Ooo (Chcę tylko być w tym pokoju gdzie wszystko) Ja muszę być (To wszystko się dzieje) Ja chcę tam być (To wszystko się dzieje) Ja muszę być, ja muszę być (Chce tylko być w tym pokoju gdzie wszystko) Chcę być tam (To wszystko się dzieje) Mieć wejście tam (To wszystko się dzieje) [CHÓR] Gdy chcesz kompromisu, to.

- Uważam, że wszystko dzieje się po coś, że ktoś ma większy plan, którego ja nie do końca musiałam, w tamtym czasie rozumieć - mówi Joanna Mazur paraolimpijka, multimedalistka mistrzostw świata i Europy niepełnosprawnych. 6 kwietnia obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Sportu dla Rozwoju i Pokoju. Z tej okazji rozmawiamy z paraolimpijką, multimedalistką mistrzostw świata i Europy niepełnosprawnych Joanną Mazur. Urodziła się z dystrofią plamki żółtej, przez co już jako dziecko zaczęła tracić wzrok. Mimo to, nie załamała się i postanowiła dosłownie "pędzić", by nikt nie mógł jej dogonić w realizacji założonych celów. Sport dla każdego Kamil Babuśka: Każdy nadaje się do sportu? Joanna Mazur: - Myślę, że tak. Każdy może znaleźć dyscyplinę, konkurencję, która będzie sprawiać mu przyjemność - jest ich tak wiele, że każdy znajdzie coś dla siebie. Nie wszyscy muszą być wyczynowymi sportowcami. Potrzeba jedynie zmotywowania się i czasem odwagi w pierwszych krokach, by później można było regularnie uprawiać sport i czerpać z niego masę korzyści. W jednym z wywiadów wspomniała pani, że "sport to jest droga do realizacji marzeń". Co jest najlepszego na tej "drodze"? - Ta droga to czasem długi proces. Myślę, że jestem tego dobrym przykładem. Najlepsze jest, kiedy udaje się realizować małe, pośrednie cele, które zbliżają nas do tego głównego. Cała "zabawa" polega na tym, że małe punkty nie realizują się same, nie jest to przypadkowe działanie. Trzeba w tę realizację włożyć bardzo dużo pracy i zaangażowania, niejednokrotnie okazuje się, że same starania i poświęcenie są niewystarczające, potrzeba czegoś więcej. Nieraz to jeszcze większe skupienie, wprowadzenie różnego rodzaju zmian, odważenie się, zaryzykowanie, a czasem wystarczy tylko się "mocniej wkurzyć". To wszystko zależy od sytuacji. W trakcie tej drogi dojrzewamy, poznajemy swoje mocne i słabe strony, spotykamy również wielu wartościowych ludzi ze sportową duszą. Mam wrażenie, że tylko oni rozumieją styl życia, który wybrałam. Ci ludzie są niewątpliwie jednym z wielu atutów uprawiania sportu. Można powiedzieć, że pani dzięki sportowi odkryła swoją osobowość na nowo? - Czy na nowo, to nie jestem przekonana - zbieram po prostu "obficie" życiowe doświadczenie. Najpierw miałam radosne dzieciństwo, później przyszła choroba, a następnie pojawił sport. To moje życie w ogromnym skrócie. Wiem, że to dopiero początek, a sportowa przygoda kiedyś się skończy. Póki co, mocno "haruję", by dawać mnóstwo pozytywnych emocji nie tylko sobie, ale i kibicom. Jak wygląda pani codzienność, taki zwykły dzień? Jest nierozerwalnie związany ze sportem? - Jesteśmy w takiej fazie przygotowania, gdy trenujemy trzy razy dziennie [gdy rozmawiamy Joanna Mazur przebywa na zgrupowaniu w Wałczu - przyp. red.]. Budzę się ok. 6:20, 25 minut później rozpoczyna się mój pierwszy trening. Po nim jem śniadanie, chwila przerwy, następnie drugi trening. Potem obiad, po którym kolejny trening. Na koniec dnia następuje odnowa biologiczna. Tak mniej więcej wygląda moje życie przez siedem dni w tygodniu. Cele, nie marzenia Lubi pani marzyć i rozmawiać o marzeniach? - Chyba nie do końca. Bardziej mam cele niż marzenia. Marzenia zawsze wydawały mi się jako coś nierealnego do osiągnięcia, a nad realizacją celów pracujemy sami. Jest więc pani realistką. Takie podejście wynika z doświadczeń życiowych czy po prostu z usposobienia, charakteru? - Pewnie trochę z usposobienia, trochę z charakteru. Jestem "optymistyczną realistką". Zawsze chciałabym, żeby wszystko układało się po mojej myśli, ale wszyscy wiemy, że to nie zawsze tak ładnie się układa. Dlatego może zamiast typowego planu "B" należy reagować na bieżąco i po prostu działać. Joanna Mazur o Bogu "Na początku buntowałam się przeciw wszystkiemu, co sprawiło, że nie widzę, w tym przeciwko Bogu. To był dla mnie trudny okres w życiu, ale już dogadałam się z Górą i mamy pewien układ” - tych słów użyła pani w rozmowie dla magazynu "Viva!". O jaki układ chodzi? - Nie wiem czy mogę mówić, bo to jest, jednak umowa - klauzula poufności (śmiech). Od ósmego roku miałam zupełnie stracić wzrok, mimo to nadal widziałam i widzę nadal światło czy kolory. Szczególnie dla mnie, jako kobiety jest to ważne, bo dzięki temu lubię słoneczną pogodę i kolorowe ubrania. Mój układ z Górą polega więc właśnie na tym, by mi to zupełnie nie zgasło. Jak ochronić swoją wiarę w takich trudnych okolicznościach? Co jest kluczowe - wsparcie innych ludzi, czy po prostu silna wola? - Wsparcie bliskich jest zawsze ważne. Kluczowe było moje pogodzenie się z sytuacją, która nastała. Mam wrażenie, że się z nią nadal nie pogodziłam - jest to proces. Zaakceptowałam ją i uczę się żyć z tym, co mam. Uważam, że wszystko dzieje się po coś, że ktoś ma większy plan, którego ja nie do końca musiałam w tamtym czasie rozumieć. Musiałam nauczyć się żyć, gdy nie widzę. Takie myślenie sprawiło, że mogłam iść dalej, ale sport sprawił, że dalej "idę z pasją" i dzięki temu jestem szczęśliwym człowiekiem, a w żadnym wypadku nie gorszym z powodu swojej dysfunkcji.

Moje znudzenie objawiało się coraz mocniej, mimo że przecież wiedziałam, że obędzie się bez dzikiej przygodzie i fajerwerków. Oczywiście, może to kwestia tego, że na taki spokój jestem zbyt żywiołowa. Z natury dużo mówię i lubię jak coś się dzieje. Do spania zawsze odpalam po cichu film, żeby coś brzęczało.
Wypadki, włamania, morderstwa, pobicia. Tak wygląda praca w policji Jarosław na profilu Polskiej Policji pojawił się tweet: "RT @DPolicja: Policyjni „Łowcy Głów” z Wrocławia zatrzymali mężczyznę skazanego za pobicie ze skutkiem śmiertelnym.. ".Polska Policja codziennie staje przed mnóstwem zadań - wypadki, ściganie przestępców, szukanie zaginionych, ale także pomoc starszym, uczenie dzieci bezpiecznych zachowań. Śledź razem z nami działania policji w całym kraju. Poniżej znajdziesz najnowsze posty z Twittera dotyczące działalności Policja na TwitterzeRT @DPolicja: Policyjni „Łowcy Głów” z Wrocławia zatrzymali mężczyznę skazanego za pobicie ze skutkiem @PolicjaMazowsze: Wakacje w pełni. Niestety od ich początku na terenie #Mazowsze utonęło 6 osób. Brawura, alkohol, niestrzeżone kąpielis…RT @CBSPolicji: Policjanci @CBSPolicji pobiegli charytatywnie na #25latFundacji Pomocy Wdowom i Sierotom po Poległych Policjantach @PolskaP…RT @Lubuska_Policja: CZASU NIE COFNIESZ… NIE MYŚLISZ – TONIESZ!Lubuscy policjanci w trosce o wypoczywających przypominają o niebezpieczeń…RT @MSWiA_GOV_PL: 🏅Ubiegłej zimy policjanci z @Policja_KSP podjęli interwencję w związku z pożarem budynku mieszkalnego. Z pomocą asp. szt.…RT @Policja_KSP: Nieprzytomny 15-latek trafił do szpitala. Miał prawie 3 promile alkoholu w organizmie. Policjanci natychmiast ustalili skl…RT @Policja_KSP: Policjanci z WRD otwockiej komendy zatrzymali do kontroli 30-latka kierującego osobowym volkswagenem. Mężczyzna pędził tra…RT @PolicjaSlaska: Kierowca tego auta był tak pijany, że nie zorientował się, że jedzie bez koła... 53-latek wydmuchał" ponad 4 promile 😱 Z…RT @MSWiA_GOV_PL: 🏅W czerwcu sierż. Lityński z garnizonu łódzkiego został skierowany do miejsca, gdzie wybuchł pożar. Funkcjonariusz wszedł…RT @opolskaPolicja: Wchodzenie do wody po spożyciu alkoholu 👉 przepis na tragedię. Twoje nieodpowiedzialne zachowanie może być dramatem dla…Minionej doby 👮👮‍♀️ @PolskaPolicja interweniowali 17015 razy. Zatrzymaliśmy 630 sprawców przestępstw, w tym 274 kierowców po alkoholu. W ręce mundurowych wpadło 360 poszukiwanych. Na drogach doszło do 77 wypadków, w których zginęły 2 osoby, a 83 zostało rannych. #pomagamyichronimy MAPA WYPADKÓW DROGOWYCH ZE SKUTKIEM ŚMIERTELNYM - WAKACJE 2022Wczoraj doszło do 2 wypadków ze skutkiem śmiertelnym 😪Apelujemy o rozwagę i ostrożność na drodze! @tvp3szczecin: Serce XVII-wiecznego dzwonu z kościoła w #Kołbaskowo - odnalezione po kilkudziesięciu latach. Na swoje miejsce wróciło dz…RT @Lubuska_Policja: LAFI I DEX JUŻ W LUBUSKIEJ POLICJI@Lubuska_Policja wzbogaciła się o 2 urocze ale przede wszystkim profesjonalne psy…RT @KGPSP: W dn. 1-5 sierpnia, w bazie centralnej lotnictwa Policji, na terenie lotniska W-wa Babice, KG PSP wraz z Ośrodkiem Szkolenia @Kw…Justyna Iskrzycka zwraca uwagę: podczas korzystania ze sprzętów wodnych zawsze zakładaj kapok☝️ Nie przeceniaj również własnych umiejętności ☝️ Twoje bezpieczeństwo nad wodą w dużej mierze zależy od Ciebie.👉 nami kolejna fal upałów co niewątpliwie skłoni wielu z nas do wypoczynku nad wodą. Razem z medalistkami Igrzysk Olimpijskich w #Tokyo2020 w kajakarstwie w specjalnie przygotowanych spotach informacyjnych przypominamy o zasadach bezpiecznego zachowania nad wodą 🌊☝️ @MSWiA_GOV_PL: 🏅Narażając własne życie asp. Kasiorek i asp. Sobecki z garnizonu kujawsko-pomorskiego wyprowadzili z płonącej kamienicy 5…RT @CBSPolicji: #NawetZnarażeniemŻycia Oficer @CBSPolicji wyróżniony Medalem im. podkomisarza Policji Andrzeja Struja. W marcu tego roku po…RT @MSWiA_GOV_PL: 🏅W czerwcu br. mł. asp. Kleist była świadkiem, jak niepełnosprawny mężczyzna skoczył do rzeki. Bez zastanowienia wskoczył…ZOBACZ KONIECZNIEPrawdziwa cena naszych wyborów: kupując te produkty, wspierasz okrucieństwo Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera
Co dokładnie dzieje się po włączeniu komputera? 12/11/2020. Po włączeniu komputer przechodzi przez proces „rozruchu” – termin, który pochodzi od słowa „bootstrap”. Oto, co dzieje się w tle – niezależnie od tego, czy używasz komputera z systemem Windows, Mac czy Linux. -Mateuszu, mamy już tyle sukcesów lekkoatletycznych na dystansie 800 metrów, że kibice przed telewizorami mogą się zawahać, by wskazać najlepszego biegacza na tym dystansie? Kto jest nim w twojej opinii? -Myślę, że teraz Patryk Dobek, który w Tokio zdobył brązowy medal. Ten fakt czyni go najlepszym 800- metrowcem w Polsce ? mówi nasz olimpijczyk, Mateusz Borkowski. ? Ja jestem chyba drugi, bo dzierżę tytuł aktualnego wicemistrza Polski, ale to tak wygląda tylko na obecną chwilę. – Niewyobrażalne emocje chyba towarzyszyły ci na bieżni w Tokio? -To prawda, dla mnie były to zarówno te pozytywne, jak i negatywne emocje. W biegu eliminacyjnym wszystko poszło po mojej myśli. Zająłem drugie miejsce i pewne miejsce w półfinale z dużym Q. Niestety, po tym biegu doznałem dyskomfortu stopy. W półfinale odczuwałem to i od razu w takiej stawce rywali odbiło się to na wyniku. Później okazało się, że mam pękniętą kość śródstopia. Bardzo to przeżyłem. Towarzyszyła mi prawdziwa huśtawka nastrojów. Po eliminacjach sam się dziwiłem, że poszło mi tak dobrze. Z kolei po półfinale wiedziałem, że wszystko dzieje się po coś i dlaczego. Jeśli więc tym razem mi się nie udało, muszę być cierpliwy i poczekać na następny. Wziąłem to na klatę i postanowiłem wyciągnąć pozytywne wnioski, bo przecież nadal chcę spełniać swoje cele i marzenia. -W naszym regionie wszyscy byli dumni z tego, że mają takiego, jak ty olimpijczyka. Wszyscy trzymaliśmy za ciebie kciuki, a w Brodach wywieszono nawet okolicznościowy transparent. Czułeś w Tokio to wsparcie? -Było to bardzo miłe, zwłaszcza po eliminacjach, po których rozbudziłem apetyty na sukces. Byłem w tym biegu drugi. Przegrałem o jedną setną sekundy, jak się okazało z późniejszym mistrzem olimpijskim. Jak zobaczyłem ten baner w Brodach, to aż serduszko zabiło mi mocniej. Cieszę się tylko, że mam wśród was takich kibiców, jak się okazuje i na dobre i na złe. Chcę wam cały czas dostarczać tylko pozytywnych energii i sportowo rozwijać tak, byśmy wspólnie mogli się cieszyć. Mateusz Borkowski na międzynarodowej imprezie zadebiutował w 2013, zdobywając złoty medal olimpijskiego festiwalu młodzieży Europy. Startując w biegu na 1500 metrów, zajął drugie miejsce podczas europejskich kwalifikacji i wystąpił na igrzyskach olimpijskich młodzieży w Nankin. Jest brązowym medalistą juniorskich mistrzostw Europy w biegu na 800 metrów (2015). Dwa lata później sięgnął po brązowy medal IAAF World Relays. Został złotym medalistą juniorskich mistrzostw Polski na stadionie (2015) i w hali (2016), a także brązowym medalistą halowych mistrzostw Polski w biegu na 800 metrów (2017). W 2019 roku został młodzieżowym mistrzem Europy, a w 2021 roku