokaja, Sławka Kurkiewicza, Michała Miśkiewicza, a także Andrzeja Dąbrowskiego, z którym miałem okazję współpracować przy jego ostatniej płycie Andrzej Dąbrowski & All Stars: Live. Pomyślałem sobie, że to dobra okazja, aby zaprosić Andrzeja jeszcze raz na scenę. Po prostu pogramy trochę jazzu i tyle. Czego mogę panu życzyć? Potrzebuję zdrowia i pieniędzy [śmiech]. Zdrowie jest potrzebne każdemu, a pieniądze też się przydadzą. W takim razie tego właśnie życzę. Tagi w artykule: robert majewski Powiązane artykuły Uciekac ale dokad? Moj zwiazek trwa 7 lat. Wielokrotnie sie rizchodzilismy. Z jego powodu.do tej pory mnie poniza. Mowi ze jestem nikim ze nigdy mu nie zalezalo,wyzywa od najgorszych grozi przy dziecich ze mnie uderzy. Mam 5 letniego syna i 4 letnia corke. Najgorsze ze na to wszystko patrza. Nie chce z nim zyc ale nie wiem jak to zrobic.
Home Miłość i RelacjeProblemy Miłosne zapytał(a) o 14:57 Chce z nim być ale nie wiem czy to a sens Jestem z chłopakiem od wtorku bardzo mi się podoba ciągnie mnie do niego ale boje się podejść pogadać i wgl już się calowalismy przytulalismy i wgl ale ostatnio czuje jak bym z nim nie była i bym mu się nie podobała A każdy już wie ze jesteśmy razem ale ja po prostoty boje się do niego podejść co ja mam zrobić ;-;? Odpowiedzi Oczekuje czegoś więcej( wiesz) blocked odpowiedział(a) o 15:01 Najwidoczniej nadal nie możesz uwieżyć, że jest z tobą i wstydzisz się do niego podejść. Jak go kochasz to się za niedługo przyzwyczaisz Tomson77 odpowiedział(a) o 15:01 No nie wiem czy jesteście razem jak się go boisz XDDD Uważasz, że ktoś się myli? lub

Witajcie, mam faceta, ale czuje, ze to nie to. Zazdroszcze wszystkim dookola wspanialego zycia, wyjazdow, ja nie umiem sie cieszyc zyciem. Mam JUZ 29 lat. Czuje, ze jak sie rozstaniemy, to innego

Witaj kaczucho ja tez podziele sie swoimi problemami ,moze nie mam dzieci ale partnera z ktorym jestem (byłam bo sama nie wiem co bedzie ale byłam chyba bardziej tu bedzie spaowac) 5 lat juz (ja mam 26 a on 30)I tez mi czegos zaczelo brakowac ciagle klotnie ,wymuszanie na nim czegos, wyklocanie sie o wyjscie,wycieczke, zrobienie urodzin wspolnych (mamy w grudniu jednakowo on na samym poczatku a ja na koncu wiec zawsze cos wspolnie mozna zrobic) i takie rozne pierdoly, wsumie ktore moze powinnam zakaceptowac ? Cos sie wypalilo po latach, wygaslo ile mozna sie starac czegos oczekiwac tak samo mam dosyc jego bliskosci, owszem w lozku jest nam dobrze,mi bylo cudownie ....ale cos zgaslo u mnie).Czegos zaczelo brakowac, nie czulam juz tej samej bliskosci ...... Mam wielki metlik w glowie ,mnie nie trzyma tak jak ciebie rodzina a pomimo jest ciezko odejsc. Mysle ze sie mecze, dusze, czegos brakuje ,wiecznie tylko jestem opryskliwa, obrazam sie na wszystko, jak tylko uslysze " dlaczego tak robisz,zorb tak" to poprostu wybucham zloscia ze jest czepialski, ze ciagle robie cos zle ..... Ostanie tygodnie byly okropne bo czulam sie jak singiel ,zadne z nas nie mialo wplywu na siebie (a raczej on na mnie ,robilam to co mi sie popodbo). Wogule ostatnimi czasy bylam bardzo opryskliwa dla niego, cokolwiek powiedzial traktowalam jak kontratak, popadalam w dół i zasmucalam sie... przez to, te wszystkie uczucia jeszcze bardziej gdzies slablyA raczej tak nagle, zaczela mi przeszkadzac bliskosc i spedzanie czasu razem, ze nawet siedzac u znajomych na jakiesj imprezce to tylko go oczernaialam ( na ogol jestem osoba ze jak cos mi lezy chce sie wygadac ,musze sie wyzalic chociaz by nawet komus obcemu,a tymbardziej znajomym i mi nie chodzi tutaj o obrabianie tylka jak twierdzi moj partner (ze go obgaduje i oczerniam) tylko o zrozumienie ,ktrego nie mam od niego) Pozatym nie jade na jego osobe tylko mowie o tym czego mi brakuje w zwiazku!!!!! Nie wiem jak u was wygladaja walentynki czy jakies wyjscia wspolne ? moze tego zabraklo ? jest tylko czepialstwo sie widzenie wad, ja tez juz dobrych stron nie widze tylko wady !!! ale ja sie wyklocalam nawet o wyjscie na spacer, o spedzenie fajnie walnetynek ,mikolajek, pojechanie gdzies na wycieczke (nie mowie za granice na wczasy tylko gdzies w okolice) o takie pierdoly, caly czas slyszalm NIE, ze tam daleko, ze kazdego swieta spedzac nie musimy (walentynki ) a mikolajki to dla dzieci sa ,ale przeciez moglismy np jakis karnet na masaze sobie wziasc wykupic ... brakuje mi takich perdół. To zabiło nas ,wypalio mnie .... On woguole zdziwony czy ludzie robia sobie jakies mikołajki ?? ( no przeciez imprezy nawet z pracy sa organizowane) Nie mamy dzieci wiec chyba fajnie sobie zorbic kolacyjke jakas czy nawet wybrac sie razem gdzies, brakuje mi spedzania wlasnie fajnie wspolnie czasu, dlatego wszystko u mnie gdzies zaniklo (ja chcialm wiele rzeczy robic ale moj mnie odtracal ,zeby tylko bylo wszystko po jego mysli ,moje plany czy jakies zachcianki mial gdzies !!!), potrafil tylko mowic o tym ze jakie to ja mam plany ( a ja chcialam z nim slubu ,wyremontowac mieszkanie,zalozyc rodzine, bylam rok temu gotwa to zrobic ,poswiecic sie dla rodziny), ale partner nie chcial, znwou jakies wymowki a ja tylko cierpialam ,bo wierzylam ze sie partener caly czas inwestuje w nieruchmosci ale zapomina o takim wlasnie drobnostkowym zyciu Caly czas slyszalam tylko ON musi to ,On musi tamto ... Zaczelam czuc sie z boku ...... Odtracona ,jesli ktos chce inwestycji to dlaczego ta druga strona nie moze byc od glupot chyba tak sie powinno uzupelniac a nie tylko krytykowac. Moj partner tylko patrzyl na siebie, mowilm juz jemu ze czuje sie z boku to mi powiedzial ze przesadzam !!! zaczelam sie buntowac do tego stopnia ze kiedy juz moj parter sie namylsil czego chce to ja robilam kontratak. Jak on mowil czemu my nie mozemy zrobic tego czy tamtego to odpowiadalam " no bo jak ja chcialam to ty uparcie byles na nie" .... mysle ze nie jestem dosc silna by cos zmienic, umiem tylko sie foszyc i denerwowac i widze wlasnie same zle strony mojego zwiazku..... ale on tez mnie do tego stopnia doprawadza Amoze nie jestesmy silne psychicznie kaczucho ??? Moze za szybko nas przytlaczaja dorbnostki ?? No ale ja mogac pozwolic sobie na fajne zycie nie chce tylko odkladac i to nawet nie wiedzac na co .... bo jak znalzalm cel nasz wspolny na zalozenie rodziny to mial mnie gdziesTy chociaz widzisz ze twoj cos robi ,stara sie ,torszczy jest dobry dla rodziny ale juz np jak cos karze zorbic dziecku uwazasz ze sie zneca i powiem ci ze pewnie jak bym miala dzieci bylo by u mnie podobnie ,pewnie bym krytykowala partnera ze sie czepia dziecka ( bo nie potrafie juz tak jak ty zauwazyc dorych stron, zauroczylam sie czyms czego nie ma ,kiedy mysle ze fajnie spedzimy np (niech juz beda po raz 100 ) walentynki , to nagle rzeczywistosc jest inna, bo on nie chce spedzac i nic nie wymyslamy sobie na te swieto )No a teraz pomijjac pierdoly jak ja chcialam dziecka to moj parter nie chcial ( bo ja chcialm za granica i odchowac tutaj i wtedy wrocic do kraju) ,to on mowil ze tlye czasu tutaj nie będzie ze z 3 lata bedzie musial jeszcze tutaj siedziec i wogule ukladal sobie plan pod siebie, chcialam slubu - on nie chcial , chcialam zareczyn - on nie chce,czuje sie zmuszany ( jestesmy/bylismy 5 lat wiec tez powinnismy cos dzialac, zwlaszcza ze to nie byly tylko naciski z mojej strony przez te lata, on sam zawsze wyskakiwal z propozycja ale to byly tylko propozycje) Kiedy ja juz zaczelam na powaznie to on znowu ze NIEmoj partner jest zaradny ,pracowity przy nim glodu bym nie zginela tylko czujue sie z boku, ze on nie robi tego dla mnie tylko wszystko dla siebie, ze dla siebie kupuje te dzialki, te mieszkania ... ja chcialm tylko czesciej wychodzic i spedzac fajnie chociaz jakies swieta walentynkowe, jak kupie kwiatki nie uslyszec "dlaczego kupilam" ,"po co na co" ,tylko zeby powiedział, ze ladne , ze sie mu podobajaOn sie czepia takich perdół, a ja czuje ze to jest atak na mnie i sie wneriwam i puzniej sa tylko sprzeczki ....Pisza ze autorce postu poprzewracalo sie w glowie ze ma kogos wyjatkowego a szuka nie wiadomo czego , ( ja tez wiem ze moj partner jest wyjatkowy, wiem co robi dobrze a mimio to nie potrafilam mu moic o tym tylko widzialm wady same,przytlaczajca