halowym wicemistrzem Europy seniorów. -Marzyłeś o tych na igrzyskach?A co po nich? Myślisz już teraz o starcie w Paryżu i rysujących się pod wieżą Eiff la szansach? -O, tak. Chciałbym tam pobiec znacznie lepiej. Na pewno te doświadczenia zdobyte na bieżni w Tokio spowodowały, że nabrałem chyba tej pewności siebie i niezbędnego doświadczenia do odniesienia olimpijskiego sukcesu. Tak naprawdę, to w Tokio nie wiedziałem, jak to jest startować na igrzyskach. Teraz już wiem, dowiedziałem się, co muszę poprawić i nad jakimi elementami pracować. Do startu w Paryżu jest nie jak zwykle między igrzyskami cztery, a trzy lata, więc ułożenie polityki startowej i okresu przygotowań do zbudowania optymalnej formy będzie znacznie łatwiejsze. Wszystko to, co działo się w tym olimpijskim roku, odbieram pozytywnie i tak też patrzę w przyszłość. -No właśnie, w 2021 roku wykonałeś niesłychany skok sportowy w swojej karierze? -To prawda. Igrzyska miały być w 2020 roku i tylko dzięki temu, że je przełożyli, udało mi się na nie zakwalifikować. Przecież przed rokiem biegałem w czasie co nie dałoby mi kwalifikacji. W tym roku legitymuję się czasem i dwa razy potwierdziłem kwalifikację olimpijską. Czyż nie mam więc racji, że wszystko dzieje się po coś? -W czym tkwi tajemnica twoich tegorocznych sukcesów? -Myślę, że zacząłem znacznie mądrzej, ciężej i świadomiej trenować. To okazało się kluczem do poprawienia tak swojego rekordu, jak i taktyki na bieżni. -Czy tak, jak w roku olimpijskim, tak i w przyszłym spotkamysię w sezonie zimowym w hali? -Tak. Nie wykluczam startów w hali, tym bardziej, że w 2022 roku zaplanowano mistrzostwa świata. Będę chciał się do nich jak najlepiej przygotować, ale wszystko będzie zależało od tego, w jakim stanie będzie moja stopa, czy odpowiednio się zregeneruje, czy też nie. Na razie mam miesiąc przerwy od biegania. Wkrótce odbędę kolejne badanie rezonansem. Jeśli więc tylko dopisze mi zdrówko, to na pewno wystartuję w mistrzostwach i powalczę o jak najlepsze miejsce. -W latach 50 i 60 mówiono o polskich lekkoatletach ?Wunderteam?. To niesłychane, ale obecnie osiągacie jeszcze lepsze rezultaty. Jesteś chyba z tego niesłychanie dumny, że należysz do tego grona wspaniałych lekkoatletów? -Oczywiście. To niezwykłe uczucie przebywać razem z naszymi lekkoatletami i na własne oczy widzieć, jak zdobywają medale. Są dla mnie wzorem do naśladowania, wyboru najlepszej ścieżki rozwoju sportowego. Podpatrując ich wiem, że ciężką, mądrą pracą można osiągnąć wielki sukces. -Serce ci bije wkraczając po raz kolejny w szkolne obejścia ostrowieckiej SMS? -Bardzo się z tego cieszę, że zostałem zaproszony na inaugurację roku szkolnego, tym bardziej, że mieszkam na stałe w Łodzi, tygodniami przebywam na zgrupowaniach kadry i rzadko mam możliwości takiego powrotu do przeszłości. Do Ostrowca przyjechałem więc z wielką chęcią, bo miło wspominam edukację w SMS. Trzy lata mieszkałem w internacie i pamiętam, że fajne rzeczy się w nim działy. Poznałem też wielu ludzi, z którymi utrzymuję kontakt do dzisiaj. -Dziękuję za rozmowę. Tłumaczenie hasła "dzieje się" na angielski . Przykładowe przetłumaczone zdanie: Poczucie, że to, co dzieje się teraz, jest przynajmniej częściowo wynikiem poruszonych tajemnic przeszłości. ↔ The sense that what was happening now was, at least in part, the present unable to keep the secrets of the past. Tym razem zacznę opowieść o moich biegowych przygodach z zupełnie innego miejsca, niż robię to zazwyczaj, gdy relacjonuję mój udział w zawodach. Mamy sierpień 2020 roku. Po raz drugi zajmuję w Mistrzostwach Polski w biegach górskich 4. miejsce. Jedziemy z Asią na wakacje, a ja początkowo, zamiast cieszyć się wyjazdem, trawię niedawną porażkę wyjątkowo ciężko. W końcu ją akceptuję i powstaje krótki, ale oczyszczający wpis na bloga:Jestem lepszy, gdy jestem do jego przeczytania na deser, gdy już dobiegniemy do mety Mistrzostw Polski 2021 w Andrychowie. W tamtym tekście zawarty jest klucz do tego, aby zrozumieć, dlaczego w tym sezonie jestem mocny, ale przede wszystkim, żeby zrozumieć poniższe stwierdzenie, które uważam, że doskonale puentuje moją sytuację z minionych zawodów, a może nawet moją perspektywę na resztę bieżącego lepszego w Andrychowie nie mogło mi się przydarzyć. Spirala Mistrzostw Polski - Andrychów Słowem wstępu i wyjaśnienia – bieganie w górach to pojęcie dość szerokie. Postronny obserwator może mieć kłopot z połapaniem się, ile tych Mistrzostw Polski jest i dlaczego właśnie tak?! Zjawiam się zatem z pomocą. W górach mamy w ciągu jednego roku kalendarzowego 4 imprezy rangi Mistrzostw Polski, są to:MP w biegu górskim w stylu anglosaskim (krótki dystans, który zawiera zarówno zbiegi, jak i podbiegi) – odbyły się 8 maja 2021 w Bielsku-BiałejMP w biegu górskim na krótkim dystansie – będą miały miejsce w Sobótce 29 maja 2021. Jest to bieg tylko pod w biegu na długim dystansie (ok. dystansu maratońskiego) – które zaliczyłem 15 maja, i o których dowiecie się z tej relacji w biegu górskim na ultra dystansie – będą miały miejsce w sierpniu podczas imprezy Chudy w temacie podziału imprez na tym zakończymy, żeby bardziej nie mieszać w głowach. 🙂 Luz i gruz - chodzą w parze Mój start w Mistrzostwach Polski w biegach górskich na długim dystansie był dla mnie głównym celem przygotowań na wiosnę tego roku. Właśnie pod tę imprezę szykowałem się przez okres zimy i wiosny. Gdy łapałem treningowego i mentalnego doła, to właśnie o tym biegu zaczynałem myśleć, żeby móc się dźwignąć. Gdy Asia przynosiła do domu kremówki, ja powstrzymywałem ślinotok, oglądając zdjęcia kamieni ze szlaków Beskidu sprawdzianem przed tym najważniejszym biegiem miały być MP w Bielsku, o których możecie przeczytać tutaj. Pod namową trenera Andrzeja Orłowskiego wystartowałem w nich, i ku zaskoczeniu mojemu, ale i wielu osób, zdobyłem brąz Mistrzostw Polski. Chociaż biorąc pod uwagę ile mnie zdrowia psychicznego i fizycznego kosztowały te zawody, to bardziej stosowne określenie to: „wyszarpałem brąz” :).Wspominam o tym, ponieważ ten bieg na 7 dni przed główną imprezą w tej części sezonu dał mi dwie rzeczy – „Luz i gruz”. LuzCzyli spokojną głowę, brak presji i poczucie, że „już nic nie muszę”. Nieco przypadkowo wypełniłem plan na wiosnę i spełniłem swoje marzenie, zostałem medalistą krajowego to jak byłem zarąbany jeszcze 96 godzin po tym biegu. Naprawdę, wychodziłem w środę na trening i dalej poruszałem się jak pingwin, jakbym miał wsadzone kolana w gips. Każde zgięcie nogi było obłędnym doznaniem. Dosłownie, nigdy tak mnie nie załatwiło 12 km biegu. Nawet po debiucie na 100 km schodziłem ze schodów w lepszym stylu niż po tych cholernych 12 km. Jedyny pocieszający fakt był taki, że z kim nie rozmawiałem, to wszyscy byli „skasowani” tak samo. W czwartek rano, czyli na 48 h przed biegiem w Andrychowie, gdy jeszcze coś tam tliło się w mięśniach, byłem nawet zły, że razem z trenerem przelicytowaliśmy. Z perspektywy ostatnich 2 tygodni mojego życia, uważam, że ten start na 12 km był zagraniem va banque. Gdybym nie zdobył brązu w Bielsku i jechał z „takimi nogami” do Andrychowa po kilku miesiącach przygotowań, to beskidzkie szlaki zamieniłyby się w rwące potoki od wylanych przeze mnie z żalu łez. Na szczęście w piątek poczułem się zdecydowanie lepiej. Być może dlatego, że tego dnia nie miałem zaplanowanego treningu i po prostu nie miałem okazji się zorientować, w jakim naprawdę stanie są moje mięśnie. Cały dzień odpoczywałem już na miejscu w Andrychowie, szykując się mentalnie na rywalizację, która miała rozpocząć się kolejnego dnia. Przegląd faworytów Jednym (jeżeli nie jedynym) plusem organizacji imprez mistrzowskich w dobie pandemii jest to, że wreszcie wszyscy najmocniejsi zawodnicy w tym kraju zaczęli spotykać się na linii startu. Juliusz Cezar powiedział kiedyś: „Wolę być pierwszy w Alpejskiej wiosce, niż drugi w Rzymie”. No i niestety te słowa doskonale oddają sytuację z wyborem imprez biegowych przez czołówkę Polskich biegaczy górskich. Pandemia spowodowała jednak, że małych imprez gminnych jest tak mało, że okazji takiej jak start w dużym i poważnym biegu nie można przegapić. Dzięki temu do Andrychowa zjechali się najmocniejsi wśród faworytów widziałem: Damiana Świerdzewskiego (maraton 2:21 z tego roku) oraz Marcina Świerca (choć z całym szacunkiem do Marcina, to przez różne komplikacje nie pobiegł nic wartościowego od września 2019 roku).Z pozostałych chłopaków stawiałem na: Pawła Czerniaka, Dominika Grządziela, Kamila Leśniaka, Tomka Kobosa i Bartka Misiaka. Spokojnie jeszcze kilka mocnych nazwisk mógłbym wypisać, ale ta 7-osobowa grupa wydawała mi się najpoważniejszymi kandydatami do pudła. Wspólny start - małe rzeczy a cieszą! W sobotę o godzinie pojawiliśmy się z Asią w okolicy startu. Cała procedura przedstartowa przebiegała sprawnie. Pogoda dopisywała – powietrze było chłodne, ale zanosiło się na słoneczny dzień. Wiele znajomych twarzy, mnóstwo przybitych piątek, rozgrzewałem się i kurde napiszę Wam, że już dla tej atmosfery i tych wszystkich ludzi z biegowego środowiska było warto przyjechać na ten bieg, bez względu na to co się potem wydarzy na zeszłotygodniowej akcji, z pojawieniem się na starcie na równe 2 sekundy przed wystrzałem startera, tym razem bezpiecznie ustawiłem się przed linią startową dobre kilka minut wcześniej. Witałem się i zagadywałem znajomych, a wszyscy patrzyli na mnie i pytali się, czy ja naprawdę biegnę z bidonami w rękach. No i każdemu z osobna musiałem tłumaczyć, że tak, bo mi tak najwygodniej. 🙂 Maraton też biegam, trzymając w ręku 8 żeli i mam to dobrze sprawdzone. Pozostały obowiązkowy sprzęt miałem umieszczony w specjalnych kieszonkach spodenek Dynafita (i serio – to nie jest żadna reklama, specjalnie nie napiszę, który model, jak ktoś będzie zainteresowany, nich pyta). Miałem przy sobie folię NRC, telefon i 8 żeli. Telefon miałem sparowany ze słuchawkami Aftershzok. Uprzedzam pytania – nie słuchałem muzyki i zwróciłem się przed biegiem z pytaniem do organizatora, czy mogę ich użyć. Do czego użyłem słuchawek dowiecie się w dalszej części. Czas na wyścig! Rzeczą, która odróżnia start biegu na długim dystansie, od startu w biegach krótkich jest to, że na starcie czuć smród maści „Bengay” – wszystkie inne rzeczy dzieją się dokładnie tak samo. Wszyscy ruszają jak klienci Lidla po karpie przed świętami i wszędzie latają łokcie w walce o jak najlepszą pozycję po pierwszych 100 metrach trasy. Niezmienne jest też to, że po kilku kilometrach w czołówce zostają już tylko osoby zainteresowane zwycięstwem w było tym razem. Pierwsze 10 minut biegu to tasowanie się zawodników. Ktoś wyprzedza, ktoś chowa się innej osobie za plecy. Na podbiegu jedni drobią i lekko zostają z tyłu, na zbiegu ktoś puszcza nogi i odskakuje na kilkanaście metrów. Pokaz stylu i demonstracja sił. Biegłem w peletonie na pozycjach 4-8 i obserwowałem, jak rozwija się sytuacja. Z przodu ustawił się Damian Świerdzewski, spoglądałem na niego i widziałem siebie sprzed 3 lat. Biegliśmy po 5:30/km pod lekką górkę i dla kogoś, kto biega maraton tempem 3:22/km taki bieg jest nienaturalny. Stawiałem, że Damian nie wytrzyma ciśnienia biegu w takim „wolnym” tempie i ruszy samotnie do przodu po 10 minutach. W 11 minucie Damian nadal spokojnie trzymał się grupy i pomyślałem, że jednak podszedł do debiutu w górach, rozsądniej niż się spodziewałem. Było to jednak błędne założenie, w 12 minucie Damian zaatakował. Ruszył pod stromą ściankę i na dystansie 100 metrów oderwał się o dobre 30 metrów od reszty. Nie chcę, żeby zabrzmiało to buńczucznie, ale sam siedziałem już na kamieniu na 2 km przed metą, prosząc turystów o wodę i wiedziałem, że tym ruchem Damian właśnie wypisał się z walki o medale Mistrzostw Polski. Pytanie, jakie pozostawało w mojej głowie, to czy zdoła dotrwać do ostatniego zbiegu na 39 km na dobrej pozycji, w szeroko pojętej czołówce?Co ciekawe w pogoń za Damianem ruszył Maciek Dombrowski, świetny biegacz zwłaszcza na dystansach ultra. zwycięzca Biegu 7 Dolin z 2020 roku. Spodziewałem się, że Maciej będzie „zjadał” stawkę od końca wraz z kolejnymi kilometrami. Tymczasem zdecydował się na naprawdę odważny manewr. Kolejne kilometry leciały, trasa mocno „falowała” między stromymi, ale krótkimi podbiegami a spokojnymi i dłuższymi fragmentami po niemal płaskim terenie. Technicznie szlak był w początkowej fazie bardzo prosty. Szerokie szutry pozwalające na swobodny bieg. W okolicy 7-8 kilometra na czele biegł Damian z ok. 1-minutową przewagą. Za nim podążał Maciek Dombrowski, a dalej z niewielką stratą biegłem ja wraz z Adrianem Bednarkiem, Tomkiem Kobosem i Kamilem Leśniakiem. Na 9. kilometrze czekała nas pierwsza poważna próba charakteru. Kilometr niemal pionowego podbiegu. Na odcinku 800 m pokonywaliśmy ponad 200 m przewyższenia. Takie odcinki mają w sobie ten rodzaj złudności, że cel w postaci wierzchołka znajduje się niedaleko, ale odcinek pokonujesz 8 minut. Zobaczyłem wówczas, że Damian zakończył bieg i rozpoczął maszerowanie. Miał dużą przewagę, ale jak przestajesz pokonywać podbieg drobniutkim kroczkiem i zaczynasz robić długie siłowe kroki, to koniec jest bliższy, niż myślisz. Wbiegałem pod górę swoim rytmem, nie myśląc o innych i na szczycie tego odcinka zameldowałem się na drugiej pozycji. Odległości między nami się zwiększyły, a trasa runęła w dół. Zbieganie ma znaczenie W okolicy 14. km na stromym odcinku prowadzącym w dół, który pokonywałem sprawnie, ale maksymalnie starając się oszczędzać nogi, spotkałem Damiana. Nie chcę się już nad nim pastwić, bo bardzo go lubię, więc ostatni raz wspomnę, że wyglądałem na zbiegach tak samo 3 lata temu. 🙂 Widząc, jak Damian zbiega, obrazując dokładniej, jakby rozglądał się za grzybami po krzakach, przypomniało mi się, jak ścigałem się z Wojtkiem Kopciem w 2018 roku w Krynicy. Wtedy to był kabaret „dwóch maratończyków na górskiej wyprawie”. 😛Siłą rzeczy na 15. km biegu zostałem liderem wyścigu. Nie chcę nikogo rozczarować, ale aż do 21 km działo się niewiele. Biegłem w swoim mocnym tempie, ale z poczuciem, że wyścig dopiero się zacznie. Jadłem co 25-30 minut żel, piłem co 4-5 minuty. Pełna koncentracja i fokus na jak najlepszy wynik. Z półmatka na Laskowiec (30 km) Na 21 km, na którym zlokalizowany był punkt odżywczy, wbiegłem samotnie ze stosunkowo niewielką przewagą nad pozostałymi zawodnikami. Z daleka zobaczyłem Asię w naszej teamowej koszulce. Krzyknąłem, że biorę mały flask na dalszą część wyścigu i wyrzuciłem jej w biegu śmieci z żeli energetycznych. Cała wizyta na punkcie trwała mniej niż 1 sekundę. Poszło perfekcyjnie, bez żadnych punkcie był też trener, krzyknął, żebym leciał dalej swoje, a ja, chociaż już lekko nadszarpnięty wysiłkiem wiedziałem, że kolejne 10 km niemal nieustającego podbiegu będzie kluczowe i zaangażowałem w bieg całą energię, którą do tego punktu skrzętnie oszczędzałem. Cały czas napierałem z tempem. Każdy, kto liznął choć trochę treningu i rywalizacji zna ten stan bardzo dobrze. Na biegu jesteś albo w trybie przetrwania, albo napierasz i idziesz po swoje – i tak właśnie się czułem w tamtej chwili – napierałem, byłem w połowie podbiegu zacząłem wyprzedzać osoby z ogona biegu na 73 km. Zawsze mnie dziwi, że jak biegnie czołówka z krótszego dystansu i widać po tych ludziach, że są zasmarkani, zapluci i zipią jak lokomotywy, to i tak osoby z dłuższego dystansu, które są wyprzedzane, zerkają na ścigających się i dopytują się z niedowierzaniem, czy to krótszy dystans? Tego dnia usłyszałem pytanie o to, 'czy to krótszy dystans?’, tyle samo razy co inne cholerne pytanie na mecie, ale o nim za Laskowcu zlokalizowany był kolejny punkt odżywczy. Tym razem w supporcie był Jurek Pachut, któremu z tego miejsca dziękuję za pomoc! Chciałem Jurkowi powiedzieć, że nie biorę bidonu, ponieważ na spokojnie dolecę z tym co mam przy sobie, ale ograniczyłem się ostatecznie do kiwnięcia głową. Ostatnie 600 m przewyższenia jakoś tak wpłynęło na mnie, że stałem się mniej rozmowny. 🙂 Wyścig z samym sobą Kilometry leciały – 31, 32, 33 … jest telefon. Słuchawki zawibrowały, odebrałem połączenie jednym kliknięciem przycisku. Właśnie do tego były mi potrzebne. Chciałem dostać informacje o tym, jakie są różnice na kolejnym punkcie. „5 minut nad Świercem” – powiedziała Asia. Podziękowałem, a Ona na koniec krzyknęła, żebym się trzymał. Złota żona – już odbierała ode mnie telefon, gdy umierałem na biegach i gdy wygrywałem i prosiłem o informacje o międzyczasach. Niezależnie od wyniku, zawsze support na najwyższym poziomie. 🙂Po telefonie wykonałem szybką kalkulację, że „mogę tracić” po 30 sekund na kilometrze i, i tak utrzymam przewagę. Oczywiście ambicja nie pozwalała na tak zachowawczy scenariusz, biegłem i robiłem dalej swoje. W końcu zbliżyłem się do 39 kilometra. Było coraz ciężej, ale nie miałem żadnego kryzysu, wszystko układało się doskonale. Pędziłem po swoje. Minąłem punkt odżywczy i widzę matę pomiarową do czasu. Spoglądam raz jeszcze przed siebie – nie wierzę – facet dopiero kończy ją rozkładać. Jak tylko zobaczyłem, że jeszcze jej nie rozłożył do końca, to od razu wyczułem kłopoty. Krzyknąłem do niego z daleka, żeby podniósł głowę i mnie zobaczył, bo potem będą problemy, że mnie na punkcie nie było. Facet długo na mnie spoglądał. Nie wiem, czy zapamiętywał numer, czy nie mógł wyjść z szoku, że jeszcze jest nieprzygotowany, a już biegną pierwsi zawodnicy. Fakt jest taki, że pisząc w tej chwili relację, sprawdzam międzyczasy i nie ma mnie na liście z tego punktu. Czyli tak jak przewidywałem, mata jeszcze nie została uruchomiona, gdy ja już byłem na punkcie. No i co mogę napisać. Tak, chociaż bym wiedział, ile przewagi miałem na 39. kilometrze, a tak to możemy sobie spekulować, czy powiększyłem te 5:27 przewagi (tyle miałem na 30 km), czy nie. [Szacuję, że byłem w okolicy punktu, gdzie była położona mata w czasie 3:01:15] Rozpocząłem ostatni zbieg – do mety zostały niecałe 4 kilometry. Trasa stawiająca krzyżyk na zawodniku Jestem pewny, że ten akapit jest tym, na co wszyscy czekają z wypiekami na twarzy. Wracam do tamtych przeżyć tylko dlatego, że o bloga dbam bardziej niż o moje zdrowie psychiczne. Proszę zatem teraz o pełną koncentrację i uważne czytanie, ponieważ wyjaśniam poniżej, jak rozstrzygają się losy złotego medalu Mistrzostw pierwszej kolejności przypomnijcie sobie moment, gdy biegniecie w tempie 3:10-3:15/km. Kto biega wolniej, musi zdać się na wyobraźnię. Teraz dołóżcie do tego obrazu kamienie, które pokrywają szlak. Sypkie i ostre. Gdy już stworzycie sobie w głowie ten obraz, warto przypomnieć, że jesteśmy na 40. kilometrze trasy, w nogach i głowie są ponad 3 godziny wysiłku o bardzo wysokiej intensywności. Tak właśnie pędziłem w stronę mety. Przede mną główny szlak – droga ostro prowadzi w dół. Wbiegam na krzyżówkę, choć bardziej należy napisać „przecinam krzyżówkę” na wprost. Zakręty położone są na tej krzyżówce nie pod kątem 90 stopni, lecz znacznie ostrzejszymi. Nie widzę żadnej szarfy po bokach (zapewne ze zmęczenia i nieuwagi na tym etapie), ale co ważniejsze na krzyżówce nie ma nikogo. DOSŁOWNIE NIC NIE ŚWIADCZYŁO O TYM, ŻE MAM SKRĘCIĆLutuję ostro w dół, 300, 400 m – nagle zdaję sobie sprawę, że żadnej szarfy nie widziałem od kilkudziesięciu sekund. Niepokoję się, ale z drugiej strony lecę główną drogą! Jeszcze 50 m w dół, a nagle zegarek daje niepokojący sygnał. Zerkam, a na nim informacja, że trasa prowadzi gdzie indziej. Po prostu tak mnie to ścięło z nóg, że nie mogłem uwierzyć. Rozglądam się, ale przecież wokół mnie nie ma żadnego zakrętu. Zaczynam zawracać, o poziomie wkurwienia nie będę się wypowiadał. Zegarek coś się kręci – strzałka raz pokazuje w dół, raz, że mam biec w górę, aż nagle pojawia się informacja, że jestem 400 m od trasy. Trudno opisać te emocje, zmęczenie, żal, złość, gorycz powoduje, że nogi robią się straszni ciężkie. Na ostatnich kilometrach w ogóle ich nie oszczędzałem, ruszenie pod górę powoduje zalanie mięśni wrzątkiem. Gdyby chociaż to był płaski teren, a ja musiałem popełnić błąd na ostrym zbiegu, teraz musiałem pokonać go w przeciwnym ile mogę, w głowie ciągle kotłuje się myśl: Jak to możliwe!?W końcu wpadam z powrotem na szlak, ruszam w dół i widzę w oddali, że przede mną jest Marcin Świerc. Co za paskudne uczucie. Nie dlatego, że to akurat Marcin, tylko dlatego, że po prostu czułem i wiem, że fizycznie byłem mocniejszy. Sport to jednak nie tylko walcząc ile mogę, ale zaczynają chwytać mnie skurcze w łydkach. Na 1 km przed metą mijam trenera, ten krzyczy, żebym gonił, żebym walczył do końca, ale strata jest zbyt duża. Dobiegam do mety na drugiej pozycji. Marcin już na mnie czeka. Przegrałem bieg bardziej, niż Marcin go wygrał Wbiegam zły na metę na samego siebie. Sam nie mogę uwierzyć, w to co się właśnie odjebało. Zaczynają się sypać pytania jak to możliwe, co się stało? Odpowiadam zatem, poprzedzając większość zdań łacińskim wstępem. Podchodzi do mnie Marcin i wymieniamy 3 zdania. W dwóch gratuluję mu zwycięstwa i narodzin syna, w jednym Marcin pyta się mnie czy nie miałem wgranego tracka do zegarka? No i co ja mogę odpowiedzieć w takiej sytuacji? 🙂 Dziękuję za rywalizację i z pełną szczerością raz jeszcze składam zasłużone gratulacje Marcinowi. Uwierzcie mi, że nie piszę tego, ponieważ tak wymaga poprawność polityczna. Ja naprawdę szczerze doceniam to jak Marcin pobiegł cały bieg, rozegrał świetne zawody – taktycznie i ze spokojem na końcu. Nie mam do Marcina żadnych pretensji, bo po prostu ich mieć nie mogę. Podczas rozmów z chłopakami na mecie w kółko powtarzam tę samą historię. Normalnie, jakby każdy chciał usłyszeć ją na własne uszy, bo nie wierzy w krążące plotki. Wśród tych rozmów w tle da się wychwycić niezadane pytanie – czyja to wina?Myślę, że cała sytuacja to splot wielu nieszczęśliwych czynników. W największym stopniu czuję się odpowiedzialny sam za swój los. Po prostu powinienem być podwójnie skoncentrowany, szczególnie na końcówce biegu, gdy zmęczenie jest tak duże. Czy organizator mógł zrobić coś więcej? Jasne, z relacji kolejnych osób wiem, że w tamtym miejscu później stały osoby i regularnie przekierowywały biegnących w ten ostry zakręt. Czy są inne patenty na uniknięcie takiej sytuacji? Pewnie, np. na Festiwalu Ultra Chojnik wszystkie ścieżki, które są „błędne” są oznakowane innym kolorem taśm. Widzisz inny kolor = zawróć. Jednocześnie nie mogę mieć pretensji ani o brak wolontariusza na tym rozdrożu, ani o takie, a nie inne oznakowanie trasy. Nie pomógł niestety zegarek Polara Vantage V. Wypowiedziałem się o nim dość ostro we wpisie na mediach społecznościowych. Było pewnie trochę emocji w określeniu „polarowskie gówno”, ale nie była to pierwsza sytuacja, gdy ten zegarek mocno skomplikował mi rywalizację. Wystarczy prześledzić, chociażby relacje z biegu „Siedemdziesiąt z hakiem”, czy wyszperać na Stravie kilka perełek treningowych, gdzie dał pokaz swoich możliwości. Zresztą mam całą dokumentację zdjęciową błędów zegarka i niemal w całości napisany tekst o nim jeszcze z marca tego roku, ale teraz to już nawet nie chce mi się do tego wracać. Zakończę ten akapit, jednak podkreślając raz jeszcze, że najwięcej winy i odpowiedzialności w tym błędzie leży po mojej stronie i absolutnie nie zamierzam unikać odpowiedzialności, po prostu spieprzyłem sprawę. Wszystko dizeje się po coś Po biegu wielokrotnie wracała do mnie myśl, jak to możliwe i dlaczego to się stało? Już w drodze do Wrocławia powiedziałem Asi, że to będzie zajebisty rozdział w książce, którą kiedyś napiszę. Bohater upodlony, powstaje i idzie po swoje i gdy wszyscy spodziewają się wielkiego tryumfu – następuje nagły zwrot akcji!Jest to też dobry moment, żeby przypomnieć o wstępie do tej relacji i odesłać Was do wpisu „Jestem lepszy, gdy jestem zły”. Nagrody i finanse Zrobimy z tego nową tradycję – podsumowanie tego jak od strony kosztów i zysków wyglądają takie biegi. Prawdopodobnie mocno to ograniczy ilość zaproszeń, jakie otrzymuję od organizatorów na start, ale w zasadzie i tak przeważnie odmawiam głównie dlatego, że do każdego biegu trzeba swoje – 435 zł (2 osoby, 3 doby)Transport ok. 275 zł (transport + opłaty drogowe)Wpisowe na zawody – 200 złRazem: 910 złNagrody:Torba The North Face wartość ok. 420 złPobyt w Hotelu Czarny Groń 2 noce wartość ok. 850 złOdżywki Nutrenda i bidon wartość ok. 120 złKosmetyki Amaderm wartość ok. 80 złRazem: 1470 zł w rzeczach materialnychReasumując, jest to jedna z nielicznych sytuacji, gdy po spieniężeniu (czego nie zrobię) wygranych nagród, wyszedłbym po weekendzie ok. 560 zł do przodu. 🙂Dla kronikarskiego obowiązku dodam jeszcze, że tym wynikiem spełniłem minimum na MŚ w biegach górskich już na drugim dystansie. 🙂
"Wszystko dzieje się po coś? Powoli zaczynam wierzyć, że wszystko w życiu dzieje się po coś. Może zwyczajnie się starzeję, jak zwykło się mawiać, gdy radykalnie zmienia się światopogląd. A może tak łatwiej przyjmować mi pewne sprawy, na które zupełnie nie mam wpływu, a jednak dzieją się, niezależnie od mojego widzimisię.