codziennosc,nuda ...ale jesli sie kocha moza mowic o nudzie,rutynie ??? )Kaczuszko opisz jak wyglada wasz dzien ? Co ty by chciala robic z partnerem a czego on nie chce robic z toba ? (spedzanie czasu) co robiliscie zanim nie bylo dzieci ? Ja sie boje dzieci bo my rzadko gdzies wychodzimy i boje sie ze bede uwieziona (moj bart ma dziecko ale oni wychodza sobie wszedzie, nawet pojechali z malym na festiwal), a od partnera uslyszalam ze to meczarnia z takim dzieckiem malym jechac,ze my bedziemy siedziec w domu i takie tam ,wystraszylam sie ze faktycznie bede uziemiona ,ze nie pojedziemy na wakacje ani nigdzie nie wyjdziemy ... nie jestem az tak mega towrzyska ,z opisu moze i by sie wydawalo ze tak ale lubie cisze,dom ,spokuj tylko zeby czesciej gdzies z nim wyjsc ...My chociaz nie mamy dzieci, moglibysmy robic mnostwo rzeczy to mi sie odechcialo !!! Stalam sie potwornie obojetna i choc nieraz sie zmuszalam myslami zeby podjac kroki jakies to nie potrafilam ,tak jak ty nie potrafisz sie zmusic kaczuszko ,smutne to ale prawdziwe ze cos siedzi w naszej glowie.... byc moze jak tu pisali niektorzy jakas niedojrzalosc ale emocjonalna ,nie wiemy czego chcemy, ja wiem ze w kazdym zwiazku cos sie wypali, wyginie to uczucie, ze bedzie fajnie na poczatkua pomimo nie potrafie odbudowac relacji w swoim, teraz to i tak juz za puzno bo wszystko sie spieprzylo na moje zycznie, ze wlasnie nie chcialam niczego z czasem .... robilam sobie co chcialm ostanimi czasy ,nie zwracajac uwagi na parnera wogule !!! No i tez to ze zaczelam z kim pisac ,to bylo takie odworcenie uwagi od mojego zycia codziennego ...wtedy tez coraz badziej przestalm zwracac na niego uwage.... ALE PRZEZ TE WSZYSTKIE LATA CHCIALAM ZEBY BYLO FAJNIE ,ZEBYSMY NIE ZATRACILI TEJ MILOSCI ,RUTYNY TO CHCIALM TO ODBUDOWYWAC W ROZNE SWIETA DO TEGO TJ WLANTYNKI ,MIKOLAJKI ,ZEBY ROBIC COS FAJNEGO ... WYJSC WLASNIE ,ODERWAC SIE ,KUPIC SOBIE COS ( TO TYLKO O STRACIE KASY I BALOWANIU SLYSZALAM)Zero rozmowy tylko takie przychodzenie do domu, takie przytlaczajce to bylo wszystko, nie potrafilam sobie poradzic z uczuciami co to jest, od czego ,jak temu zaradzic, ale balam sie tez wyjsc z inicjatywa bo wiem ze zawsze wszystko jest na NIE ,dlatego tez siedzialm czesto na kanapie myslam sobie a moze o to zapytam ,a moze o to poprosze - ale puzniej sie zasmucalam bo wiedzialm ze i tak sie nie zgodzi !!! Balam sie pytac bo nie chcialam uslyszec NIE chcialm uslyszec " dobry pomysl ,fajnie pujde z toba, pewnie nie ma sprawy" czy cos jest dobry,nie chleje,nie ćpa, jest domownikiem bardziej ,umie posprzatać, ugotwac tylko ja juz nie umiem tego dostrzec, no i pozatym zanim cos zrobi trzeba mu o tym mowic ,ponaglac nawet po 100 razy a ja sie zaczynam denerwowac i krzyczec i sa klotnie puzniej .... Sama nie wiedzialm czego chce, jak bylo dobrze to mi zaraz zaczynalo brakowac czegos ,wpadalm w taka rutyne z ktej sama nie umialm wyjsc i u ciebie zapewne jest tak samo ,wpadlas w rutyne i nie umiesz z tego wyjsc MYSLISZ ZE UCZUCIE WYGASLO ZE NIC JUZ NIE BEDZIE Z TEGO ,POROZMAWIAJ Z PARTNEREM JAK ON WIDZI TEN ZWIAZEK ,TY WIDZISZ GO JAKO ODDANEGO FACETA RODZINIE A MOZE JEGO TEZ COS BOLI ??? TYLKO ON O TYM NIE MOWI... A jak masz jesli jestes bez niego ? Ja dopuki mialm siwadomosc ze jest gdzies tam wlasnie obok to bylam taka obojetna i wiecznie zla i naburmuszona... ale kiedy go nie ma jest mi zle i kiedy wiem ze to juz koniec jest mi jeszcze gorzej !!!!! ale starlam sie, chcialm odbudowywac te uczucia poprzez te glupoty jak walentynki czy jakies wyjscia wlasnie ...... juz nie moglam z tym wlaczyc ,moze jak bym kochala to bym wlaczyla ??? A MOZE JAK ON BY KOCHAL NIE DAL BY SIE TAK PROSIC O WSZYSTKO ,DAWAL BY TO CZEGO OCZEKUJE A NIE OCZEKUJE WIELE BO MI NIE CHODZI BY MIEC PALACE (bardziej jemu zalerzy na tych nieruchomosciach) ALE MOGL BY W TYM DOSTRZEC MNIEMoze jak partner wlasnie sie na cos decydowal czego od wielu lat pragnelam (zareczyny) to powinnam byc happy cala i byc bardzo szczesliwa, ostatnio mnie zapytal o stary pierscionek (wiedzialm ze pewnie chcial wybrac zareczynowy pod ten rozmiar), moze zamiast mu powedziec ze nie chce byc jego zona, to powinnam sie cieszyc ?? byc szczesliwa ?? (co prawda w myslach bylam bardzo szczesliwa ze zapytal ) ale powiedzialam co innego .... Kiedy wlasnie on sie zblizal (a sam mnie oddalał od siebie) to ja wlasnie nie umialm byc mila !!! skakac z radosci ??? Czy cos jest nie tak ??Moze jak bym kochala to wlasnie bym byla szczesliwa ?Czasami sie zastananawiam czy istnieje prawdziwa milosc dzisiaj, taka ze szanuje sie wady drugiej osoby, ze po latach patrzy sie w ta osobe jak w kogos wyjatkowego, widzi sie same zalety partnera ,to co robi a nie tego czego nie robi ??? Nie przychodza do glowy mysli by odejsc do innego, by byc z kims innym tylko jest caly czas ta osoba ,ta jedna, jedyna,dla niej robi sie wszystko, akcpetuje sie klotnie wszystkie,wady, na mysl nie przychodzi by byc z kims innym ....Kaczuszko smutne to co piszesz ale mialam tak samo, wiedzialam ze nie chce tracic partnera, pisalam tutaj w innych postach ze ciezko mowic o milosci u mnie do niego ,ze gdzies to wygaslo, ale tez nie potrafilam sie zmusic do wielu rzeczy, do spedzania czasu z nim ,tez denerwowala mnie jego obecnosc... ja mam prblem tez z podjeciem rozmowy, dusze cos w sobie,dusze a puzniej to wyrzucam... ON NIE CHCE MNIE SLUCHAC...... ale tez jesli kots ciagle jest na NIE ze wszystkim to puzniej tez obawialam sie kazdej reakcji i o nic nie pytalam ,nie rozmawialam tylko lerzalam obok z milonem pytan w glowie .... Z TYM METLIKIEM CO JEST GRANE CZEMU JEST TAK BEZNADZIEJNIE A ON OBOK PRZED LAPTOPEM .......Zastanow sie czego chcesz (pomimio ze masz dzieci ), jesli jest dobry, czuly,opiekunczy ,dogadujecie sie (dogadywaliscie), macie o czym pogadac to gdzie jest porblem ?? Cos musialo cie przytloczyc, dobic ,moze to macierzynstwo ?? Moze ty bys chciala jeszcze wychodzic na dykoteki a partner nie chce ? moze wlasnie brakuje ci romantyzmu ?kiedys myslam ze mnie to nie spotka ze bede wiedziala czego chce i do tego bede dazyla, ze nie skresle o tak sobie zwiazku ,milosci dla jakiesj chwili wyszumienia sie ....ale tak sie stalo ,bo zamiast sie ogarnac to wybralam jeszcze to szalencze zycie, bo tak jak ty nie potrafilam czuc tzn czuje nadal ,czuje ze go kocham ale jak jest to mnie drazni !!! wtedy mysle ze nie musze nic robic i on tez sie tak zachowywal ze nie musi nic robic ze ja bede trwala .... Ale boli teraz bo wystarczylo sie wysilic, miec zycie towrzyskie ale myslec tez o nim o tym czego on chce, czego oczekuje,.... tylko kurde mysle ze on nie myslal o mnie o tych pierdolach tj wlanentynki ) wiedzial ze to wazne dla mnie, przeciez jemu nie mowialm tego od wczoraj tylko caly czas powtarzalam sie czego mi brakuje ... momentami czlowiek ma uczucie ze nie wie czego chce, czuje sie przytloczony codziennoscia ,ja nie umilam jej zmienic..... chcialam zeby bylo u nas inaczej ale tez nie wiedzialm co moge byliscie chociaz na terpai kochana ,ja wiem ze partnera bym na to nie wyciagnela, a czasami dobra jest taka pomoc bo co moga powiedziec znajomi ,co ci moga doradzic ? nie za wiele
Ja nie wiem do końca czy chce z nim być, może nie jestem jeszcze gotowa a może po prostu go nie kocham. On jest bardzo dobry dla mnie zawsze mogę na niego liczyć, mówi że będzie na m