W sklepach można kupić jedynie 10 kilogramów na jeden paragon. Takie zasady zakupu cukru wprowadziły niektóre sieci handlowe: Biedronka, Netto i lubelska Stokrotka. – W ostatnim czasie obserwujemy zwiększone zainteresowanie zakupem cukru. Dbając o zapewnienie klientom dostępu do tego produktu, zdecydowaliśmy się wprowadzić czasowe ograniczenie dotyczące ilości jego zakupu: do 10 kilogramów na jeden paragon – tłumaczy Daria Raganowicz, specjalista ds. PR i komunikacji zewnętrznej Stokrotki. Patrycja Kamińska, PR Manager Netto mówi o skokowym zapotrzebowaniu i pojawiających się sygnałach o braku cukru. – Mamy też sygnały, że cukiernicy przestawili się na cukier z rynku zamiast z hurtowni, z uwagi na niższe ceny detaliczne. Dlatego też, aby zapewnić cukier możliwie szerokiej grupie naszych klientów, 12 lipca wprowadziliśmy limit zakupowy wynoszący do 10 kg cukru na jeden paragon. Obowiązuje on we wszystkich sklepach naszej sieci, do odwołania. Równocześnie dokładamy starań, by cukier był dostępny we wszystkich naszych sklepach i by nie brakowało go dla klientów Netto. Korzystamy z zapasów centralnych, jak również zwiększamy zamówienia u producentów w Polsce, a także nawiązujemy współprace z zagranicznymi dostawcami cukru – podaje Kamińska. Klienci robiący zakupy w Lublinie mogą w sklepach natknąć się na kartki z informacją o limicie. Mogą też zastać puste półki. Sprawdzamy, czy faktycznie jest problem z cukrem na rynku. Pytamy o tę sprawę producentów. – Naturalnym zjawiskiem jest zwiększony popyt w sezonie letnim, podczas którego zarówno przedsiębiorstwa przetwórcze, jak również gospodarstwa domowe wykorzystują większe ilości cukru na przetwory – tłumaczy Szymon Smajdor, rzecznik prasowy Krajowej Grupy Spożywczej. Jej częścią jest firma Polski Cukier oraz np. cukrownia w Krasnymstawie. Grupa zaopatruje około 40 proc. odbiorców cukru w Polsce. – Pozostałe ok. 60 proc. cukru jest produkowane i dostarczane do klientów w Polsce przez trzy koncerny niemieckie – dodaje rzecznik. Ale czy cukru rzeczywiście brakuje? Okazuje się, że nie. Smajdor zapewnia, że dostawy do sklepów odbywają się bez zakłóceń w ramach podpisanych umów. – Polityka cenowa sieci detalicznych jest w pełni zależna od poszczególnych sieci i dostawcy produktów nie mają na nią wpływu – zaznacza rzecznik. Wyjaśniamy, czym są obligacje, co dokładnie dzieje się na tym rynku i do czego mogą doprowadzić problemy rządu z finansowaniem deficytu. Oto wszystko, co musisz wiedzieć o rynku obligacji. Obligacje to instrumenty finansowe łączące podmioty, które chcą zaciągnąć dług, z inwestorami, którzy szukają możliwości zainwestowania Najnowsze wiadomości z Poznania. Co dzieje się w mieście? Łukasz GdakJakie informacje pojawiły się na profilu UM Poznań na Facebooku? W naszym artykule znajdziesz nowe materiały dotyczące aktualnej sytuacji w Poznaniu. Jakich remontów i zmian można się spodziewać? Co ważnego odbywa się w mieście? Warto być na bieżąco i wiedzieć, jakie nowości szykują się w w organizacji ruchu, nowe inwestycje, atrakcje, imprezy i akcje, w których warto wziąć udział. Te wszystkie informacje uciekają czasem w szumie informacyjnym, dlatego u nas znajdziesz najważniejsze posty Urzędu Miasta Poznań. Sprawdź, co ważnego dzieje się w informacje z UM PoznańPięknie i zielone osiedle Jagiellońskie🥰💚 📸 Lato w pełni!☀ Wpadajcie ze swoimi pociechami na Rynek Łazarski, gdzie codziennie czeka na Was ogrom atrakcji: ❤️kreatywne poniedziałki, 🧡zdrowe wtorki, 💛muzyczne środy, 💚językowe czwartki, 💙malownicze piątki, 💜koncertowe soboty, 🤍teatralne niedziele. Pełen rozkład znajdziecie na powyższym profilu Łazarskiego Lata😎Tyrek i Pyrek mówią dzień dobry i życzą wszystkim miłego dnia!🙂 📸 na Ogrodowej🤩 📸 tylko na tę przepiękną klatkę schodową mieszczącą się w Zespole Szpitalnym przy ulicy 28 Czerwca 1956 r.💛 Po więcej ciekawych ujęć i ciekawostek na temat tego zjawiskowego miejsca odsyłamy Was tutaj ➡️ Klatki schodowe warte Poznania.👌Bawić się na mieście można niezależnie od wieku!😍 Podopieczni Dom Pomocy Społecznej w Poznaniu wpadli z wizytą do Klub na Fali, Poznań, gdzie poczuli się jak na egzotycznych wakacjach.🌴Od poniedziałku, na wyremontowanej ul. 28 Czerwca 1956 r. jeżdżą tramwaje!🚃 Sprawdźcie, co się zmieniło na tej wildeckiej ulicy👇 Poznańskie Inwestycje MiejskieOsiedle Batorego skąpane w słońcu☀️ 📸 wieczoru! 🧡 📸 klaudiafotografuje_ / FotoportalRynek Jeżycki 1905 r. - koloryzowane😉 📸 KONIECZNIENajlepsze warsztaty samochodowe w Poznaniu. Zobacz rankingPolecane ofertyMateriały promocyjne partnera Tłumaczenie hasła "Coś się dzieje" na niemiecki. Und ganz plötzlich ist es Liebe , es tut sich etwas to najczęstsze tłumaczenia "Coś się dzieje" na niemiecki. Przykładowe przetłumaczone zdanie: Eddie zobaczył go w pękniętym lusterku wstecznym nad miejscem kierowcy i zawołał: – Coś się dzieje z tyłu? ↔ Eddie beobachtete 15. -Nie wytrzymałam i wybiegłam stamtąd. -Nic nie zrobił? Nie wierzę. -Ojciec go zatrzymał. Powiedział, że jak za mną pójdzie to nie ma czego szukać w domu. -Ja pierdolę. Co za pajac.. -No ale co miał zrobić? Nie jesteśmy razem długo. -Masz racje. Mogę dziś spać u Ciebie? -Jasne skarbie, że możesz. Nikola szybko zasnęła. Niko zadzwonił do mnie i powiedział że Drzyzga wszystko mu opowiedział. Przyjmujący powiedział, mi ze Fabian chwilę po tym jak Nikola wybiegła pobiegł za nią, ale nie mógł jej nigdzie znaleźć. Kiedy wyszłyśmy z klatki schodowej przed blokiem stał Fabian. Mogłam się spodziewać, że Niko mu powie, gdzie jest Nikola, skoro nie ma jej w domu. położyłam dłoń na ramieniu przyjaciółki i uśmiechnęłam dobrze! -Idź do szkoły, ja dojdę później. Kocham Cię!-krzyknęła odchodząc w stronę rozgrywającego. -Ja Ciebie jej odpowiedziałam i ruszyłam w stronę szkoły. Nawet nie odpalałam papierosa, bo nie czułam takiej potrzeby. Chyba udało mi się wyswobodzić z tego nałogu. Dni spędzone w szkole szybko minęły i ani się nie obejrzałam, a miałam się pakować na wyjazdowy mecz. Zastanawiałam się tylko jak chłopaki zdołali przekonać trenera, żebyśmy mogły jechać. Nie mogłam się już doczekać. Następnego dnia rano wujek odwiózł mnie na Podpromie, gdzie czekały dziewczyny ze swoimi drugimi połowami. Brakowało tylko Niko. No tak norma, zawsze się spóźnia. Wysiadłam z auta, wyjęłam bagaże i pożegnałam się z wujkiem. Jak zdążyłam zauważyć Nikola pogodziła się z Fabianem, a związek Moniki z Dawidem rozkwitał. -Hej do przyjaciół. -Gdzie masz swojego amanta?-zapytał Konar. -No jestem przecież już idę!-usłyszeliśmy za sobą głos Niko, który podążał w nasza stronę. Przywitał się ze wszystkimi, a mnie pocałował w czoło. -To co? ręką w stronę autokaru Fabian. Droga była niesamowicie długa, ale na szczęście miałam obok siebie przyjaciółki. Graliśmy w karty, aż w końcu chłopaki postanowili przyłączyć się do nas. Było naprawdę śmiesznie. Postanowiliśmy zagrać na zadania, bo przecież nie mogłyśmy być chłopaków kartami po kostkach. W życiu się tak nie uśmiałam. Miałyśmy zadania typu przycisnąć twarz do szyby i powiedzieć kocham siatkówkę, albo utrzymaj się przez 10 sekund bez ruchu. Tak w autobusie, więc jak się udało 5 to już był rekord. Po pięciogodzinnej podróży dotarliśmy do Bełchatowa. Pod halą stała już spora grupka kibiców. Chłopaki rozdali kilka autografów i szybko podążyli w kierunku szatni. Razem z dziewczynami postanowiłyśmy przejść się po mieście ponieważ miałyśmy jeszcze ponad godzinę do meczu. Dostałyśmy wejściówki i już nas nie było. Poszłyśmy na kawę i ciastko, spacerowałyśmy i robiłyśmy jakieś głupie zdjęcia. Kiedy wróciłyśmy na halę, była już całkiem zapełniona. Ciężko było przejść między tym tłumem. Mecz był ekscytujący, w pierwszej szóstce wyszedł Niko, ale po kilku akcjach trener Kowal zdjął go z boiska. Nie za dobrze mu dziś szło to fakt. Ostatecznie mecz skończył się wynikiem 3;0 dla Resovii. Po jakimś czasie podeszłyśmy do band aby pogratulować chłopakom, którzy kończyli się rozciągać. Większość poszła rozdawać autografy, ale kiedy podeszłam do Niko widziałam, że dzieje się coś dziwnego. -Gratuluję wygranej próbując go objąć. -Zostaw mnie!-powiedział szorstko, odepchnął mnie i szybkim krokiem poszedł do szatni. Boże, jeszcze nigdy w życiu go takiego nie widziałam. W tym momencie poczułam się nic nie warta, tak jakbym była mu czemuś winna. Zdenerwowana opuściłam halę. Powiedziałam tylko dziewczynom, że idę na papierosa i poczekam przed autobusem. Spaliłam trzy fajki, jedną po drugiej i nie mogłam zrozumieć dlaczego tak się zachował. Musiałam z nim poważnie porozmawiać. Nie pozwolę sobie na takie traktowanie. -Co się stało? Czemu wyszłaś jak wystrzelona z procy?- zapytała Monia -No stara, ja podchodzę do niego, przytulam, gratuluje wygranej, a on mnie odpycha krzyczy, żebym go zostawiła w spokoju i spierdala do szatni. No to chyba coś nie halo. -Oj chyba będziecie sobie musieli porozmawiać. I mam rozumieć, że nie idziecie z nami świętować zwycięstwa? -Raczej nie. Szykuje się nam poważna rozmowa. Jak powiedziałam tak się stało. Po zameldowaniu w hotelu nasi przyjaciele poszli świętować, a ja siedziałam sama w pokoju. Po chwili rozległo się ciche pukanie do drzwi. -Siadaj musimy zimnym głosem Chłopak usiadł obok mnie na łóżku, oparł się o ścianę i splótł dłonie. -Dlaczego tak się zachowałeś? -Jak? Odepchnąłeś mnie i krzyczałeś na mnie bez powodu. -Po prostu chciałem być sam. -Mogłeś powiedzieć, a nie od razu krzyczeć i zachowywać się jak jakiś nienormalny. -To było nienormalne zachowanie!?-poderwał się z miejsca i zaczął gestykulować-Po prostu byłem zdenerwowany i tyle! -Ale nie krzycz na mnie! Rozumiem to, ale ja nie jestem rzeczą którą możesz popychać. -Nie wiesz jak to jest, kiedy na trybunach siedzi twoja dziewczyna a ty grasz jak jakaś łamaga! -To o to chodzi?-cały mój gniew nagle gdzieś zniknął. Poczułam ciepło, kiedy dowiedziałam się, że tak naprawdę chodziło to ale wiesz, że nie to jest dla mnie najważniejsze. -Wiem, przepraszam. Byłem wkurzony. Wybaczysz mi?-zrobił maślane oczka. -No pomyślę nad się, a chłopak pocałował mnie delikatnie w usta. Potem przeszedł do szyi i ponownie wrócił do moich ust. Pocałunki były coraz bardziej zachłanne i namiętne. Spojrzał mi w oczy. Widziałam, że czeka na pozwolenie. Lekko skinęłam głową. -Jesteś pewna?-wlepiał we mnie te swoje brązowe oczy i czułam jak przeszywa mnie spojrzeniem. i złączyłam nasze usta w pocałunku. Jak myślicie co będzie dalej? Prosiłabym, żeby każdy kto to przeczyta zostawił po sobie jakiś ślad. :) 14. -Dziewczynki proszę do dzwonku zawołała nas pani mi to był ostatni raz! Weźcie ten sprzęt i zmykajcie. Popatrzyłyśmy na siebie z wymownym uśmiechem, zabrałyśmy telefony, przeprosiłyśmy i opuściłyśmy klasę. Wspólnie z Monika stwierdziliśmy, że na kręgle lepiej pójść na weekendzie, bo mamy sporo nauki. Sprawdzian z biologii, kartkówka z chemii i do tego będą pytać z przedmiotów uzupełniających. Poza tym na tygodniu chłopaki ciężko pracują. Po szkole poszłam z Monika i Nikola do galerii. Dziewczyny pomagały mi w poszukiwaniu sukienki na wesele. Został już nie cały miesiąc. Przymierzałam wiele kreacji, ale żadna mi się nie spodobała. Zrezygnowana wróciłam do domu i zabrałam się za obiad. Werka jeszcze nie wróciła. Wujek na delegacji, a Gośka musiała zostać dłużej w pracy. No trudno, w takim razie będzie dietetyczny obiad. Kiedy tak krzątałam się po kuchni usłyszałam jak otwierają się drzwi frontowe. Wyjrzałam przez próg, do domu wróciła Werka, ale nie sama. -No skąd wytrzasnęłaś sobie takiego towarzysza?-spytałam -A napatoczył się pod blokiem. -bardzo śmieszne obok mojej siostry i poczochrał ją po złożył na moich ustach pocałunek. -No cześć, ale co tu robisz? -Chcę mile spędzić czas ze swoją dziewczyną. To źle? -Nie no dobrze, dobrze. Jesteś głodny? -To dobrze, bo zaraz będzie obiad. Spojrzałam na niego spode łba i puknęłam go w czoło. Złapał mnie za rękę, mocno do siebie przyciągnął i namiętnie pocałował. -Uwielbiam gdy tak marszczysz przy czym odgarnął kosmyk włosów, które opadały na moim czole. -Hyhyhy bardzo śmieszne!