napisał/a: maruda83 2010-10-12 15:15 Witam wszystkich, Jestem po ślubie ponad 2 lata... Szczerze mówiąc nie pamiętam co nas skłoniło do tej decyzji, po czasie odnoszę wrażenie, że chodziło o jakis kolejny etap w życiu a nie o "ukoronowanie" miłości... Dzieci nie mamy i raczej mieć nie będziemy... Relacje między nami nigdy nie były idealne ale jakoś to wszystko szło na przód... Wszystko popsuło się po ślubie. Doszły problemy finansowe, mój mąż ma własną firmę i niestety mam wrażenie, że zarządza nią "nie przeliczając czynów na zamiary" - w wyniku czego ma poważne problemy finansowe. Przez długi czas pożyczałam, dawałam mu większe pieniądze (jeśli je miałam), miał oddawać nie oddawał a ja tak naprawdę zapominałam... doszło do tego, że zapożyczyłam się u mojej mamy, srzedałam swoje mieszkanie żeby spłacić część naszych długów, wzięłam na siebie spora pożyczkę, wyczyściłam kartę kredytową.... bardzo chciałam pomóc ale nie wiem jak to wszystko się skończy... Wiem, że sama jestem sobie winna, mogłam powiedzieć nie, mogłam pomyśleć zanim cokolwiek zrobiłam ale sądziłam, że robię dobrze... W sumie nie rozmawiamy o tych sprawach, mój mąż twierdzi, że pamięta o pieniądzach ale przecież on nie zrobil tego specjalnie, i trzeba cierpliwie czekać... Tak naprawdę nie rozmawiamy praktycznie wogóle od dłuższego czasu, mijamy się, czułości, trzymania się za rekę itd już nie ma... Mam poczucie winy, że to wszystko przeze mnie, że to ja powinnam być tą ostoją w związku, że jeśli on ma zły czas to powinnam stać przy nim nie zależnie od wszystkiego... Ale nie umiem, nie umiem udawać że jest wszytko w porządku, nie umiem ciągle dostosowywać się do jego sytuacji, do jego problemów i jego położenia... czy ktoś się mnie zapytał jak ja sobie w tym wszystkim radzę? nie... Jestem już zmęczona tym wszystkim, nie widzę przyszłości dla naszego małżeństwa... Jak czytam to wszystko co napisałam to wydaje mi się to bardzo błahe, śmieszne itd ale ja naprawdę mam problem, jest on o wiele bardziej poważny i złozony tylko nie wiem jak to wszystko opisać... W sumie to chyba nawet nie czekam na jakikolwiek odzew... musiałam to poprostu napisać m83 napisał/a: Lika 2010-10-12 17:31 To zabrnęło już bardzo daleko.... rozumiem Cię że nie chcesz być ciągle dla niego ostoją bo dla każdego człowieka jest to zbyt duże obciążenie psychiczne. Podejrzewam też że miałaś inne oczekiwania co do niego jako mężczyzny i tzw. głowy rodziny. Czy on nadal ma tą firmę? czy zarabia? czy nadal popadacie w coraz większe długi? Dowiedz się o intercyzę, to nie oznacza braku miłości lecz zabezpieczenie dla Ciebie. Czy kiedykolwiek chciałabyś mieć z nim dziecko? napisał/a: maruda83 2010-10-12 19:49 Lika napisal(a):To zabrnęło już bardzo daleko.... rozumiem Cię że nie chcesz być ciągle dla niego ostoją bo dla każdego człowieka jest to zbyt duże obciążenie psychiczne. Podejrzewam też że miałaś inne oczekiwania co do niego jako mężczyzny i tzw. głowy rodziny. Czy on nadal ma tą firmę? czy zarabia? czy nadal popadacie w coraz większe długi? Dowiedz się o intercyzę, to nie oznacza braku miłości lecz zabezpieczenie dla Ciebie. Czy kiedykolwiek chciałabyś mieć z nim dziecko? Na szczęście na samym początku małżeństwa podpisaliśmy rozdzielność więc w świetle prawa ja jestem sobie a on sobie. Ja nie odpowiadam za jego długi, tylko niestety on ma moje pieniądze... dużo pieniędzy, które muszę jakoś odzyskać. Na samym początku imponowało mi to, że ma własny biznes, że jest człowiekiem zaradnym, ma ambicje, wie czego chce... tylko w pewnym momencie straciłam wyczucie tego co się dzieje, to wyglądało tak jakbym miała klapki na oczach i robiłam wszystko wg jego wizji, kupił dom - chociaż ja go nie chciałam - przeprowadziliśmy się, bo on nas dba, myśli o przyszłości, moje mieszkanko wynajeliśmy ale wszystkie pieniądze brał on... (miałam poczucie, że tak jest właściciwe, on płacił kredyt na dom więc to był mój wkład...) Długi rosną, stały dochód mam ja on jakoś kombinuje na boku... przeraża mnie brak poczucia bezpieczeństwa, brak stabilności finansowej i tego, że on zachowuje się tak jakby to był mój obowiązek dostosować się do tej całej sytuacji, nie widzi żadnego problemu w ani w naszym związku ani w naszych relacjach. Jakiś czas temu mieliśmy bardzo poważną rozmowę, po której chciałam odejść. Wyprowadziłam się na tydzień ale wróciłam, a kiedy chciałam żebyśmy usiedli i porozmawiali on stwierdził, że nie ma o czym rozmawiać, musimy się odciąć od tego co było grubą kreską i zacząć wszystko od nowa... ale czy tak się da? wiem, że nie... Coraz cześciej łapię się na myśli, że chciałabym mieć dziecko ale nie z nim, nie w tym związku, bo dziecko niczego nie załatwi, dla mnie nie jest lekarstwem na kryzys... Zastanawiam się czy mam prawo myśleć o odejściu, jeśli mój mąż nie pije, nie bije mnie, nie zdradza, ogólnie jest dobrym i lubianym człowiekiem... czy myśląc w ten sposób nie jestem egoistką? napisał/a: Lika 2010-10-12 22:24 maruda83 napisal(a):Tak naprawdę nie rozmawiamy praktycznie wogóle od dłuższego czasu, mijamy się, czułości, trzymania się za rekę itd już nie ma i to mnie nie dziwi bo sama piszesz że:maruda83 napisal(a):Na samym początku imponowało mi to, że ma własny biznes, że jest człowiekiem zaradnym, ma ambicje, wie czego chce. więc teraz naturalnie Ci tego brakuje.. aby był seks i czułości musi być też jakaś fascynacja drugą osobą a on zbyt dużo stracił w Twoich oczach...maruda83 napisal(a):tylko w pewnym momencie straciłam wyczucie tego co się dzieje, to wyglądało tak jakbym miała klapki na oczach i robiłam wszystko wg jego wizji, kupił dom - chociaż ja go nie chciałam - przeprowadziliśmy się, bo on nas dba, myśli o przyszłości, moje mieszkanko wynajeliśmy ale wszystkie pieniądze brał on... przyzwyczaiłaś go do tego i on teraz nie widzi w tym nic nie stosownego w dodatku nie poczuwa się do jakiejkolwiek odpowiedzialności za rodzinę, nie dziwię się w takim razie że dziecka mieć z nim nie chcesz. Nie rozumiem dlaczego Twój mąż nie może iść do jakiejś normalnej pracy i pracować dla kogoś ale za to mieć tą co miesięczną pensje...? czy on jest zadowolony z takiego stanu rzeczy? nie chce nic zmienić? [ Dodano: 2010-10-12, 22:34 ]maruda83 napisal(a):Wyprowadziłam się na tydzień ale wróciłam, a kiedy chciałam żebyśmy usiedli i porozmawiali on stwierdził, że nie ma o czym rozmawiać, musimy się odciąć od tego co było grubą kreską i zacząć wszystko od nowa... ale czy tak się da? wiem, że nie... i znowu to Ty wyciągnęłaś rękę... to on powinien błagać Cię o powrót do domu i obiecać że zajmie sie normalną pracą a nie kręceniem na boku... Jest o czym rozmawiać, o przyszłości... jak to odciąć się grubą kreską od tego co było skoro on nic w swoim zachowaniu nie zmienia...maruda83 napisal(a): nie widzi żadnego problemu w ani w naszym związku ani w naszych relacjach to też mnie martwi, musisz go uświadomić jak bardzo jesteś nieszczęśliwa że nie masz poczucia bezpieczeństwa...maruda83 napisal(a):Zastanawiam się czy mam prawo myśleć o odejściu, jeśli mój mąż nie pije, nie bije mnie, nie zdradza, ogólnie jest dobrym i lubianym człowiekiem... czy myśląc w ten sposób nie jestem egoistką? Masz prawo. Zdecydowanie. A to się nazywa zdrowy egoizm i należy taki mieć. Nie chcę Cie namawiać ani do rozstania ani do tkwienia w tym związku, nie potrafię też dać gotowej rady, ale czasem sama rozmowa pomaga napisał/a: maruda83 2010-10-13 09:20 Lika, masz rację, sama rozmowa bardzo dużo daje i przynosi ulgę, bo powoli zaczynam wątpić w siebie. O poczuciu bezpieczeństwa już z nim rozmawiałam, przyjął do wiadomości ale teoretycznie nic się nie zmieniło - tu potrzeba zaangażowania dwóch strona ani ja ani on jakoś się do tego nie palimy. Ja nie jestem w stanie obudzić w sobie żadnych uczuć... Nie umiem się już do niego przytulić, zresztą on też o to nie zabiega, a kiedy mnie niechcący dotknie to sztywnieje... to nie jest normalny odruch, nie chce czuć się w ten sposób ale to jest odruch bezwarunkowy. Sądzę, że o normalnej pracy nie ma mowy - bo jak już się przyzwyczaił do bycia na swoim to z tego nie zrezygnuje jedynie może myśleć o przebranżowieniu się... Ważnym elementem w jego życiu jest mama, która wydaje mi się jest tak jakby "sterem". To ona nauczyła go, że firma nie powinna się finansować swoimi pieniędzmi, przecież od tego są banki, sądzę, że to dzięki niej nie umie chłodno analizować i kalkulować, tylko liczy na coś co może ale wcale nie musi się wydarzyć. Parę razy próbowałam mu uzmysłowić pewne rzeczy ale on zawsze twierdzi, że to dzięki niej on jeszcze funkcjonuje. W tej trudnej sytuacji, w której się teraz znalazł to tylko mama jest dla niego wsparciem (nieważne że pożyczyłam mu i zapożyczyłam się, żeby pomóc...) Powiedział mi coś takiego, że "mogłabym mu okazać większe wsparcie psychiczne ale rozumie, że jak ja mam mu okazać to on tez musi..." i koniec tematu.... Myślę sobie, że może emocjonalnie nie dorosłam do takiego życia, do stania u boku męża w takich sytuacjach, bycia przykładną żoną... Że jestem za młoda, za głupia i może ogólnie jestem beznadziejna napisał/a: niceone 2010-10-13 11:41 Coz, Twoj maz przegina, chociaz zapewne tego nie widzi i nawet nie rozumie... Ty tez nie robisz wszystkiego prawidlowo nie do konca przemyslalas wszystkie warianty - bo sama napisalas ze na poczatku Ci sie podobalo wszystko - tu mi sie nasuwa pytanie czy przestalo Ci sie podobac jak jego firma zaczela generowac straty (i nie mam na mysli meterializmu z Twojej strony tylko niechec do zycia w strachu o przyszlosc rodziny) - czy moze uwazalas (jak niestety duza czesc kobiet) ze maz nagle po slubie dozna olsnienia i stanie sie idealnym mezem o jakim marzylas? bo chyba w obu kwestiach czujesz sie obecnie nieszczesliwa. Sadze ze robisz duzo trwajac przy nim tyle czasu - jednak ani pozyczanie mu kasy ani ucieczki z domu na tydzien nic nie zmienia. Wg. mnie jest jedno dobre rozwiazanie. Dawalas na wszystko przyzwolenie,wiec teraz czas pokazac ze masz cos do powiedzenia - rozmawiacie, tlumaczysz mu ze chcesz byc z nim na dobre i na zle (tak jak zobowiazuje przysiega) i teraz jest to "zle". Jednak on sie musi jakos postarac, zarzadaj (masz prawo) zeby powiedzial Ci jak stoi cala sytuacja, ile czasu jeszcze potrzebuje zeby sie odbic od dna (posplacac dlugi) i czy zdaje sobie sprawe ze jak sie ta sytuacja nie zmieni to moze Ciebie stracic bo obciaza Cie to psychicznie za bardzo i nie potrafisz tak zyc... Dajcie mu jakas gorna granice - jakis deadline po przekroczeniu ktorego musza wystapic widoczne zmiany na lepsze - badz on pojdzie do pracy... PS. za wszelka cene nie dopusc do sytuacji w ktorej on moze zrozumiec Twoje zazalenia jako - klopoty finansowe - nie ma kasy - wiec Ty sie wycofujesz - bo jak firma stala dobrze to nie mialas problemow. Musi miec pewnosc ze kasa nie jest sama w sobie przyczyna... napisał/a: maruda83 2010-10-13 12:22 niceone ja wiem jak wygląda jego sytuacja i wiem, że nie mogę żądąć od niego określenia się w czasie, to jest nierealne poprostu niemożliwe... relacje między nami psuły już dawno a kłopoty finansowe był tzw. "gwoździem do trumny", to przelało czarę goryczy... Ja wiem, że sama nie jestem w porządku, ale nasza sytuacja na początku była zupełnie inna. Przecież przez te wszystkie problemy finansowe można przejść razem, da sie temu jakoaś zaradzić ale jeśli jest to "coś", jest wzajemne wsparcie, porozumienie i zrozumienie. A w naszym związku nic z tego nie funkcjonuje... I to nie jest tak, że jak było dobrze ja byłam jak jest źle to uciekam... może wkońcu (nareszcie) przejarzałam na oczy? nie wiem jak mam to nazwać... I tak jak napisałaś, pewnie sądziłam, że po ślubie jakoś to będzie, że w jakiś cudowny sposób wszystko się zmieni, owszem zmieniło, tylko na gorsze... Wiem, że jak zmieknę, zacznę być przy nim, to z pozoru będzie dobrze, ale tak naprawde problem zostanie zamieciony po raz kolejny pod dywan... a ile razy można... jest jeszcze coś takiego, że moja psychika w jakiś sposób zapomina o tym co było, dostosowuje się do tego co jest a ja tego już nie chce... To wszystko jest tak pogmatwane, tak skomplikowane, że naprawdę nie wiem co mam robić... Czy kiedyś mi się to ułoży w jakąś całość... Chciałabym z nim usiąść i porozmawiać, już tak konkretnie ostatecznie ale on mam swoje poważne problemy i mam wyrzuty sumienia, że nie powinnam mu dodawać jeszcze tego... Teraz jak to czytam to czuje się jak tak sierotka marysia... straszne... napisał/a: Lika 2010-10-15 09:40 maruda83 coś już postanowiłaś? podjęłaś jakieś decycje? a może coś się zmieniło? napisał/a: maruda83 2010-10-15 11:23 Lika, ja nie wiem co mam robić... zadałaś bardzo dobre pytanie a ja niestety nie wiem... wiem tylko, że jeśli nic nie zrobię to nic się nie zmieni... Nie mam siły już dłużej czekać na "a może jednak..." i chciałabym w ten weekend, żebyśmy określili co robimy - albo w tą albo w tamtą... napisał/a: zagubiona23 2010-10-15 11:52 maruda83, masz prawo do Szczęścia, a z tego co piszesz nie czujesz się w ogóle kochaną i szczęśliwą u boku Twego męża. Jesteście "świeżo" po ślubie, a już nie ma takich fundamentalnych rzeczy jak rozmowa, wsparcie i zrozumienie. Nie wróży to nic dobrego.. Zaproponuj mu tę rozmowę mimo jego problemów zawodowych, bo jedno nie powinno tłumaczyć drugiego. Czasem trzeba pomyśleć o sobie w związku i to nie jest egoistyczne. Może w tej rozmowie zaznacz że czujesz się z tym wszystkim fatalnie, że brakuje Ci czułości, że z Twojego punktu widzenia dużo zmieniło się na gorsze, dodaj, że potrzebujesz czasu, aby zastanowić się nad Waszym związkiem. A chcesz ratować małżeństwo? Zależy Ci na Twoim mężu? napisał/a: maruda83 2010-10-15 12:09 Zagubiona23, myślę, że oboje bylibyśmy szczęśliwi osobno. To nie jest tak, że ja jestem idealna a on jest tym złym. Żadne z nas nie robi nic by było lepiej... i może już to właśnie o czymś świadczy. Jest mi przykro bo kiedyś myślałam, że to na zawsze a teraz juz tak nie jest... Wiem, że jedynym wyjściem jest szczera, poważna rozmowa - do takiej się zbieram... Ja nie widzę nas razem, mam wrażenie że miedzy nami jest jakiś gruby gruby mur, którego nie da się już obejść... napisał/a: Lika 2010-10-15 21:59 maruda83 napisal(a): wiem tylko, że jeśli nic nie zrobię to nic się nie zmieni dobrze powiedziane Też jestem za rozmową ale taką poważną może najlepiej uporządkuj to sobie i np. wypisz sobie najpierw co musiałoby się zmienić żebyś była z nim szczęśliwa? o ile to jeszcze jest możliwe abyście byli razem szczęśliwi za co mimo wszystko trzymam kciuki. W tym momęcie tkwicie w jakimś chorym punkcie i każdy z was udaje że jest w porządku, ale w głębi duszy wiecie że nie jest i nie tak powinien wyglądać związek. Ale czy chcesz trwać w tym punkcie do końca życia, które mamy przecież tylko jedno?

Wiek: 20. Odp: kocham go ale nie potrafię z nim być. Tak wiem , że jest dziwna a płacz zdecydowanie nie jest spowodowany tęsknotą.Zastanawiałam się nad przerwą i rozmawiałam o tym z chłopakiem ale on stwierdził ,że przecież wszystko jest w porządku i , że bardzo się stara żeby było mi jak najlepiej i tak jest.

Odpowiedzi Womie odpowiedział(a) o 14:25 wiem coś o tym.. powiedz mu po prostu prawdę, jeżeli powie ci wprost że podobasz mu się, to powiedz, że jest super itp, ale chciałabyś być dla niego tylko przyjaciółką i nic więcej, powinien zrozumieć, a jeżeli będzie do ciebie 'zarywał' cały czas to nic nie mów, nie odpowiadaj na jego teksty.. blocked odpowiedział(a) o 14:25 Bądź neutralna :) nie dawaj mu nadziei a kiedy zapyta Cie np o chodzenie, powiedz że wolałabyś zostać jego przyjaciółką jeżeli nie chcesz niczego więcej powiedzieć mu to wprost..albo coś wymyślić np. "nie jestem gotowa na taką miłość" xDi możesz mu zaoferować przyjaźń monima:) odpowiedział(a) o 14:32 porozmawiaj z nim szczerze . wiem że chłopacy boją się takich rozmów ale musisz być szczera :) o_o . ! odpowiedział(a) o 13:49 jeżeli to Two przyjaciel, to sprawa jest prosta powiedz mu to szczerze, albo np ;coś w stylu " miłość może się skończyć tak samo szybko, jak się zaczęła, a przyjaźń będzie trwać wiecznie, a ja nie chcę Cię stracić, bo jesteś dla mnie bardzo ważny, więc chcę być Twoją przyjaciółką "myślę że to pomoże, powodzenia :) blocked odpowiedział(a) o 14:15 powiedz mu że nie jesteś jeszcze gotowa na poważny związek i narazie wolisz go jako przyjaciela. Na początku może nie bedzie tak fajnie jak wcześniej ale po jakims czasie wsyztsko powinno wrócić do normy :)Bede wdzięczna jeśli ty też i pomożesz:[LINK] blocked odpowiedział(a) o 14:24 Podzejdź do niego kiedy będziecie sami i powiedz:,,słuchaj, jesteś bardzo fajny, miły ale ktoś inny mi wpadł w oko.. Nie obraź się bo jest dużo więcej dziewczyn ode mnie, a nie chcę cię 'stracić' więc bądźmy przyjaciółmi jeśli się zgodzisz" :) I powiedz mu jeszcze:,, Nie chcę ryzykować naszej przyjażni" blocked odpowiedział(a) o 14:33 Uważasz, że ktoś się myli? lub

\n\n \n \n nie wiem czy chce z nim być
W pewnym momencie Jagoda już sama nie wiedziała, czy chce z nim być. „Wiedziałam jedno: potrzebowałam tego, żebyśmy się widywali nieco częściej. Nie wiem, żeby dwa czy trzy razy w tygodniu, nawet późną nocą wpadł do mnie i po prostu zasnął obok.