-pocałowałam chłopaka w policzek i wróciłam do garów. Postanowiliśmy zjeść obiad wspólnie z Werką. Usiedliśmy w salonie a śmiechu i rozmów nie było końca. Po posiłku posprzątała Weronika, po czym wyszła z domu do koleżanki. -No to co teraz? Mamy całe mieszkanie dla Niko i charakterystycznie poruszał brwiami. -Kochanie muszę się nauczyć na biologię. Mam sprawdzian. -Biologie to ja CI świetnie gonić mnie po całym mieszkaniu, a ja uciekałam, krzyczałam i śmiałam się. W końcu mnie dopadł i od tyłu mocno do siebie nie chcesz to powiedz, mi na ucho. Szczerze trochę mi ulżyło, bo bałam się, że nie zrozumie, ze nie chce tego jeszcze robić. Chociaż z drugiej strony byłam na to gotowa. Odwróciłam się do niego i patrzyłam mu w oczy. -Nie to, że nie chcę. Naprawdę mam ważny sprawdzian i muszę dostać z niego dobrą się uśmiechnęłam. mnie za rękę, przyłożył ją sobie do twarzy i delikatnie takim razie pomogę Ci. Może sam się czegoś nauczę. Zrobiliśmy tak jak powiedział Niko. Wiedziałam, że ta nauka będzie tak wyglądać. Co chwilę Nikolay palnął coś tak głupiego, że nie można było się z tego nie śmiać. A to mnie zaczepiał, a to całował. No skupić się przy nim nie można. Po około 2 godzinach mniej więcej umiałam to co musiałam. -No już jestem do twojej szczęśliwa. -Nareszcie, już myślałem, że się nie doczekam. To co wychodzimy? Szybko się ogarnęłam i po 20 minutach przechadzaliśmy się ulicami Rzeszowa. Napotkaliśmy kilka fanek i Niko musiał poświęcić im chwile czasu, ale nie przeszkadzało mi to. Widziałam, że był szczęśliwy. Postanowiliśmy iść na fontannę multimedialną oglądnąć pokaz. Było całkiem przyjemnie. Po pokazie chłopak zaciągnął mnie pod sama fontannę. Złapał mnie za ręce i patrząc mi w oczy powiedział „Kocham Cię”. Nasze usta złączyły się w pocałunku, a fontanna wybuchła wysokimi strumieniami wody. Ta chwila była magiczna. się nieznany mógłbym zrobić wam kilka zdjęć? Spojrzeliśmy na siebie zdziwieni, ale zgodziliśmy się. Zdjęcia wyszły znakomicie, byłam tak podekscytowana i szczęśliwa. Poprosiłam nieznajomego, aby przesłał nam zdjęcia na e-maila oraz żeby nigdzie ich nie udostępniał. Był chyba troszeczkę zawiedziony, ale obiecał, że nie wyśle ich do żadnej gazety i nie wrzuci do internetu. Podziękowaliśmy za mile spędzony czas i ruszyliśmy w drogę powrotną. -Dziękuje Ci za dzisiaj. To był cudowny dzień. -A ja dziękuje za pyszny obiad. Chociaż czekaj.. ekheee. –Niko zaczął udawać, że został otruty. go w ramię śmiejąc się. On również się śmiał. -Będziesz na następnym meczu? -Ale przecież gracie na wyjeździe. -To nic, zabiorę Cię ze się do mnie i objął w i Nikola jadą. Nie mówiły Ci? -A to zołzy nic nie powiedziały! No to w takim razie chętnie na palcach i dałam mu buziaka. Resztę drogi spędziliśmy na wygłupach i rozmowach. Kiedy zaszliśmy pod blok zobaczyłam, że na jednej z huśtawek siedzi zapłakana Nikola. Szybko do niej podbiegłam i od razu przytuliłam. -Kochanie co się stało?-zapytałam Nie odpowiadała. Spojrzałam na Niko i memo powiedziałam mu, żeby poszedł. Gestem pokazał że mnie kocha i zniknął. -Poszedł już, co się stało? Chodź wejdziemy do środka. -Byłam u niego w domu na kolacji.. -Jego ojciec powiedział, że nie jestem dziewczyną dla niego. Że powinien sobie znaleźć kogoś na swoim poziomie. Troszeczkę krótszy, ale jest. Zastanawiam się jakie zrobić zakończenie w tym blogu szczęśliwe czy smutne? Jak sądzicie? No i zapraszam do zapoznania sie z kilkoma bohaterami do nowego bloga. 13. Biegłam przez korytarz i wołałam za chłopakiem. Nie reagował. Zaczęłam płakać,krzyknęłam ostatni raz. Przystanął i się odwrócił. -Jak?- spuściłam wzrok nie wiedziałam co powiedzieć, wiedziałam, ze to moja do Ciebie z bukietem pięćdziesięciu pierdolonych róż, zrywam się z treningu, żeby Ci udowodnić, że jesteś dla mnie najważniejsza i co widzę? Jak moja dziewczyna flirtuje z szanownym doktorkiem. -Ale to nie tak, ja nic do niego.. Odwrócił się i znów kierował ku wyjściu. -Jesteś największym kretynem jakiego znałam, wiesz?!-Przystanął. Patrzyłam na niego, a on tylko jesteś dla mnie najważniejszy i nie wyobrażam sobie mojego życia beż przez łzy. Nie obchodziło mnie, że ludzie na korytarzu patrzą na nas ze zdziwieniem. Zapadła chwila ciszy. Niko odwrócił się gwałtownie i szybkim krokiem podążał w moim kierunku. Stałam jak wryta, nie wiedziałam co chce zrobić. Kiedy był już blisko upuścił bukiet krwisto czerwonych kwiatów i złapał moją twarz w dłonie, namiętnie mnie pocałował, a ja nie zostałam mu dłużna. -Kocham Cię Uśmiechałam się. Teraz wiedziałam, że danie sobie czasu nic nie zmieni. Kocham go i wierze mu. Mam nadzieję, że się nie zawiodę. -Ja Ciebie też po chwili. Przytulił mnie do siebie i pocałował w czoło. Nagle zrobiło mi się słabo. -Eliza co się dzieje?-zapytał lekko zdenerwowany Nie zwracając uwagi na innych, wziął mnie na ręce i zaniósł do sali, po czym poszedł po lekarza. Widziałam, że nie jest zadowolony z faktu iż Kuba był moim lekarzem prowadzącym i musiał sprawdzić mój stan zdrowia. Trudno musiał to jakoś przeżyć. Jak zwykle zrobiono mi standardowe badania. Niby było wszystko w porządku, ale lekarze kazali mi zostać w szpitalu jeszcze przez kilka dni. Długo protestowałam, ale ostatecznie zostałam zmuszona ulec, bo nawet Niko prosił żebym została. Super po prostu.. Jeszcze więcej zaległości, bosko. No trudno, zdrowie ważniejsze. Przez kolejne dni przed i po treningach przychodził do mnie mój mężczyzna. Hmm jak to ładnie brzmi. Opowiadał mi co się działo. Okazało się, że moje zdrowie nie jest obojętne siatkarzom z Resovii. Niko mówił, że codziennie pytają jak się czuję. Po godzinie 16 zazwyczaj wpadały do mnie dziewczyny i Gośka z wujkiem. Wtedy w sali panowała cudowna atmosfera. Graliśmy w karty, a konkretnie w makao. Uwielbiałam tą grę, można było się przy tym nieźle uśmiać. Potem dziewczyny tłumaczyły mi trudniejsze zagadnienia z rozszerzonych przedmiotów. Wieczorem kiedy wszyscy wyszli, ja zamiast spać wkuwałam. Nie mogłam sobie pozwolić na zaległości, bo szybko bym odpadła. Z Kubą rozmawiałam tak jak wcześniej, tylko teraz już wie, że nie może się do mnie przystawiać. A no i zapomniałabym, Resoviacy wygrali drugi mecz z Jastrzębiem 3:1. Niestety na meczu też nie mogłam być i nad tym najbardziej ubolewałam. Monika i Nikola opowiadały mi jak świetnie układam im się w związkach. Byłam szczęśliwa wiedząc, że one są szczęśliwe. W końcu nadszedł dzień kiedy mogłam opuścić szpital. Miał mnie odebrać Niko, ale wypadł mu trening, więc przyjechał po mnie wujek. Pan doktor Jakub kazał mi dbać o siebie i się nie przemęczać. Przytaknęłam, chociaż wiedziałam, że teraz będzie ciężko. Po około 10 minutach byliśmy w mieszkaniu. Trochę mi się nudziło, więc skorzystałam z tego, że był wolny laptop i zaczęłam szperać po necie. Oczywiście przeglądałam sportowe fakty, a potem Znalazłam kilka artykułów o Moni i Dawidzie, Nikoli i Fabianie nawet o mnie i Niko. Już się tym nie przejmowałam, bo nie pisali nic obraźliwego. Wieczorem wpadł do mnie Nikolay, byłam trochę zmęczona więc oglądnęliśmy film. -Eliza, co z tym weselem? -O Boże na śmierć zapomniałam, przepraszam. -Nic nie szkodzi, ale pojedziesz ze mną? -Oczywiście, że pojadę. Tylko najpierw muszę pogadać z wujkiem o finansach. -No przecież muszę jakoś zapłacić za dojazd tam. -Chyba sobie żartujesz. Jesteś moją dziewczyną, ja Cię zapraszam, więc ja za wszystko płacę. -Ale ja tak nie lubię, wolę płacić sama za na mnie dziwnym wzrokiem, wstał z łóżka i wyszedł z Dokąd idziesz?-nie usłyszałam odpowiedzi. No trudno, poczekam. Po krótkiej chwili wrócił i uśmiechnięty rzucił się na łóżko. -Właśnie obgadałem kwestię twojego wyjazdu ze mną do Bułgarii z twoim wujkiem. Wszystko już załatwiliśmy. -Tak jasne. nie ma to jak spiskować za moimi a Nikolay zaczął mnie łaskotać. Śmiałam się, krzyczałam, ale niestety nie dawało to żadnych efektów. Musiałam to jakoś przeżyć. Nawet nie wiedziałam, kiedy ten czas tak szybko mi uciekł. Była już godzina 23. -Niko, zostań dziś na noc. -Jeżeli tego chcesz to zostanę, oczywiście. Szybko poszłam się wykąpać, zaraz po mnie poszedł Niko. Zanim zdążył wrócić, spałam jak zabita. Rano obudziłam się wtulona w Pencheva. Od razu na twarzy zagościł mi uśmiech. -O cholera! Kochanie pocałowałam chłopaka w policzek i wybiegłam z łóżka jak wystrzelona z procy. Oczywiście, standardowo musiałam się zbłaźnić, bo noga zaplątała mi się w kołdrę i bumm, już leżałam na ziemi. -Jezu Lizka! Nic Ci nie jest? mnie w czoło i wstał z się zrobię śniadanie. -Dziękuję! Mówiłam Ci już, że Cię kocham?-krzyknęłam w biegu. -Chyba się przez futrynę i popatrzyłam na niego wzrokiem typu ‘are you fucking kidding me?’-No mówiłaś, mówiłaś. Też Cię kocham. wyszczerzyłam zęby i szybciorem pobiegłam do łazienki. Ahh i znów kolejny dzień w szkole. Jak dobrze, że do wakacji tak niewiele zostało. Niko odstawił mnie punktualnie na pierwsza lekcję. Na szczęście, bo co by to było gdybym się spóźniła na polski. O matko, nawet nie chcę o tym myśleć. Na szczęście było trochę śmiechu. -Ty, co ona tak na czarno ubrana? Żałobę ma czy co?-zapytała mnie Monia -Ta chyba po usta dłońmi żeby tylko nie zobaczyła, że się śmiejemy, bo zaraz byłaby kartkóweczka. -Lizka, tak pomyślałam, no bo jest piątek i może byśmy wyskoczyli gdzieś wszyscy razem. Może na kręgle? -Świetny pomysł! Jestem jak najbardziej za!-co jak co ale kręgle to ja uwielbiam! -Piszemy!-wyciągnęłyśmy telefony, aby poinformować chłopaków i Nikolę o dzisiejszych planach. -Dziewczyny! Proszę telefony na moje biurko!-Zaczęła krzyczeć się po nie wasi opiekunowie u pana dyrektora!-posłusznie wstałyśmy aby wykonać polecenie, no bo niby co miałyśmy zrobić? Wyłączyłyśmy urządzenia i odłożyłyśmy na stół polonistki. -No to kurna świetnie, już po nas!-powiedziała Monia. -Mnie rodzice też, jak się dowiedzą to w ogóle nie przyjdą po ten telefon. No i jak się skontaktujemy z chłopakami? Będą się martwić. Przepraszam za długa przerwę, ale nie miałam głowy do tego bloga. Proszę o wybaczenie i rozgrzeszenie! ;c Nominacja. Dziękuję za nominację od Nominacja do Liebster Blog Award otrzymywana jest od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przeznaczana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daję możliwość ich rozpowszechnienia. Po otrzymaniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby która Cię nominowała. Następnie ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował. Nie będę nominować 11 blogów ponieważ nie chcę nic robić na siłę, nominuje te blogi które czytam i mi się podobają. Nominuję : Pytania:1. Ulubiony zespół? nie mam 2. Kiedy się urodziłaś? w kwietniu3. Jakie jest Twoje motto życiowe? miej wyjebane, a będzie ci dane4. Ulubiona potrawa? gołąbki?5. Jeśli miałabyś wybierać, co byś wybrała? Spotkać miłość swojego życia czy idola? Miłość swojego Ulubiona bajka z dzieciństwa? smerfy? 7. Ulubiony superbohater? spider man :D8. Lato czy zima? lato9. Jakie buty lubisz nosić najbardziej? trampki10. Płaszcz czy kurtka? kurtka11. Ulubiony blog? Mam kilka ulubionych ale najbardziej podobał mi sie ten Moje pytania: 1. Częściej płaczesz, czy się śmiejesz? 2. Ulubiona drużyna siatkarska? 3. Uprawiasz jakiś sport? Jak tak to jaki? 4. Komedie czy horrory? 5. Wyjście ze przyjaciółmi do kina, czy w plenerze? 6. Charakter czy wygląd? 7. Ulubiona pora roku? 8. Woda gazowana czy niegazowana? 9. Ostatnia śmieszna sytuacja która Ci się przydarzyła? 10. Dlaczego ludzie żyją stereotypami ? że warto pracować nad swoimi wadami i dążyć do ideału? 12. Szum, hałas, krzyk, odgłos szybkiego przemieszczania się po mieszkaniu, płacz. Czuję jak ktoś wlecze moje bezwładne ciało po podłodze. Nie wiem co dzieje się wokół mnie. Jestem nieprzytomna. Budzę się w szpitalu. Na przywitanie, płukanie żołądka. Trwało to dość długo. Chciałam żeby to się już skończyło. Znów zasypiam. Wszystko jest takie inne, takie dziwne. Rano obok mnie siedziała Gosia i wujek. Werki nie było, podejrzewam, że musiała zasuwać do szkoły. Było mi głupio. Boże co ja zrobiłam. Co ja chciałam zrobić? -Jak się czujesz?-zapytała ciotka -Zadzwoniłam do Niko, pomyślałam, że chciałabyś żeby tu był. Ja pierdolę. To jedyne co przyszło mi na myśl. Przecież nie mogłam powiedzieć, że nie chcę żeby tu przychodził. Od razu zaczęli by coś podejrzewać. -Tak, cicho i odwróciłam głowę. -Nie mogłam zasnąć i wzięłam te tabletki. Myślałam, że to będzie odpowiednia dawka, ale się przeliczyłam. -Jesteś na biol-chemie i nie pomyślałaś jak to mogło się skończyć? Masz szczęście, że Władek wstał. Gdyby nie to mogłoby Cię już z nami nie być. I wtedy do sali wpadł zdyszany Niko. Spojrzałam na niego a łzy napłynęły mi do oczu. -Nikolay dobrze, że już jesteś. To my was wujek. Wyszli i zamknęli za sobą drzwi. Nie patrzyłam na niego. Nie chciałam. A może nie potrafiłam? Nie wiem. W Każdym razie nie patrzyłam. Siedzieliśmy w ciszy. -Możesz mi powiedzieć dlaczego to zrobiłaś?-w końcu zapytał. -A jak myślisz? Byłeś całym moim światem przez ten czas. Nagle wszystko szlag trafił. Nie wystarczałam Ci? Musiałeś mieć inna na boku? Żałosne.. -Ale Eliza. Nikogo nie miałem. Liczysz się tylko ty. -Kochanie. Ta dziewczyna to Kamila Sadowska. Moja była. Ciągle do mnie pisze. Odkąd Cię poznałem nie.. -Nie chcę tego słuchać. Daj mi spokój. -Ale posłuchasz. Była dla mnie ważna. Ale nie była w stosunku do mnie fair. Rozstaliśmy się. Później wymienialiśmy się wiadomościami. Myślałem, że się zmieniła i chciałem do niej wrócić ale poznałem Ciebie. Dałem jej jasno do zrozumienia, że nic już miedzy nami nie będzie. Liczyłaś i liczysz się dla mnie tylko ty. Nigdy w życiu sobie nie wybaczę tego co chciałaś przeze mnie zrobić. -Nie mów o tym Goście i wujkowi. Oni o niczym nie wiedzą myślą, ze po prostu z niewiedzy przedawkowałam. -Dobrze nie powiem. A co z nami? -Nie wiem. Musze sobie to wszystko poukładać. A teraz idź. Wstał. Nachylił się nade mną, pocałował w czoło i szepnął -Kocham Cię. Jesteś dla mnie wszystkim, pamiętaj. Wyszedł. Boże. Powiedział to. Szkoda tylko, że nie wiem czy szczerze. Nie wiedziałam co mam robić miałam mętlik w głowie. Zasnęłam. Kiedy się obudziłam stał nade mną lekarz. Spisywał coś z karty. -O dzień uśmiechnięty. Był bardzo przystojny i młody miał może z 26 lat Nic nie odpowiedziałam, tylko się uśmiechnęłam i usiadłam opierając się o poduszkę. -dziękuje dobrze. Kiedy będę mogła wyjść? Nie chce mieć zaległości w szkole. -Myślę, że jeżeli pani stan się nie zmieni to już za 2 dni. -Dlaczego aż tyle? Czuję się dobrze. -Musimy zostawić panią na obserwacji. Byłoby szkoda takiej ślicznej młodej dziewczyny. -No nie wiem panie zaczęliśmy się śmiać. Przyznam szczerze, że bardzo dobrze nam się rozmawiało. Pytał gdzie się uczę i co chcę później robić. Podczas rozmowy bardzo dużo żartowaliśmy. Niestety nie trwało to długo, bo miał również innych pacjentów, ale obiecał, że kiedy skończy zabierze mnie na kawę. Jakiś czas później odwiedziły mnie dziewczyny. Były wściekłe kiedy się o wszystkim dowiedziały. Ale najśmieszniejsze było to, że nie wiedziały czy są złe na mnie czy na Niko. -Boże jak go spotkam to Monia. -Ale przecież to nie jego Nikola. I tak kłóciły się przez 15 minut po czym doszły do porozumienia, że oboje jesteśmy winni tej sytuacji. W sumie to miały racje. Ale dlaczego nie powiedział mi tego kiedy do mnie przyszedł. Może byłam dla niego za ostra? -Nie byłaś. Po prostu najechałaś mu na ambicje i nie wiedział co ma zrobić. Czy ja to powiedziałam na głos? Nie ważne. -Dobra to co mam zrobić teraz? Kolejny raz mam mu zaufać? I od tak powiedzieć nic się nie stało już się nie gniewam? -Dajcie sobie trochę czasu. Sprawdź czy będzie się o Ciebie starał skoro mu tak zależy. -Ahh Nikola ty to masz Monia. -No chyba nie chcesz żeby to się tak skończyło. Wiemy, ze go kochasz. Nic nie powiedziałam, wiedziałam, że maja racje. -No to już masz odpowiedź na wszystkie swoje pytania. Były u mnie chyba ze 2 godziny a czułam jakby to było 15 minut. Śmiałyśmy się i wygłupiałyśmy jak zawsze. Widziałam jak Gośka z wujkiem patrzą na nas przez drzwi i mówią cos do siebie. Uśmiechali się. -Halo, czy da się Pani zaprosić na kawę?-zobaczyłam w drzwiach doktora przepraszam nie będę przeszkadzał. -A nie, nie my już dziewczyny, patrząc na mnie i robiąc minę typu ‘ale ciacho, Boże bierz się’ Pożegnałyśmy się a ja ruszyłam w kierunku kawiarni szpitalnej. Pielęgniarki patrzyły na nas jak na obcych. Na nas albo na mnie. Każda z nich miała niewiarygodnie złośliwy wzrok. Co najmniej jakbym dobierała się do ich zdobyczy. Było to dziwne uczucie. W bufecie zamówiliśmy po kawie i przystąpiliśmy do rozmowy. Okazało się, że Kuba ma 26 lat tak jak myślałam, a jego ojciec jest ordynatorem tego oddziału, co wyjaśnia dlaczego tak szybko przystąpił do wykonywania zawodu. Był bardzo miły, sympatyczny i szarmancki. -Lubisz szarlotkę?-spytał -To zamówię nam kawałek na współkę. Nie protestowałam. Przyjemnie spędzało się z nim czas. Przynajmniej się nie nudziłam. -Opowiedz mi o sobie. Wiem, że chodzisz do 2 klasy. -Tak. Na profil biol-chem. Mam chłopak.. To znaczy miałam. -To nie wiesz czy masz chłopaka czy nie? -To skomplikowane. A ty? Masz kogoś? Uśmiechnęliśmy się do siebie porozumiewawczo i zaczęliśmy jeść szarlotkę. Dobrze się bawiłam. Kuba opowiadał dowcipy i mnie rozśmieszał. W pewnym momencie położył rękę na mojej. Nie wiedziałam co robić. Nie wiedzieć czemu odwróciłam głowę ku drzwi, w których zobaczyłam Niko z wielkim bukietem róż. Cholera, że też akurat musiał nas zobaczyć w takiej sytuacji. Od razu się odwrócił i kierował do wyjścia. Lekarz spojrzał na mnie i na odchodzącego Nikolay’a. był mocno zmieszany całą sytuacją. Nie obchodziło mnie to. Wstałam z miejsca i nic nie mówiąc pobiegłam za miłością mojego życia. Przepraszam was za długą nieobecność, ale miałam bardzo napięty grafik. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. Wakacyjny Niko :D I kilka moich foteczek, przez co między innymi nie mogłam dodać rozdziału. :( Pieniny Bułgaria Mały wypadek :( Rudna CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ! 11. Kiedy otworzyłam oczy pierwsze co zobaczyłam to Jego. Moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz. Cieszyłam się, że jestem tutaj. Z nim. Patrzyłam jak śpi. Jak powoli oddycha. Jak pomrukuje coś przez sen. cała sytuacja wywołała uśmiech na mojej twarzy. Spojrzałam na zegarek była 9. Wiedziałam, że do szkoły nie zdążę. Cicho wstałam z łóżka i poszłam do kuchni zrobić śniadanie. Lodówka-pusta. Stało w niej tylko mleko i kilka piw. Yhym faceci. Powiedziałam w myślach. Zaczęłam szperać po szafkach i znalazłam płatki śniadaniowe. Nalałam mleko do garnka i postawiłam na gazie. Zaczęłam nasypywać płatki do miski i wtedy poczułam ręce na ramionach. Zjeżdżał nimi w dół aż do moich bioder. -Dzień dobry skarbie. Dlaczego mnie nie obudziłaś?-powiedział, po czym delikatnie pocałował mnie w policzek. -Chciałam, żebyś się wyspał. -Ale nie zdążysz do mi do ucha. -Dzisiaj sobie odpuszczę. Chcę ten dzień spędzić z odchylając głowę do jego ucha, delikatnie je gryząc. -Tak chcesz się bawić?-odwrócił mnie tak, że nasze twarze praktycznie się stykały. Obdarował namiętnym pocałunkiem. Podniósł i posadził na kuchennym blacie. Całował mnie po szyi, a ja błądziłam dłońmi po jego nagim torsie, potem po plecach. Przeszedł do ust. Pocałunki były zachłanne. Nagle Niko przestał. Spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się. -Co? Dlaczego tak patrzysz?-zapytałam ucieszona. W moich oczach pojawiły się iskierki. Byłam taka szczęśliwa. Mocno objęłam chłopaka. Ujęłam jego twarz w dłonie i złożyłam na jego ustach pocałunek. Już mieliśmy wrócić do przerwanej czynności, ale przeszkodziło nam kipiące mleko. -Cholera! Właśnie teraz?-powiedział rozczarowany przyjmujący. -Kochanie, może to lepiej. Spójrz która cicho się śmiejąc. -O kurde, spóźnię się na trening! -Ale zjedź chociaż śniadanie! Niko biegał po mieszkaniu jak poparzony w poszukiwaniu rzeczy potrzebnych mu na trening. W końcu kiedy był już spakowany, raczył zjeść śniadanie. Pytał czy chcę z nim iść, ale wolałam zostać w domu, rozłożyć się na kanapie i oglądnąć TV. Po jego wyjściu zrobiło się tak cicho. Tak jak sądziłam po krótkim czasie dopadła mnie nuda, więc dorwałam laptopa. Niko miał pootwierane jakieś strony. Stwierdziłam, że niczego nie będę ruszać. Oczywiście standardowo Facebook i standardowo wiadomość od Moni. „Dlaczego Cię nie ma?” Szybka odpowiedź „Jestem u Niko, po tej nocy nie miałam siły wstać na czas.” Po chwili usłyszałam dźwięk telefonu. Rzuciłam się jak głupia na poszukiwania. Odebrałam w ostatnim momencie. -„Po tej nocy nie miałam siły wstać”? czyżby ten tego?-w głowie miałam już obraz miny Moniki. -Nie kochanie, nie ten tego. Po prostu byliśmy zmęczeni. -A dlaczego nie jesteś w domu? -No dobra to opowiadaj wszystko. Powiedziałam przyjaciółce o wszystkim co się działo. Łącznie z dzisiejszym porankiem. Przerwała mi kilka razy, aby dorzucić swoje 3 grosze. -Poczekaj bo coś brzęczy w do komputera, ale nie była to wiadomość na moim facebooku. Wiem, że nie powinnam, ale ciekawość była silniejsza. Kliknęłam na stronę, która była już otwarta po włączeniu komputera. Kolejny raz pękło mi serce. Pouczyłam się jak wtedy, gdy zobaczyłam go z Anitą. Łzy napływały do oczu. -Kotek, co jest?-zapytała przyjaciółka. -Jak mogłam być tak głupia? Jak mogłam wierzyć, że mnie pokocha?-mówiłam przez łzy. -Rozmowę z jakąś dziewczyną. -To chyba nie dowód, że Cię nie kocha. -To nie, ale wiadomość od niej „Kochanie kiedy możemy się spotkać?” już jest. Wcisnęłam czerwoną słuchawkę. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Jak mogłam być tak głupia? Jak mogłam mu tak zaufać? Zabrałam swoje rzeczy i wyszłam z mieszkania. Błąkałam się po mieście, co chwilę siadałam na ławce i płakałam. Znów straciłam osobę, którą kochałam, znaczy kocham. W końcu wróciłam do domu. Na szczęście była tylko Werka. Zamknęłam się w pokoju, rzuciłam na łóżko i nie przestawałam płakać. Usłyszałam skrzypniecie drzwi. Już po chwili stała nade mną Werka. Gładziła mnie po włosach i spytała co się stało. Nie miałam ochoty jej wszystkiego opowiadać, ale wiedziałam, że będzie mnie męczyć dopóki tego nie zrobię, więc wzięłam głęboki oddech i powiedziałam jej mniej więcej dlaczego płaczę. -To na pewno jakieś -Chciałabym, żeby tak było.. Podczas naszej rozmowy ktoś zaczął dobijać się do drzwi. Uderzał w nie z ogromna siłą i nerwami. W końcu zaczął krzyczeć. To był Niko. Tak bardzo nie chciałam z nim rozmawiać. Nie teraz. -Powiedz mu, że mnie nie ma. Tylko nie otwieraj szeptem do siostry. Weronika pewnym krokiem ruszyła do drzwi. -Wiem, że tam jest. Otwórz muszę z nią porozmawiać. -Nie ma jej, jestem sama. -Przekaż jej, że musimy porozmawiać i że ją kocham. Kiedy to usłyszałam nie wytrzymałam. Wybiegłam z pokoju i ruszyłam do drzwi. Otworzyłam je, a przede mną stał Nikolay. -Tak mnie kochasz?! To nazywasz miłością? Jak mogłeś mi to zrobić? A ja głupia Ci ufałam. Ufałam rozumiesz?!-Gdy to mówiłam płakałam. Nie potrafiłam powstrzymać akcja z Anitą teraz to? Drań! Nie chcę cię znać! Nastała chwila ciszy. -I co nic nie powiesz?! Nic? To wszystko na co Cię stać? Po co tu przyszedłeś i dobijałeś się do drzwi skoro nie masz nic do powiedzenia? Zamknęłam mu drzwi przed nosem i odosobniłam się w swoim pokoju. Po mojej głowie krążyło miliony myśli. Powiem szczerze, że pomyślałam nawet o samobójstwie. To niebyły głupi pomysł, wszystkim byłoby lżej. Nie wychodziłam z pokoju, aż do nocy. O godzinie 1 poszłam do sypialni wujka. Wzięłam do ręki małe pudełeczko z tabletkami nasennymi. Usiadłam na łóżku. Wysypałam pięć tabletek na dłoń. Przyglądałam im się i biłam się z myślami. Raz kozie śmierć pomyślałam i połknęłam pastylki. Potem nie pamiętam już nic.. No i 11 dla was. Dzięki, za komentarze. To miło czytać takie wypowiedzi. :) Jak wam mijają wakacje? Ja na razie siedzę w domu i nie śpię po nocach. A wy co robicie? 