Odpowiedzi Nie, to się nie uda. Dla mnie to żałosne (to tylko moje zdanie) Skad wiesz ze ma 12 lat ? widzialas go przez kamere gadalas przez telefon ? EKSPERTGranna. odpowiedział(a) o 11:07 Po co Ci ktoś, kto jest nierealny? W wolnym tłumaczeniu - nie spotkasz się z nim za szybko (chyba, że mieszkacie blisko), bo rodzice Ci na to nie pozwolą (a przynajmniej nie powinni)? Rozmawiać można zawsze, ale to nie oznacza zaraz związku. Niech na razie pozostanie przyjacielem, bo teraz jest dzieckiem jeszcze, zresztą tak samo, jak Ty. Macie jeszcze czas na związki. Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub

Ja go poprostu kocham, wiem ze to drań, ale życie juz niele dało mi w kośc, on byl inny od moich byłych. Gdyby mi na nim nie zależało bym kopneła go w tyłek, i zrównała z błotem, ale uczuc nie oszukam.Zerwał bo nie chce mnie skrzywdzic, nie chce żebym przez niego niecierpiała jak nie jest w 100% pewny z kim chce byc.

Najlepsza odpowiedź ever07 odpowiedział(a) o 17:40: Kochasz go, ale nie chcesz z nim być... Myślę, że to przez różnicę wieku. Czujesz, że jest dla Ciebie za dojrzały. Ne wiesz, czy wasz związek miałby szansę. Nie chcesz z nim być prawdopodobnie z tych powodów. Być może martwisz się też jak zareagują Twoi bliscy na wieść, że chodzisz z chłopakiem 5 lat starszym. Jeśli naprawdę go kochasz, powinnaś chcieć z nim być. Jesteś pewna swoich uczuć? Jeżeli tak, to nie przejmuj się tym, co powiedzą ludzie. Najważniejsze jest to, abyś Ty była z nim nadzieję, że pomogłam. Byłabym bardzo wdzięczna za naj, jeśli będziesz tak miła ;) Odpowiedzi Może dlatego że wstydzisz sie tego żę jest o tyle lat starszy ..:DJeżeli go kochasz to nie jestr on ci obojętny Porozmawiaj z nim Ale najpierw powiec ile masz lat Bo jeżeli on ma gdzieś 19 A ty dopiero 15 To trzymaj sie od niego zdala Bo takie związki długo nie przetrwają .. ;D Myślę że pomogłam i zapraszam do moich Pytań.;D : * Po pierwsze :Ty go nie kochasz ... Nie można kogos kochać i nie chcieć z nim być ... nawet jeżeli jest o tyle starszy ;/Jesteś poprostu nim zauroczona ;/ Uważasz, że ktoś się myli? lub
Poniżej przedstawiamy kilka wskazówek, jak radzić sobie z oznakami, że nasza partnerka nie chce z nami być. 1. Zachowaj spokój i zrównoważenie emocjonalne. Kiedy dowiadujemy się, że nasza partnerka nie chce kontynuować związku, możemy przeżywać wiele emocji, takich jak smutek, gniew czy złość. Dołączył: 2012-02-19 Miasto: Toruń Liczba postów: 1485 18 maja 2014, 15:01 Znam go tak naprawdę od dawien dawna na początku z widzenia,później pracowaliśmy razem przez pół roku,poznaliśmy się trochę, jego zwolnili bo pił i nie przychodził do pracy.,, D. jest alkoholikiem, już teraz nie pijącym ale alkoholikiem zostanie to końca życia., Kilka miesięcy temu wrócił z odwyku, i to wtedy się zaczęło, zaczął pisać co tam w pracy od kiedy pracowaliśmy razem miałam z nim bardzo dobry kontakt, wiec jest całkiem inny niż wszyscy, wiecie jacy są faceci,jak nikogo nie ma to przyjdą i pogadają, a jak już ktoś jest to popisówa na całego, a on nie,czy ktoś jest czy nie on zawsze zachowuję się tak naprawdę wspaniałym mężczyzną,kochanym,mądrym, miłym, opiekuńczym. W jego towarzystwie czuję się wspaniale. Siostra zna go lepiej niż ja i dużo mi o nim opowiadała,mówiła że swoje dziewczyny traktuje jak księżniczki, i ja to widzę chociażby po sobie, ale kilka lat temu zdarzyło się coś o czym nie mogę zapomnieć, przy każdym spotkaniu z nim to co się wtedy stało do mnie wraca, mój D. pod wpływem alkoholu spowodował wypadek, dziewczyna która z nim jechała nie przeżyła wypadku., , wszyscy mi mówią że mam się tym nie przejmować, że gdyby nie chciała z nim pojechać to by nie pojechała, ale ja nie potrafię. Przecież jej nie brać, Nie wiem co mam robić, boję się również jego alkoholizmu, zawsze powtarzałam sobie że nie chcę mieć nic wspólnego z alkoholem(mój ojciec jest alkoholikiem),naprawdę nie wiem co mam robić, z jednej strony wiem że nie znajdę już takiego wspaniałego faceta jak on a z drugiej jego przeszłość nie daję mi spokoju, co ja mam robić? Dołączył: 2013-08-19 Miasto: Warszawa Liczba postów: 517 18 maja 2014, 22:58 Fuffa napisał(a):Nie wiem, czy związałabym się z alkoholikiem- sporo się napatrzyłam w ośrodku odwykowym. W ciągu życia nauczyłam się jednego- (pewnie to zabrzmi okropnie, ale trudno)- każdy zasługuje na drugą szansę, ale niekoniecznie JA właśnie muszę ją dawać...Dokładnie. Nie jestem aż tak humanitarna i zbyt sobie cenię swoje zdrowie psychiczne na takie chyba też bym sobie odpuściła poważny związek z takim facetem. Dołączył: 2012-08-16 Miasto: Częstochowa Liczba postów: 4861 18 maja 2014, 23:56 ANULA51 napisał(a):nie sluchaj nikogo idz za glosem serca bo widze ze tu jest pelno dziewczyn co jadem pluje na chlopaka Tu nie chodzi o plucie jadem, ale sorry, facet zabił człowieka przez swoją głupotę, to nie jest błachostka o której można zapomnieć, ja bym zawsze miała w głowie że mój ukochany zniszczył komuś życie, czyli rodzinie dziewczyny Dołączył: 2008-03-05 Miasto: Annaja Liczba postów: 312 19 maja 2014, 02:28 Alkoholizm jest chorobą ,myślenie osób uzależnionych jest zaburzone, ci ludzie nie działają sie ile czasu nie pije,czy chodzi na mityngi AA ,czy należy do jakiejś wspólnoty ,wtedy jest mniejsza szansa ,że wróci do nałogu . W tej chorobie są nawroty .Republika emituje program 12-ty Krok poczytaj Byś moze to ,że zabił tę dziewczynę wstrząsnęło nim na tyle ,ze juz nie weżmie alkoholu do może . Edytowany przez JzBeata 19 maja 2014, 02:43 Dołączył: 2008-10-16 Miasto: Lodówka Liczba postów: 1726 19 maja 2014, 07:22 (Elza) napisał(a):Ludzie sięzmieniaja... w końcu jest po odwyku. Ja bym dała szansę... Ale JEDNĄ! ludzie sie NIE zmieniaja. Ludzie staraja sie panowac nad slabosciami ale e odpowiedniej sytuacji , w odpowiednim czasie zawsze wychodzi z nich praedziwy charakter. Dołączył: 2012-05-11 Miasto: Gliwice Liczba postów: 5431 19 maja 2014, 07:41 ''wiem że nie znajdę już takiego wspaniałego faceta jak on''litości dziewczyno ! Dołączył: 2013-04-05 Miasto: Zielona Góra Liczba postów: 1973 19 maja 2014, 08:17 A gdyby zamiast tej dziewczyny jechało z nim Wasze dziecko? Po alkoholu się nie prowadzi. Nie tylko pije, ale jeszcze jest nieodpowiedzialny. Masz w domu już jednego alkoholika. Wiesz jak to wygląda. I musisz pamiętać, że ludzie sie nie zmieniają dla kogoś, tylko dla siebie. Zmieni się, jeśli do tej pory, pod Twoim wpływem tego nie zrobił? Jakie będziesz miała życie Ty i Wasze dzieci, jeśli się nie uda i On nie będzie chciał przestać? Chcesz ryzykować Swoje życie? Jedyne życie? Bereniczkaa 19 maja 2014, 09:36 alkoholizm to choroba.... w której często zdarzają się alkoholików, którzy szli na odwyk i spędzali na trzeźwo kilka lat, zakładali rodziny, tylko po to, żeby po kilku latach zapić się na jednak potwierdza się w Twoim przypadku, że dziewczyny lgną do takich mężczyzn, jakimi byli ich ojcowie. błagam, zostaw go.. nie niszcz sobie życia. zasługujesz na spokój u boku kogoś, kto nie jest alkoholikiem. meryZpakamery 19 maja 2014, 09:57 Hasło klucz : twój tata ma problemy z się idealnie w schemat osoby współuzależnionej, która podświadomie dąży do związku z uzależnioną osobą!Rzuć chłopaka, nawet z nim nie zaczynaj, bo powielisz schemat z domu!A potem zapisz się na terapię dla DDA. Pomoże Ci zrozumieć, dlaczego podjęłaś najlepszą decyzję w życiu i nie związałaś się z tym gościem. Chrzań zdanie innych, to jest Twoje życie, Twoja przyszłość - nie ich! Alkoholik - to krzyż na całe życie. Masz siłę go nosić?? I gość będzie najcudowniejszym księciem z bajki...aż znowu zacznie pić. Potem będzie "płacz wódki" i kajanie się. Potem odwyk. Potem znowu książę z bajki...i tak w koło. Zero stabilizacji. Zero pewności, że nie zacznie pić. Zero normalnego życia. Nie daj się w to wmanewrować!! Szkoda życia. Dołączył: 2008-03-11 Miasto: Kraków Liczba postów: 2023 19 maja 2014, 10:22 To mniej ważne czy on się zmieni czy nie. Ale jako córka alkoholika w żadnym wypadku nie powinnaś się wiązać z kolejnym alkoholikiem, pijący czy nie- to bez różnicy. Nikt nie jest w stanie Ci zagwarantować, że on kiedyś znowu nie sięgnie po alkohol. Bardzo możliwe, że nie poradzisz sobie gdyby Twój partner znów zaczął pić. Myślę, że wykazujesz dużo cech DDA. Najlepiej przepracuj z jakimś dobrym psychologiem czy terapeutą zajmującym się tym tematem swoje relacje z ojcem. To nie prawda, że nigdy już nie spotkasz takiego faceta. Wspaniałych mężczyzn jest wbrew pozorom całkiem sporo:). Dołączył: 2013-01-07 Miasto: Gdańsk Liczba postów: 63 19 maja 2014, 10:45 Psychologia mówi tak, że kobiety wybierając sobie partnera, często, ale nie zawsze wybierają podobnego do swojego ojca, i teraz Ty zastanów się jaką masz pewność, że nie będziesz miała w przyszłości "powtórki z rozrywki" bardzo nie przyjemnej. Są osoby, które naprawdę z alkoholu się wyleczyły, ale mimo wszystko są alkoholikami dalej. Zastanów się, czego chcesz od życia ? czy wiążąc się z Tym człowiekiem, spełnisz się poprzez pomaganie mu w walce z alkoholem ? może gdzieś głęboko w Tobie są wyrzuty, że Twój ojciec pił przez Ciebie, że mogłabyś mu pomóc etc (to wszystko tylko domniemania) i teraz chcesz związać się z nim, ze świadomością, że po odwyku jest jeszcze dużo pracy przed nim. A ten obraz, który do Ciebie wraca, to trauma, będziesz już ją miała zawsze, uwierz mi. Nie chcesz być dziewczyną wolną, od tych złych myśli ? Chcesz, dlatego nie wiąż się z nim, znajdziesz sobie takiego. Psychologia znowu mówi, że i tak zrobisz co chcesz, chyba że forum internetowe będzie miało, na Ciebie wpływ. Ale zobacz jak dużo osób się odezwało, i pomyśl bardzo rozsądnie, myśl głową nie sercem, bo będziesz nieszczęśliwa.