10. -Na rynek!-krzyknęłyśmy chórem! głowę i ręce. -Sam przecież chciałeś iść na się Fabian. -Za to ty nie go ramieniem i spojrzał na Nikolę. -Co? Czemu się tak na mnie patrzysz?-zapytała zdziwiona. -Ktoś tu chyba czuje do Ciebie jego wzrok powędrował w stronę Fabiana. Nie obeszło się bez chóralnego okrzyku „ooooo” -Dajcie już spokój Nikola i zarzuciła rozgrywającemu rękę przez ramię. Widać było, że troszeczkę się zaczerwienił. Staliśmy na rynku obok studni, a chłopaki sprzeczali się do którego klubu pójść. -Żebyś wiedziała kochanie. Za rączkę i do łóżka! -Tobie to dobrze. W końcu trafił Ci się ktoś przy kim możesz być sobą i nie obraża się kiedy tak Nikola na widok tej sytuacji. -I to w nim najbardziej mi się podoba. Uśmiechnęłam się do siebie i patrzyłam jak chłopaki stale konwersują. Nie powiem, że nie było to śmieszne, bo po jakimś czasie razem z dziewczynami nie mogłam przestać się śmiać. W końcu podeszłam do nich i powiedziałam, żeby zagrali w kamień papier i nożyce. Pójdziemy do tego klubu, do którego chciał iść wygrany. -No panowie na trzy i bez oszukiwania. Raz. Dwa. Trzy! -Haaa wygrałem!-powiedział Dawid. -Czyli Niko. Na bramce stało dwóch umięśnionych ochroniarzy. Chyba poznali siatkarzy bo nawet nas nie sprawdzili. Bilety dostaliśmy bez problemu. Razem z dziewczynami poszłyśmy do toalety, żeby się przebrać, bo przecież nie będziemy tańczyć w koszulkach Resovii. Chwile później wyszłyśmy i usiadłyśmy w loży obok chłopaków. Nikole już nosiło. Wiedziałam, że długo nie usiedzi. Nawet nie zauważyłam kiedy porwała Fabiana na parkiet. -Czy mogę panią prosić?-Niko podał mi rękę i tanecznym krokiem prowadził na parkiet. Długo tańczyliśmy. Piosenki były dosyć energiczne, więc szybko się zmęczyłam i powiedziałam chłopakowi, że muszę usiąść. Nie szliśmy do loży tylko do baru. -Pierwszego wolałbym sam z mnie do siebie i pocałował. -No się, a Niko zamówił alkohol. Niestety na jednym się nie skończyło. Wypiliśmy około pięciu kielonów. Nagle poczułam czyjeś ręce na swoich biodrach. -No ładnie. O nas to się zapomniało?-Powiedziała Monika. -Oczywiście, że nie. Kolejka dla nas wszystkich! Ekipa zaczęła bić brawo. Zasiedli obok nas co sprawiło, że po raz kolejny czułam, że mogę się bawić nie mając żadnych wyrzutów sumienia. Bawiliśmy się pół nocy. Ciągle tańczyliśmy i śpiewaliśmy. Po chwili zorientowałam się, że zginęła gdzieś Nikola z Fabianem. Odwróciłam się i zobaczyłam ich tańczących na stole w naszej loży. Obok nich tłum ludzi klaszczących w dłonie. Wyciągnęłam z kieszeni telefon i zaczęłam ich kamerować. -Ciekawe czy będą jutro o tym Nikolay -Jak nie to im się. Był to naprawdę komiczny widok. Nagle stół się przewrócił, a nasi znajomi wylądowali na ziemi. Przeciskaliśmy się przez tłum, a kiedy do nich dotarliśmy oni śmiali się w najlepsze. -Najadłam się przez was strachu. Mogło wam się coś stać! -Lizka wyluzuj, nic się nie stało Nikola -Hej kochanie objął mnie i odciągną na bok. W tym czasie Monika z Dawidem pomogli się pozbierać tym łamagom. -Chodźmy już do domu. Jest już późno. -Dobrze jak chcesz. Ale wypadałoby się pożegnać. Cała ferajna stwierdziła, że tez będzie się zbierać. Wyszliśmy z klubu i poszliśmy w kierunku postoju taksówek. Pożegnałam się z przyjaciółkami i Dawidem i Fabianem, a następnie wsiadłam do taksówki w której czekał na mnie Niko. -Najpierw odwieziemy Ciebie. -No grzebać w torebce w poszukiwaniu chusteczek. I wtedy zorientowałam się, że czegoś mi brakuje. -Niko, nie mam kluczy do mieszkania.. -Wszyscy spiją, nie wejdę do domu.. -Ale jutro muszę iść do szkoły. -Wstaniemy wcześniej i zawiozę Cię do domu, żebyś mogła wziąć książki. -Dziękuję, jesteś chłopaka i wtuliłam się w jego tors. Niko powiedział kierowcy o zmianie kursu i po 10 minutach byliśmy pod jego blokiem. Otworzył mi drzwi do mieszkania i puścił przodem. -Tutaj jest głodna? -Nie, dziękuję. Czy mógłbyś mi dać jedną ze swoich koszulek? -Jasne. Trzymaj. Wyciągnął z szafy T-shirt i podał mi go. Weszłam do łazienki i wzięłam prysznic. Trochę mnie orzeźwił i zrelaksował. Ubrałam koszulkę ukochanego i czułam jego perfumy. Właśnie wtedy uświadomiłam sobie, że jeszcze nigdy nie usłyszałam od niego tych dwóch słów. Ja też ich nie powiedziałam. Stanęłam przed lustrem, oparłam się o umywalkę, zastanawiając się czy mu nie wyznać swoich uczuć. Po chwili się otrząsnęłam i przypomniałam sobie słowa mamy „nigdy nie powiedziałam mężczyźnie ‘kocham cię’ pierwsza. Zawsze czekałam, aż on to zrobi. Tobie radze to samo kochanie”. Kiedy wyszłam zobaczyłam, że chłopak kończył ścielić kanapę. -Spokojnie to dla mnie, ty będziesz spała u mnie. Podeszłam do Niko bliżej. Blisko. Czubki naszych nosów dzieliły zaledwie milimetry. Stanęłam na palcach i szepnęłam mu do ucha. -Dzisiaj chcę spać z że się uśmiecha. Wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. -Jak sobie życzysz mnie w zaraz wracam. Wrócił po kilkunastu minutach w samych bokserkach. -Nie masz piżamy?-zapytałam ze śmiechem. -To potrzebna mi dzisiaj piżama?-Uśmiechnął się i gwałtownie rzucił się na łóżko. Zaczął mnie łaskotać, a potem całować. Oddawałam pocałunki młodego przyjmującego. Wszystko zmierzało ku jednemu. -Niko. Jesteśmy pod wpływem alkoholu. Nie chcę, żebyśmy potem tego żałowali. -Nie wiem i nie chciałabym się przekonywać. -Rozumiem. Szanuje twoją decyzję. się w tors chłopaka i zamknęłam oczy. -Nie ma za mnie w czoło i objął ramieniem. Czułam się przy nim tak bezpiecznie, że po krótkiej chwili odpłynęłam z uśmiechem na twarzy. Szczęśliwa, że zasypiam w ramionach kogoś, kogo kocham. Kolejny rozdział dla was. Dziękuję, za miłe słowa. Przyznam szczerze, że najbardziej zdziwił mnie ostatni anonimowy komentarz. :) Komentujcie, bo to na prawdę bardzo motywuje. :) Musze się wam pochwalić. Moja sunia oszczeniła się w niedzielę. zostawię wam zdjęcie jej i małych. (jest ich 8!) 9. Wstałam rano i wszystko dookoła mnie denerwowało. Weronika nawet się do mnie nie zbliżała. Wujek i Gosia nie odezwali się do mnie słowem po tym jak spytali co mnie gryzie, a ja tylko na nich warknęłam. -Oho chyba kłótnia z szyderczo wujek. -Wszystko słyszę! I nie, nie kłótnia! -Dobra już się nie odzywam. Pod wpływem nerwów odpaliłam szluga i kopnęłam w kamień. Niestety na dobre mi to nie wyszło, bo przez pół drogi do szkoły skakałam na jednej nodze. Monika opowiedziała mi o czym pisała z Dawidem. W końcu chyba nie wytrzymała. -No dobra powiesz w końcu co Ci jest? -Ehe. Mnie nie oszukasz. Gadaj. -Ehh. Jest problem z wkręceniem Nikoli na mecz. -No Niko nie jest w stanie załatwić jej tego wejścia bo nie ma już miejsc. Może wprowadzić ze sobą jedną osobę, ale musiałby powiedzieć, że to jego dziewczyna. Tylko, że oboje nie chcemy tak tego rozegrać, żeby media znów nie trąbiły, że ma nową laskę. -No to jaki masz problem? Daj jej swój bilet i niech Ciebie wprowadzi. Zamilkłam na chwilę. Jak mogłam na to nie wpaść. Strzeliłam facepalma i uśmiechnęłam się do przyjaciółki. -Boże Monia, jesteś genialna! Od razu wyciągnęłam telefon i wybrałam numer do przyjmującego. Niestety nie odebrał. Był na treningu. Wiedziałam, ze oddzwoni jak tylko sprawdzi telefon. Jejku to było tak banalne jak mogłam na to nie wpaść. -Zakochana jesteś i nie myślisz trzeźwo. -No, no odezwała się ta nie „zakochana”. No to dzisiaj taniec radości i ruszyłyśmy w kierunku klasy, w której miałyśmy mieć lekcje. Matematyka. Jak zwykle nie obeszło się bez upominania naszej grupki. Chłopaki zaczęli odstawiać jakieś dziwne scenki, a my z Monia nie mogłyśmy powstrzymać się od śmiechu. Za nami siedziały trzy dziewczyny, które strasznie mnie irytowały (na szczęście nie tak jak Anita) Jak zwykle gadały o głupotach i kłóciły się z nauczycielką. Dzięki swojej „inteligencji” zafundowały nam karną kartkówkę. Cala klasa rzuciła w ich kierunku groźnie spojrzenia, a one schowały głowy w zeszyty. Po lekcjach wybiegłam ze szkoły jak poparzona i biegłam na autobus. Zdążyłam w ostatniej chwili. Poczułam wibracje telefonu w torebce. Spojrzałam na ekran. Dzwonił mój „Romeo” -Tak. Już wiem co Nikolay’owi co wymyśliła Monika, a on zareagował podobnie do mnie. -No że też na to nie się do po ciebie o 17 nie wiem czy wiesz ale musimy być wcześniej. -Dobrze, już się nie mogę doczekać. Pa. Zaraz później zadzwoniłam do Nikoli i umówiłam się z nią na przekazanie karnetu. Miałam mało czasu, na ogarniecie się, bo tylko godzinę. Wzięłam szybki prysznic, założyłam makijaż i pomalowałam paznokcie w kolorach Resovii. Usłyszałam dzwonek do drzwi, byłam sama w domu(na szczęście). Otworzyłam, a w drzwiach stał Niko. Pocałował mnie na wejściu i wszedł do środka. Wyciągnął z torby koszulkę z numerem 17 i jego nazwiskiem. -Chciałbym, żebyś ją dziś się i złapał mnie za rękę. -Hmm no nie wiem.. Jak widzisz mam się szyderczo. Patrzył na mnie błagalnym wzrokiem, a ja zaczęłam się śmiać. -Z czego się śmiejesz? Jeśli jej nie ubierzesz będzie mi smutno. -No jasne, że ja ubiorę go i poszłam przebrać możemy jechać. Wyszłam z pokoju, a Niko patrzył się na mnie jak sroka w kość. -Dlaczego mi się tak przyglądasz? -Bo wyglądasz mnie i czule pocałował. Wyszliśmy z bloku i wsiedliśmy do auta. Opowiedziałam przyjmującemu co działo się dzisiaj w szkole, a on mnie co było na treningu. Już po kilku minutach byliśmy pod halą. Zobaczyłam Nikolę i pobiegłam dać jej karnet. Rozmawiałyśmy chwilę, a Niko ciągle mnie pospieszał. -No poczekaj chwilę, gdzie Ci się tak śpieszy? -Zaraz zobaczysz.. ale okej gadaj sobie dalej. -No dobrze już idę 5 minut mi daj. -Słyszałam!-Szybkim ruchem złapał mnie za biodra i przerzucił sobie przez ramie. Nie mogłam przestać się śmiać. -Odstaw mnie na ziemie proszę!-mówiłam przez smiech. -Pójdziesz, czy nadal będziesz rozmawiać?-Zapytał szyderczo. Odstawił mnie na ziemię, poprosiłam Nikolę, żeby była jak najwcześniej. Pokiwała głową i krzyknęła, że będzie. Pod halą spytałam Niko co go ugryzło. Nie musiał odpowiadać. Kiedy weszliśmy tłum fanek rzuciło się w nasza stronę. Chłopak złapał mnie za rękę i przyśpieszył kroku. Zaczęliśmy biec. Niko mówił im tylko, ze się spieszy, ale one nic sobie z tego nie robiły. Hotki z Gimnazjum. Nie wierze, że uciekam przed tłumem gimnazjalistek. Po chwili chłopak zaciągnął mnie w ciemny kąt. -I jak Ci się podoba?-szepnął. -Tego się nie spodziewałam. -Dlatego chciałem iść wcześniej. Chociaż z drugiej strony całkiem tu przyjemnie. –Poruszył znacząco brwiami, za co oberwał w za co? Pocałowałam Nikolay’a i powiedziałam, że już chyba możemy iść. Złapał mnie za rękę i ruszyliśmy na halę. Ja zajęłam swoje miejsce a Niko poszedł do szatni. Chwilę później pojawiły się dziewczyny. Opowiedziałam im całą sytuację. Nie przestawały się śmiać. -A ja już myślałam, że mnie nie Nikola -Ciebie nie da się nie lubić! Na boisko zaczęli wchodzić siatkarze z Jastrzębia, a zaraz po nich Resovia. Jak zawsze atmosfera na hali była cudowna. Wszyscy głośno kibicowali naszemu zespołowi oraz drużynie z Jastrzębia. Pierwszy set wygraliśmy do 22. Z drugim nie było już tak łatwo graliśmy na przewagi i niestety set padł łupem przeciwnika. Kolejne dwa sety wygraliśmy. Wszyscy się cieszyliśmy, a dziewczyny jak zwykle pobiegły do band. -Eliza! Ty nie idziesz?