Razem czy osobno. sobota, 23.04.2016. Była smutna. Chyba płakała przez całą noc, i to nie tylko z powodu niewoli. – Wiesz jak to jest – odezwałam się po chwili. – Ludzie przyciągają się wzajemnie dlatego, że są tacy sami. Pozornie mogą być różni, ale w głębi duszy są tacy sami. Jeśli ona ma problemy, to znaczy, że on
Gosiaaak200 Dołączył: 2019-11-17 Miasto: łódź Liczba postów: 217 3 lutego 2021, 12:01 Usunąć Edytowany przez Gosiaaak200 5 lutego 2021, 07:26 Dołączył: 2017-07-22 Miasto: Zielona Góra Liczba postów: 6667 3 lutego 2021, 15:10 Jak Cię wkurza, że on korzysta z rzeczy, które "kupiła Twoja rodzina", to daj Ty temu biednemu chłopakowi spokój... Sama nie wydałaś na to ani złotówki i jeszcze robisz mu jazdy, że facet używa tego czy tamtego. Niedługo pożrecie się o to, kto ile kupił bułek z Biedry, a ile zjadł... To normalny, fajny związek dwojga kochających się ludzi, czy jakiś wyrachowany układ? Albo zacznijcie żyć CAŁKOWICIE na własny rachunek, albo uwolnij chłopa od siebie, bo jeszcze trochę i biedak skończy w Tworkach. Dołączył: 2018-04-14 Miasto: Wrocław Liczba postów: 8385 3 lutego 2021, 15:15 Jak Cię wkurza, że on korzysta z rzeczy, które "kupiła Twoja rodzina", to daj Ty temu biednemu chłopakowi spokój... Sama nie wydałaś na to ani złotówki i jeszcze robisz mu jazdy, że facet używa tego czy tamtego. Niedługo pożrecie się o to, kto ile kupił bułek z Biedry, a ile zjadł... To normalny, fajny związek dwojga kochających się ludzi, czy jakiś wyrachowany układ? Albo zacznijcie żyć CAŁKOWICIE na własny rachunek, albo uwolnij chłopa od siebie, bo jeszcze trochę i biedak skończy w Tworkach. To już akurat było :D Pamiętny temat o tym jak Gosia kupuje sobie orzechy a on bezczelnie jej je wyżera :D :D :D To nie jest związek. To wspólokatorstwo i rozliczanie się z każdego grosza i każdej rzeczy w lodówce. Aż by się chciało lodówkę podzielić na półki ta jest moja a ta Twoja... Tak się nie zachowują osoby w sobie zakochane. Dołączył: 2009-04-25 Miasto: Leeds Liczba postów: 9204 3 lutego 2021, 15:22 Ile razy jeszcze bedziesz pytac o to samo? Wez daj chlopu spokoj i dorosnij w koncu. DzulieT 3 lutego 2021, 15:42 paola1328 napisał(a):Ale ze dostajesz od mamy pierogi i siadasz i zjadasz, a on nie moze, bo nie sa jego? O to chodzi? Wspolczuje mu. Haha to musi być trol 🤣🤣🤣 Liandra 3 lutego 2021, 16:02 Że ten facet jeszcze siedzi w takim układzie? Jakiś desperat, tak mu zależy na chałupie i seksie, żeby znosić rozliczania z jedzenia które jest twoje, a które tylko moje bo od mojej mamusi..? A po co ty z nim siedzisz skoro nie masz potrzeby dzielenia się z nim wszystkim, tylko denerwuje cię, że coś zjadł czego sam sobie nie kupił? Rodzice mają was utrzymywać i karmić jak 15letnie dzieci? Jego mają po prostu normalne podejście do dorosłego i samodzielnego syna, a twoi kwokują ci bo może zdają sobie sprawę, że masz problem nawet z prostym gotowaniem ? Dołączył: 2019-04-03 Miasto: Glasgow Liczba postów: 1636 3 lutego 2021, 16:26 Serio czepiasz się biednego faceta że jego rodzina nie kupuje Wam bułek i garnków? 🤦‍♀️ Co Ty jeszcze wymyślisz? Dołączył: 2007-02-06 Miasto: Liczba postów: 10562 3 lutego 2021, 17:01 DzulieT napisał(a):paola1328 napisał(a):Ale ze dostajesz od mamy pierogi i siadasz i zjadasz, a on nie moze, bo nie sa jego? O to chodzi? Wspolczuje mu. Haha to musi być trol ??? hahahahaha, chyba nie moze byc inaczej, hahahah, podjadanie po cichaczu jedzonka od mamy , tego jeszcze nie bylo🤪 IfYouWereThereBeware 3 lutego 2021, 17:16 Gosiaaak200 napisał(a):Mieszkam z moim facetem pol roku. Mieszkanie wynajmujemy dzięki mojemu wujkowi który nam wynająłbardzo tanio. Płacimy na pol . Moja rodzina nam pomaga kupuje jedzenie cZesto , jakieś przybory kuchenne . Jego rodzina nie kupiła nigdy nic zupełnie. On mało co sam kupi z siebie , trzeba mu powiedzieć . No ale jak mu powiem zawsze kupi . Ogólnie średnio się dogadujemy chwilami , dużo rzeczy mi przeszkadza . Wkurza mnie ze jego rodzina nic nam nie pomaga a moja robi wszystko a on z tego korzysta .wkurza mnie jego ciekawość jak dostanę coś od mamy do jedzenia czy coś on ciagle jest zaintersowany co to i często mi to zjada . Nie wiem czy dalej tkwić w tym związku. Proszę o pomoc Myślę, że dzieci nie powinny bawic sie w związki. Dołączył: 2020-11-13 Miasto: Kiedyś Liczba postów: 641 3 lutego 2021, 17:37 O Chryste Panie 🤷‍♀️ dej se spokój dziewczyno, tak jak większość dziewczyn tu napisała, to brzmi bardziej jak bycie współlokatorami niż związek. Co to znaczy że nigdy nic nie kupuje tylko trzeba mu powiedzieć? Może zna się na prowadzeniu domu tak samo dobrze jak Ty na kuchni... Co do rodziny która wspomaga, to trochę mi brakuje słów szczerze mówiąc... Jeżeli wkurzają Cię takie "problemy", to strach pomyśleć co będzie potem.... Dołączył: 2010-03-13 Miasto: Warszawa Liczba postów: 5191 3 lutego 2021, 18:20 Strasznie stawiasz na Wasze rodziny, to ze ktos Wam cos kupuje to tylko przysluga. Nie mozess go o to obwiniać nie uwazasz?
Posty: 253. Wiek: 35. Odp: Zdradził, ma dziecko, teraz chce wrócić. Trudna decyzja przed Toba.Musisz uwzglednic to ze jesli wrocicie do siebie to jego i ja zawsze cos bedzie laczyc czyli dziecko.Sam nie wiem co Ci doradzic.Musisz wszystko przemyslec.