-krzyczała Monika -Nie. Poczekam. Pójdę jak będą się rozciągać. -No chodź! Na pewno będzie mu miło. Tym mnie przekonała. Rzuciłam swoje rzeczy i pobiegłam do przyjaciółek. Monika się nie myliła. Niko kiedy przechodził ujął dłońmi moją twarz, czule i delikatnie mnie pocałował. -Grałem dla mi do ucha. -Grałeś mu i obdarowałam pocałunkiem. Dawid przytulił Monikę. Kiedy na to patrzyłam nie można było się nie uśmiechnąć. Słyszałam jakieś komentarze typu „Ona jest brzydka. Jak on może z nią być? Ja byłabym dla niego lepsza.” Objęłam przyjaciółki i nie zwracając uwagi na głupie teksty nastolatek poszłyśmy usiąść ponieważ i tak musiałyśmy czekać na chłopaków. -Lizka! Chodź tu do Niko. -Boże co on znów chce? Ani chwili do tam? -Chciałem Cię po prostu mnie za szyje i przyciągnął do siebie. Było mi trochę głupio bo wszyscy siatkarze parzyli się na nas, a z ich płuc wydobywało się głośne „oooo” -No Niko, nie powiem gust to masz Igła. -Może ona cię ogarnie i nie będziesz tak się Lotman. -Ha, Ha przecież nie chodzę na imprezy co tydzień tylko raz na jakiś czas. -O proszę czego ja się tu krzyżując ręce. -No yy kochanie nie gniewaj się. Wszyscy wybuchli głośnym śmiechem. -No szybko się zbieraj i idziemy na na siatkarzy, a oni patrzyli na mnie jak na wariatkę. Zupełnie nie wiem dlaczego. Przecież każdy ma prawo czasami się zabawić. Po 30 minutach Niko, Dawid i Fabian podążali w naszą stronę. Przepraszam za moją nieobecność, ale miałam dużo zajęć na głowie. Zostawiam wam kolejny rozdział. Chociaż nie jestem z niego do końca zadowolona, musiałam go udostępnić, bo moja kochana przyjaciółka (TAK MONIA CHODZI O CIEBIE) zaczęła mnie szantażować. powiedziała, że jeżeli go nie dodam to zawiesi bloga, a do tego nie mogłam dopuścić. Zostawiam wam też piosenkę, którą uwielbiam! Klik! Dziś DZIEŃ OJCA! Co kupiłyście swoim tatusiom? Piszcie w komentarzach. :) - Wszystko dzieje się po coś, Bilbo- powiedziałam, kładąc rękę na jego ramieniu. Hobbit uśmiechnął się do mnie niewyraźnie. Ja w tym momencie przypomniałam sobie o Księciu. Wstrzymałam oddech, przypominając sobie o młodym ogierze, na którego teraz czycha milion niebezpieczeństw. Pani Snapchat My kobiety chcemy być poukładane, chcemy mieć wszystko zaplanowane, mamy listę rzeczy, które na pewno przydadzą się na wakacjach i listę tych, które może i się nie przydadzą, ale które musimy zabrać, no bo co będzie, gdy wydarzy się coś niespodziewanego. Jesteśmy takie, że jak ktoś w naszym otoczeniu nagle dostanie ataku alergii, to my ciach i z naszej torebki bez dna wyciągamy najlepszy specyfik na tę właśnie dolegliwość. I to jest ekstra! Świat bez nas by zginął. Naprawdę! Ale co by było, gdybyśmy tak czasem na przykład zrobiły coś zupełnie szalonego? I nie chodzi tu o skok z klifu na giętkiej linie, czy wejście na mont everest w zimie, chociaż to też byłoby super! Ale dajmy na to… gdybyśmy czasem zaufały… przypadkom? Nawet takim małym. Wierzycie w przypadki? W to, że one potrafią nasze życie wywrócić do góry nogami? I że czasem warto tym przypadkom przyjrzeć się z bliska, może nawet zaufać i zrobić coś szalonego, coś zupełnie niezaplanowanego? Ja na przykład przez czysty przypadek zostałam Panią Snapchat 🙂 i przez czysty przypadek moje życie w kilka chwil stało się niezwykle ekscytujące! Pewnego pięknego dnia do Centrum Zarządzania Kosmosem, czyli Biura ds. Promocji Uniwersytetu Wrocławskiego, przybył Tomek Sysło, nasz wrocławski social media ninja, człowiek, który ma głowę pełną zwariowanych pomysłów, artystą o kolorowej duszy. No i Tomek kiwnął na mnie palcem i powiedział – „o ty, ty! Ty mi pomożesz z tymi całymi mediami społecznościowymi! Czy ty wiesz, co to snapchat?” Do dziś nie wiem, dlaczego ja? (I jak się domyślacie, oczywiście, że NIE wiedziałam, co to jest snapchat). Może dlatego, że moje biurko było całkiem blisko jamy smoka, czyli biura mojego ówczesnego pana kierownika, w której Tomek z Andrzejem obgadywali tego dnia bardzo ważne strategie marketingowe dla uniwroc? W każdym razie ten palec został wycelowany właśnie we mnie i czuję go na swoim czole do dzisiaj! I oczywiście mogłam powiedzieć, o, nie, nie, nie zgadzam się stanowczo protestuję, jestem za stara, za gruba, za blondynka, za mało umiem w snapchata, właściwie to w ogóle nie umiem, poza tym boję się i chcę mieć święty spokój, wiec pozwólcie, panowie, że wrócę do mej strefy komfortu i przeliczę kolejnych dwieście długopisów z logo uniwroc, bo do sklepu wpadło zamówienie. Zamiast tego pomyślałam sobie tak. Może i nie wiem, co to jest ten cały snapchat, może i nie wiem, dlaczego ktoś nagle chciałby pokazać się światu z uszami i nosem kota, może i nie wiem, co to Bitmoji i po co ludzie właściwie je tworzą, może i przeszło mi przez myśl, że jestem za stara, bo przeciętni użytkownicy snapchata maja 16 lat a ja jakieś dwadzieścia więcej, może i tak! Ale co tam! To się dowiem, to poznam, to się nauczę i spróbuję 🙂 bo skoro ten palec wylądował akurat na moim czole, to po coś się to stało, i ja chcę otworzyć te drzwi, przejść przez nie i zobaczyć, co jest po drugiej stronie 🙂 A potem już było… o nie, nie było z górki, bo wtedy właśnie zaliczyłam największą wpadkę, jaką mogłam zaliczyć, biegałam z telefonem po uczelni przez tydzień, robiłam wywiady z naukowcami, relacjonowałam wydarzenia, pokonywałam dwieście schodów na Wieżę Matematyczną, bo przecież stamtąd piękne widoki i trzeba je pokazać światu, po czym… okazało się, że nikt prócz mnie tych snapów nie widział, bo nie umiałam w ustawienia prywatności 🙂 Zatem baby! Czasem zaufajcie przypadkom! Zboczcie z wytyczonej drogi. Może na początku nie będzie łatwo, może będzie pod górkę, ale potem, potem na pewno będzie ciekawie! -What if I fall? -Oh, but my darling, what If You fly? Do następnego poniedziałku! Pani Snapchat
\n \n wszystko dzieje się po coś

Te stare rzeczy na mnie działają: „Jest dobrze, tak jak jest. Wszystko dzieje się po coś. Tak miało być. Pokora równa się akceptacja, miłość, praca z lustrem, rozmawianie, pozytywne podejście”. Zrozumiałem, że 90 % rzeczy, którymi się przejmuję, to są „pierdoły”. Dodatkowo non stop się spieszyłem.

Dla porządku przyjmijmy, że szczęście to nie brak problemów, ale zdolność ich rozwiązywania. Spróbuj sobie wyobrazić, ile niesamowitych rozwiązań mogłoby pojawić się w twojej głowie, gdybyś tylko uwolnił umysł od rozgrzebywania problemów i otworzył się na nowe możliwości. Gdybyś zawsze patrzył na to, co masz, a nie na to, co właśnie straciłeś. Zastanawiał się raczej, jak wykorzystać to, co zostało niż rozpaczać nad chybionymi inwestycjami. Jak to osiągnąć? Oto kilka wskazówek Marca Chernoffa, które mogą okazać się przydatne w najtrudniejszych momentach. 1. Ból jest częścią rozwoju Czasami życie samo zamyka za nami drzwi. Okoliczności zmuszają nas do zmiany wektora. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ nadchodzi czas, by ruszyć naprzód, a sami boimy się pchnąć nasze życie do przodu. Gdy nadchodzą ciężkie czasy, pamiętaj, że nie ma bólu lub przeciwności, których nie da się przekuć w coś pozytywnego. To, że się z czymś zmagasz nie oznacza, że idziesz na dno. Każdy wielki sukces okupiony jest zmaganiami i wymaga czasu. Warto jednak zachować pozytywne myślenie. Pamiętaj, że istnieją dwa rodzaje bólu: taki, który nas osłabia i taki, który nas zmienia na lepsze. Gdy twoje życie to ciągły postęp, a nie tkwienie w miejscu, oba rodzaje bólu mogą pomóc ci się rozwinąć. 2. Nic nie trwa wiecznie Nawet po najciemniejszej nocy przychodzi dzień. Brzmi banalnie? Może, ale każdego ranka dostajemy dowód, że to prawda, a mimo to łatwo o tym zapominamy. Ulegamy przekonaniu, że zawsze będzie źle. Błąd. Nic nie trwa wiecznie. Jeśli wszystko układa się po naszej myśli, cieszmy się tym, póki trwa. Jeśli wszystko idzie źle, nie ma powodów do rozpaczy, bo to też się kiedyś skończy. Przeciwności i problemy to nie powód, by rezygnować ze śmiechu czy radości z życia. Każdy moment to jednocześnie koniec i początek, każda sekunda to nowa szansa, którą warto wykorzystać. 3. Strach i narzekanie nic nie zmienią Ci, którzy narzekają najwięcej, zazwyczaj osiągają najmniej. Nie udało się? To jeszcze nie koniec świata. Koniec jest wtedy, gdy nic nie robisz i zamartwiasz się tym. Jeśli w coś wierzysz, działaj! Podejmuj kolejne próby, walcz o to. Jeśli spędzisz dzisiejszy dzień na narzekaniu na wczorajszą porażkę, jutro nie będzie lepsze. Pamiętaj, że prawdziwe szczęście osiągniesz nie wtedy, gdy będziesz rozpamiętywał porażki, ale wtedy, gdy będziesz wdzięczny za uniknięcie dodatkowych problemów. 4. Blizny to symbol siły Nigdy nie wstydź się swoich blizn. Oznaczają one, że przeszedłeś przez coś trudnego i wyszedłeś z tego żywy. Poradziłeś sobie. Blizna to symbol triumfu, z którego warto być dumnym. Nie pozwól tylko, by sprawiały, ze żyjesz w strachu. Nie możesz ich zmazać, ale możesz patrzeć na nie inaczej. Jak mawiał Rumi: „Rana to miejsce, przez które światło dostaje się do twojego wnętrza”. 5. Nawet najmniejsze zmaganie to krok naprzód Cierpliwość to nie czekanie, a umiejętność utrzymywania dobrego nastawienia podczas ciężkiej pracy. Czujesz się samotny? Cierpliwości. Samotność może dać ci przestrzeń do działania i podjęcia następnej próby. Widzisz? Wystarczy odrobina determinacji i kryzys można przekuć w sukces. Pamiętaj, przeszkody to kolejne etapy drogi do celu. 6. Negatywne nastawienie innych to nie twój problem Nawet gdy otacza cię rzesza ponuraków, pozostań pozytywny. Uśmiechaj się, gdy inni będą próbowali zarazić cię pesymizmem. Pozostań sobą. Ponad wszystko nie próbuj się zmieniać, aby zaimponować komuś, kto uważa, ze nie jesteś wystarczająco dobry. Zmieniaj się tylko po to, by się rozwijać i stawać się lepszym człowiekiem. Dbaj o siebie, a nie o to, jak cię postrzegają inni. Jasne, przy odrobinie entuzjazmu łatwiej rozwinąć skrzydła, ale dopiero gdy go brak, a Ty walczysz dalej – to jest prawdziwa sztuka! 7. Co ma być to będzie Prawdziwą siłę okażesz wtedy, gdy będziesz miał mnóstwo powodów do narzekania i użalania się nad sobą, a nadal będziesz się uśmiechał i doceniał życie. W każdej przeciwności losu istnieje szansa, warto mieć otwarty umysł i ją dostrzegać. Nie jesteś w stanie wszystkiemu zapobiec. Żaden człowiek nie jest w stanie mieć pełnego wpływu na bieg wydarzeń. Czasami trzeba odpuścić i pozwolić sprawom toczyć się własnym torem, bo w przeciwnym wypadku można doprowadzić się do szaleństwa. Kochać swoje życie to w uproszczeniu ufanie własnej intuicji i wykorzystywanie szansy, jaką daje nam los oraz wyciąganie wniosków z doświadczeń. 8. Najlepsza rzecz jaką możesz zrobić to iść do przodu Nie bój się podejmowania wyzwań, próbuj mimo porażek, miej marzenia mimo trudności. Nie pozwól, by ciężkie doświadczenie sprawiło, że zamkniesz się w sobie. Pamiętaj, że nawet najtrudniejsze momenty mogą być częścią drogi do celu. To prawda, że życie jest ciężkie, ale ty jesteś silniejszy. Znajdź w sobie siłę, by codziennie się śmiać i cieszyć życiem. Idź dalej, rozwijaj się! Źródło:
Wierzę, że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu. Ludzie zmieniają się po to, abyśmy mogli nauczyć się ich sobie odpuszczać. Sprawy przyjmują zły obrót, po to byś mógł docenić je kiedy wszystko jest dobrze. Wierzymy w kłamstwa po to, by w końcu nauczyć się ufać tylko sobie () A czasami bywa tak że dobre rzeczy rozpadają się po to, aby jeszcze lepsze mogły powstać
Przedstawił go Piotrowi i Jakubowi, przyrodniemu bratu Jezusa, po czym już Paweł został bez oporów przyjęty przez resztę zboru (Dzieje 9:26, 27; Gal. jw2019 A dzieje się tak wówczas, gdy zapominamy, kim jesteśmy, skąd pochodzimy.
WIESZ, ŻE BIEGANIE NIE BYŁO MOJĄ "BAJKĄ"? Kiedy krótko po 30-tce zaczęłam przygodę z bieganiem nie zdawałam siebie sprawy, że to przygoda na całe życie. Tłumaczenie hasła "wszystko dzieje się na raz" na niemiecki . es kommt alles geballt auf einmal jest tłumaczeniem "wszystko dzieje się na raz" na niemiecki. Przykładowe przetłumaczone zdanie: Na razie wszystko działo się tak, jak opisała to Mateczka Alsop. ↔ Bislang war alles genauso abgelaufen, wie Goody Alsop es mir erklärt hatte.
Stanie się coś złego. Patronat. Jakub Bączykowski Wydawnictwo: Wydawnictwo Mięta kryminał, sensacja, thriller. Szczegóły. Kup książkę. W domu w podwarszawskiej miejscowości zostają znalezione zwłoki sąsiada Pawła. Przez przypadek mężczyzna staje się podejrzany o związek z tą śmiercią.
.