50 uniwersalnych zasad relacji damsko-męskich, o których powinien wiedzieć każdy mężczyzna!Dziewczyna nie wie czego chce oraz cały czas zmienia zdanie. Jednego dnia chcę się spotkać, drugiego już nie. Chce ze mną być, ale nie jest gotowa na związek. Cały czas ma jakieś wątpliwości. Co to oznacza? Czy to tylko jej niezdecydowanie?Niestety, ale nie!Jeżeli dziewczyna nie wie czego chce, to oznacza ŻE CZEGOŚ NIE odnosi się to do wielu rzeczy:dziewczyna nie wie czy chce się spotkaćdziewczyna nie wie czy chce związkuOczywiście w takich sytuacjach kobieta będzie Ci mówić, że jest bardzo chętna i w ogóle, ale…Zawsze musi być jakaś wymówka! Dziewczyna nie chce się już spotkać – historia Ci historieMiałem znajomego na studiach, który spotykał się z pewną ze sobą przez pewien czas. Jednak nie wiadomo dlaczego, w pewnym momencie, dziewczyna zaczęła go olewać i w ogóle się do niego nie odzywała. Chłopak kompletnie nie wiedział co się dzieje – postanowił z nią poważnie co dziewczyna mu wtedy powiedziała:Kocham Cię bardzo mocno, ale nie mogę z Tobą być! Chciałabym być z Tobą ale nie mogę!Koleś miał poważny problem. Kompletnie jej nie rozumiał – „kocha mnie, ale nie może ze mną być”?Jeszcze bardziej się starał i próbował ją zdobyć, a ona coraz bardziej go oszukiwała i wodziła za była niesamowicie kochającą kobietą, a raz wredną i bezinteresowną nie udało mu się stworzyć z nią od samego początku nie była nim zainteresowana. Cały czas robiła mu nadzieje i wykorzystywała go do swoich celów. Chłopak sporo się nacierpiał i stracił wiele dziewczyna nie wie czego chce?Odpowiedź jest bardzo prosta:Niezdecydowana dziewczyna to niezainteresowana sobie to do głowy! Nic to nie usprawiedliwia – zachowanie kobiety zawsze pokazuje jej prawdziwą chce przerwy w związku – co to oznacza?Wahania jej zachowania są idealnym tego przykładem:jeżeli dziewczyna mówi, że Cię kocha a potem nie wie czego chcejeżeli dziewczyna chce się spotkać, a potem spotkanie odwołujejeżeli dziewczyna jednego dnia pisze do Ciebie cały czas, a później przez cały tydzień milczy i Cię olewaTo znaczy że nie jest zainteresowana i będzie Cię okłamywać!Jeżeli dziewczyna nie wie czego chce, to znaczy że CZEGOŚ NIE wierz w żadne słowa kobiety. To bezsensowne i naiwne. Powiedzieć można wszystko – gorzej jest z realizacją. Zawsze przyglądaj się czynom rzeczywistości niech mówią czyny, a nie słowa!Dla prawdziwie zaangażowanej kobiety nie ma rzeczy niemożliwychSam o tym doskonale wiem. Moja kobieta też przed związkiem miała wiele problemów i mogła sobie mnie mimo wielu przeciwności, tego nie zrobiła. Chciała ze mną być, dlatego też nic ją nie powstrzymało!Miała wiele powodów odwołania naszych to, spotykała się ze mną i nigdy nie miała wątpliwości co do naszej zainteresowana dziewczyna:będzie z Tobą w związku nawet jakby zabraniał jej to cały światdołoży wszelkich starań żeby się z Tobą spotkaćnigdy nie będzie miała wątpliwości co do Ciebienie poda Ci żadnych wymówekNiezainteresowana kobieta może Ci tylko mówić jak bardzo Cię pragnie i chce z Tobą być. Jeżeli jej czyny tego nie odzwierciedlają, to znaczy że tak jest, że kobieta wiele gada i obiecuje, a nic nie robi. Znam pewne bardzo adekwatne powiedzenie:Krowa, która dużo ryczy, mało mleka jednak kobiety tak robią?Zapewne zapytasz – dlaczego po prostu kobieta nie powie wprost: NIE INTERESUJESZ to pytanie najczęściej padają dwie odpowiedzi:Dziewczyna nie chce być bezpośredniaDziewczyna chcę Cie wykorzystać1: Kobiety nie są bezpośrednie, dlatego też przez takie zachowanie daje Ci znać, że jest niezainteresowana. Dziewczyna po prostu może się bać Twojej reakcji oraz czeka aż się Dziewczyna nie jest Tobą zainteresowana, ale jest jej wygodnie. Podoba się jej Twoja adoracja oraz jest jej miło słyszeć ciągłe komplementy i miłe słówka. Karmisz ją swoją uwagą, a ona tego nie chce tego powodu, kobiety bardzo często są w związkach z facetami, których tak naprawdę nie kochają! Lepiej dla nich być z kimś, niż być stosunków dziewczyny z facetem niesie za sobą wiele plusów:faceci cały czas zabierają ją w różne miejsca i za nią płacąfaceci cały czas je komplementująfaceci robią im cały czas prezentykobieta ma czym się chwalić swoim koleżankomdzięki obecności jakiegokolwiek chłopaka, w jej życiu coś się dziejeDlatego też, potem wychodzą takie kwiatki. Dziewczyna nie wie czego chce i zaczyna kombinować po to, aby Cię nie ona nie chce Twojego dobra… Ona chcę Cię wykorzystać!Brzmi to brutalnie, ale taka jest każda kobieta taka jest, ale bywają też takie przypadki. Nie jest też do końca wina samej dziewczyny. To po prostu wynik chłodnej kalkulacji – kobiety bardzo często nie zdają sobie sprawy jak bardzo ranią tym zachowanie kobietyTego wszystkiego można uniknąć! Wątpliwości oraz wahania kobiety są wynikiem jej niskiego poziomu dziewczyna nie wie czego chce, to znaczy że nie jest zainteresowanaDlatego tak bardzo ważne jest to, aby cały czas obserwować zainteresowanie kobiety. Jeżeli tego nie będziemy robić, narażamy się na ogromne w ogóle nie zwracają na to uwagi oraz prowadzą bezmyślnie prowadzą przychodzi jednak moment kryzysu i każdy się pyta:Co zrobiłem nie tak?Nie potrzeba zrobić wielu błędów żeby zniszczyć sobie relację. Wystarczy tylko bezczynność i niewiedza!Bądź na bieżąco!Nie pozwól aby taka sytuacja dopadła też Ciebie!Śledź moją stronę oraz cały czas ucz się relacji otrzymywać na bieżąco więcej wartościowych treści na temat randek, kobiet i związków?Dołącz do męskiego grona oraz darmowy raport PDF, tak na dobry początek!Dowiedz się jak zdobyć wartościową dziewczynę do związku, uniknąć odrzucenia oraz skutecznie poprowadzić relację do romantycznego 170 stron praktycznej wiedzy o poznawaniu kobiet, zagadywaniu, randkowaniu i relacjach damsko-męskich, które pomogą Ci zdobyć wartościową dziewczynę do również: 7 thoughts on “Dziewczyna nie wie czego chce – co to oznacza?”Witam spotykałem się z dziewczyną od 7 miesięcy . Na samym początku ona była po rozstaniu z innym facetem ,więc relacja była dosyć różna . Jednak przez cały ten okres nigdy nie słyszałem z jej słów żadnych deklaracji. Często miałem wrażenie że jestem w tym związku wykorzystywany , za wszystko płaciłem za wyjazdy, restauracje wyjście do kina , ubrania, prezenty itd. Ona wychodziła z założenia że to normalne że facet płaci za wszystko. Gdy byliśmy teraz wspólnie na wakacjach w Hiszpanii za które ja oczywiście zapłaciłem powiedziałem jej że już nie chcę się tak dalej spotykać i albo w końcu razem zamieszkamy i zaczniemy coś wspólnie planować albo chcę się rozstać i nie chcę żebyś mi zabierała czas. Obiecała że się zastanowi i po wakacjach podejmie decyzję. Po wakacjach i powiedziała że możemy się dalej spotykać ale ona nie jest gotowa na wspólne mieszkanie, więc się rozstaliśmy. Zaczyna do mnie docierać że ona mnie nigdy nie kochała bo jak by kochała to by zrobiła wszystko żeby być ze mną. Ale z racji tego że razem pracujemy mam wrażenie że będzie chciała mnie z powrotem wciągnąć w tą relację i dalej mnie wykorzystywać. Pytanie co mam teraz robić i jak to wszystko traktować?Skoro miałeś wobec niej takie przeczucia, to rzeczywiście coś musiało być na rzeczy. Przeczytaj koniecznie mój artykuł „Jak poznać że jej zależy, 5 oznak prawdziwego zainteresowania” oraz sprawdź czy ona spełniała te warunki. Zakładam, że pewnie nie spełniała żadnego i nie przejawiała żadnych oznak zainteresowania. Tak się niestety bardzo często zdarza. Kobiety wchodzą w związek, bo to dla nich fajne i lepiej być z kimkolwiek niż z nikim. Fajne jest… Ale nie dla Ciebie! Przeczytaj sobie również artykuł: „Związek bez przyszłości – 5 powodów, dla których kobiety tkwią z mężczyznami w związku”. Odpowiadając na Twoje pytanie: nie próbuj wrócić do tej relacji, bo znowu będziesz cierpiał i doskonale o tym wiesz. Ona się nie zmieni. W pracy natomiast normalnie ją traktuj, jak każdego innego współpracownika. No chyba że nie możesz wytrzymać – to wtedy jej unikaj lub po prostu zmień dodatku wysłała mi swoje zdjecie oczywiscie przerobione było ze zamiast okularów miała serduszka i na dłoni uniesionej tez serduszko co to moze znaczyćWitam, odpisała na moje ogłoszenie pewna dziewczyna i napisała z góry, że ma dziecko i, że chciałaby mnie poznać popisać szuka przyjaciela z tego dłuższego pisania jakie było dała mi swój numer telefonu sama od siebie zaczęliśmy pisać oczywiście na te SMS napiała mi, że ma 39 lat ja oczywiście mam 33 i zaczęła zadawać mi dużo pytań na temat mojego życia osobistego gdzie sama o sobie nie chciała za bardzo pisać i po dłuższym pisaniu zaczęła pisać ze mną na poważniejsze tematy jak, jak np. wspólny wyjazd czy nawet o dzieciach z początku było widać, że dziewczyna jest sobą izę niby nie udaje, ale po takim pisaniu stwierdziłem, że czas się spotkać ona za bardzo nie chciała, ale się spotkaliśmy jak to ujęła chciała mi utrzeć nosa za to, że ciągle pisałem, że się i tak nie spotkamy to jej napisałem ze sama tego nie chcesz i co się okazało mieszkamy w tym samym mieście dopiero na spotkaniu dowiedziałem się, że jest rozwódka od prawie 2 miesięcy i po spotkaniu które trwało może godzinę na spotkanie oczywiście przyjechałem rowerem powiedziała mi, że kupi mi lampki do reworu rozstaliśmy się normalnie po przyjacielsku, a że małe to nasze miasto to napisała mi to, że nie chciałaby być na jezykach innych i, że nie chce czuć się jak by skakała z kwiatka na kwiatek i z czasem zrobił się problem jak jej powiedziałem gdzie chodziłem do szkoły stwierdziła, że mogła mnie uczyć tylko, że ja jestem pewny na 100% ze mnie nie uczyła, bo 2005 roku kończyłem szkołe, a ona w tym samym czasie zaczęła prace i wszystko się obróciło o 360 stopni zaczęła pisać, że jest jej głupio, że niepotrzebnie tak ze mną otwarcie wcześniej pisała, że głupio się z tym czuje, bo tak to wygląda jak by flirtowała z uczniem tylko jeżeli tak się czuje to nie rozumiem czemu wciąż ze mną pisze i po co gdzie nie napisała, że jestem jej obojętny tylko sama jeszcze tak do końca nie wie czego chce nie wiem jak mam to rozumieć co robić czy dąs sobie z nią spokój? Proszę o jakąś poradę wiem, że to trochę zakręcone, ale starałem się to trochę tego co mi piszesz, nie wygląda to zbyt kolorowo. Istnieje bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że kobieta mając to dziecko, ma duże ciśnienie na jakiegoś faceta i szybki związek. To bardzo zły zwiastun. Jej zachowanie też pozostawia wiele do życzenia. Generalnie, według mnie, sytuacja bardzo ryzykowna. Musisz bardzo uważać w tej relacji. Ja bym raczej dał sobie z nią spokój. Jeżeli jednak, bardzo chcesz spróbować „chleba z tego pieca”, trzymaj się bardzo mocno moich porad ze strony oraz przede wszystkim moich książek. Jak już wcześniej napisałem, strasznie mi to wszystko się z pewną dziewczyną (spotkaliśmy się 5 razy w między czasie rozmawiając przez telefon lub pisząc sms – nie tylko ja inicjowałem kontakt). Nie ukrywam że mimo takiej małej ilości spotkań bardzo mi się spodobała (jesteśmy dorosłymi ludźmi 26 lat). Powiedziała że ona nie wie co o nas myśleć, po prostu nie wie czy coś z tego będzie, jednocześnie cały czas zgadza się na spotkania. Jeśli gdzieś wychodzimy to upiera się płacić za siebie, wieć raczej nie chce mnie wykorzystać na kasę ale jednocześnie czuje jakby coś było nie tak, czy to jak ona się zachowuje oznacza że tylko szuka kolegi żeby raz od czasu gdzieś wyjść czy może tylko się bawi?Hej,Czy ona mówi, że nie wie co o tym myśleć w odpowiedzi na Twoje pytania czy może jest to jej inicjatywa? Czy doszło między Wami do pocałunku w usta? Czy całujecie się?Pozdrawiam Artur WitośLeave a Reply

Z doświadczenia wiem, że jesli chłopak nie chce się zdeklarować, tzn.oficjalnie nie chce wejść w związek, funkcjonowac jako ''zajety' ale pomimo tego pragnie sie spotykać i nie są to bynajmniej spotkania platoniczne, to oznacza w 99%, że jesteś ok bo akutat nikogo innego na horyzoncie nie ma.

Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2013-11-11 11:53:33 zuuzka20 Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-11-11 Posty: 50 Temat: Nie wiem czy chce z nim byćJestem z chłopakiem od 2 lat, jest ode mnie sporo starszy - 6 lat. Jest dla mnie bardzo dobry, wiem, że uchyliłby mi nieba , robi wszystko żeby było mi dobrze , stara się ... Ale od pewnego czasu ja po porstu nie wiem czy chce z nim być... Czuje , że ucieka mi przy nim młodość , na dodatek on jest spokojny a ja nie , wydaje mi się, że potrzebuje czegoś innego.. On ma juz 26 lat powinien myslec o rodzinie itp a ja chce jeszcze się wyszaleć... Ale z drugiej strony jest mi z nim dobrze i płakać mi się chce na myśl , że mogłabym nie być z nim... Jeszcze dochodzi wątek, że zastanawiam się czy 6 lat to nie za duża różnica wieku... Proszę poradzcie mi co mam zrobić, napiszcie jak to widzicie obiektywnie , bo moje przyjaciołki radzą mi być z nim ale one patrzą na to subiektywnie a chciałabym porady kogoś kto nas nie zna... Dziękiuję z góry za wszystkie odpowiedzi ;* 2 Odpowiedź przez rosalinda08 2013-11-11 12:13:11 rosalinda08 Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-08-11 Posty: 893 Odp: Nie wiem czy chce z nim byćWitaj Zacznę od tego, że 6 lat różnicy to niewiele w Waszym jednak, że Ty chcesz poszaleć, pobawić się i masz do tego pełne prawo. Pytanie tylko czy On ma podobne podejście, a może np jest domatorem. Z tego może powstać Ci , że powinnaś z NIm porozmawiać szczerze i opowiedzieć Mu o Twoich obawach w bardzo delikatny sposób. Skoro zastanawiasz się czy z Nim być to nie do końca tego chcesz, nic dobrego to pytanie nie wróży. Żal chłopaka , żeby Mu czas zabierać. Także porozmawiaj . No i zobaczysz jaka będzie reakcja. Ostatnio sama poznałam chłopaka , który wiem , że jest dobrym wartościowym człowiekiem, niby 5 lat starszy ode mnie, ale typowy domator, On nie chce ani na imprezkę raz na jakiś czas, ani na wesele nigdzie. Rozczarowało mnie to i powiedziałam Mu o wszystkim co na ten temat myślę , oczywiście delikatnie i zrozumiał , spoko, ale wiesz gdyby Mu zależało poszedłby na kompromis. A tak , pokazał swój upór. No, ale rozmawiać trzeba i tyle. Z facetami to widzisz moja Droga niełatwa sprawa To poważny wybór i nie można ani siebie ani kogoś unieszczęśliwić . A co zrobisz jeśli za 2-3 lata poznasz kogoś w kim się naprawdę zakochasz? skrzywdzisz tego chłopaka? zostawisz? Lepiej poczekaj na partnera , który będzie do Ciebie pasował. Zastanawia mnie jeszcze czy ta wątpliwość pojawiła się niedawno czy od początku związku, bo jednak jesteś z Nim od 2 lat, to całkiem sporo. No jednak musiały być powody, dla których chciałaś z Nim być. Poukładaj sobie wszystko na spokojnie. Nie możesz być nieszczęśliwa. 3 Odpowiedź przez zuuzka20 2013-11-11 12:22:33 zuuzka20 Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-11-11 Posty: 50 Odp: Nie wiem czy chce z nim byćNo właśnie w tym problem, że on jest bardziej domatorem niż imprezowiczem , a ja raczej na odwrót... Ale potrafi iść na kompromis i pójść ze mną na tą imprezę , ale to zdarza się bardzo rzadko, przez jego pracę, bo to musi rano wstać, to ma nockę itp.. Wiem, że to nie jego wina, ale ja przez to nie czuję się szczęśliwa w tym związku... Ta wątpliwość pojawiała się już wcześniej ,ale tak szybko jak przychodziła tak szybko odchodziła, bo jednak jak mówię potrafił pójść na kompromis, jednak nie wiem czy mi to wystarczy , chciałabym żeby sam z siebie chciał zaszaleć , a nie szedł bo ja chce... Na prawdę to kochany chłopak i właśnie dlatego boję się go zranić... I tak jak mówisz "zabierać mu czas" , bo nie wiem co będzie za 2 lata... Tym bardziej, że on miał już dziewczynę , z którą był 5 lat i też z nim skończyła , bo "była z nim tlyko dlatego, że był dla niej dobry ale uczucie wygasło"... U mnie jest chyba podobnie ... Nie wiem już co robić, on teraz wyjechał , ale jak wróci to porozmawiam z nim.. Dziękuję za odp 4 Odpowiedź przez rosalinda08 2013-11-11 12:35:45 rosalinda08 Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-08-11 Posty: 893 Odp: Nie wiem czy chce z nim byćDziewczyno rozumiem Cię doskonale. Choćby dlatego, że ja ostatnio miałam okazję z kimś być , ale wiem, że to by nie miało szans z identycznych niemalże powodów jak w Twojej sytuacji, miałam dylematy, nie powiem. Ale dobrze zrobiłam. Słuchaj super, że jest dobry, ale nie możesz być z Nim , z litości ... czy z tego powodu że jest dobry. Przy odrobinie szczęścia można spotkać i dobrego i trochę towarzyskiego bardziej Spokojny nie oznacza nudny ale jeśli jest za spokojny, zero inicjatywy, sama wiesz jak się czujesz z tym. Tamta dziewczyna za długo to ciągnęła - 5 lat. Przecież takie rzeczy można szybciej ocenić i coś z nimi zrobić, także myślę, że nie popełnisz tego błędu. Poza tym jesteś młoda i naprawdę musisz myśleć o sobie, to Tobie ma być dobrze z facetem a nie jakieś namawiania itd. To i tak dobrze, że czasem chodził na kompromis, ale wiesz no jesteście trochę z 2 światów, macie różne potrzeby. Ja myślę, że jak Mu to powiesz , zrozumie i sytuacja się ułoży A nie zranisz Go JESZCZE, bo przecież szczerze powiesz, nie oszukałaś Go, nie spotykasz z nikim na boku, po prostu dzielisz się obserwacjami, uczuciami. Powodzenia:). 5 Odpowiedź przez zuuzka20 2013-11-11 12:38:14 zuuzka20 Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-11-11 Posty: 50 Odp: Nie wiem czy chce z nim byćWłaśnie myślę podobnie jak Ty ale jak teraz pomyslalam już tak na poważnie że jak wróci to z nim skończe to mi się strasznie źle i smutno zrobiło, bo czuję coś do niego :( Nie wiem czy to po prostu może przywiązanie , czy boję się samotności?.. cholera to takie trudne .. wolałabym żeby to on ze mną zerwał wtedy przynajmiej byłabym pewna, że nie będę żałować 6 Odpowiedź przez rosalinda08 2013-11-11 13:15:46 rosalinda08 Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-08-11 Posty: 893 Odp: Nie wiem czy chce z nim byćWspółczuję Ci. Domyślam się jakie to musi być dla Ciebie trudne. W każdym razie rozmowa jest konieczna wg mnie. 7 Odpowiedź przez zuuzka20 2013-11-11 20:09:05 zuuzka20 Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-11-11 Posty: 50 Odp: Nie wiem czy chce z nim byćA tak odbiegając trochę od temat , czy różnica 6 lat jest według Was duża? ja 20 on 26.. bo tez czesto mam mysli , ze to dużo , ze jak np bede miala 50 lat on juz 56 , a wiadomo mezczyzni szybciej umieraja niz kobiety i te mysli tez psuja moj zwiazek bo ciagle sie tym zadreczam.. wiem to chore Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź .